piątek, 26 sierpnia 2016

Przegląd dwóch pudełek: ShinyBox U.R.O.K. Inspired by oraz ShinyBox LIKE A DREAM!

Choć ostatni wpis na temat ShinyBoxa z wiadomych przyczyn pojawił się niemalże równy rok temu, niezmiernie cieszę się, że nadal mogę kontynuować tę przygodę! W związku z czym śpieszę, by zaprezentować Wam zawartość dwóch pudełeczek, które w ostatnim czasie wyszły spod "skrzydeł" ekipy ShinyBoxa. Jeśli ciekawi Was, co znalazło się w III edycji Inspired by oraz w sierpniowym pudełku Like A Dream, zapraszam dalej! :) 


Na początek III edycja Inspired by U.R.O.K. - Uroda, Radość, Olśnienie, Kobiecość.


A w środku...

1/ SCHWARZKOPF, GLISS KUR ULTIMATE COLOR - ELIKSIR DO WŁOSÓW - produkt pełnowymiarowy - 18 zł / 100 ml

Eliksir dwufazowy Gliss Kur Ultimate Color do włosów farbowanych, przyciemnianych lub z pasemkami. Różowy płyn zapewniać ma ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB.



2/ ASTOR, EYE OPENER, MASKARA DO RZĘS - produkt pełnowymiarowy - 37 zł / 12 ml

Kształtna szczoteczka pobudza i podnosi każdą rzęsę dodając objętości. Odżywia spojrzenie. Formuła z ekstraktem z zielonej kawy pomaga osiągnąć energetyzujący efekt.



3/ OBSESSIVE, OPASKA NA OCZY - produkt pełnowymiarowy - 15 zł / szt.

Pozwól się dyskretnie wprowadzić w świat fantazji. Miej oczy szeroko otwarte. Opaska na oczy pozwoli Ci na odrobinę niepewności, dreszczyku i emocji. Opaska wykonana jest z wysokiej jakości tkaniny satynowej.



4/ DOVE, REGENERATE NOURISHMENT, ODŻYWKA DO WŁOSÓW - produkt pełnowymiarowy - 20 zł / 250 ml

Odżywka Dove, Regenerate Nourishment natychmiast odżywia włosy, aby stały się bardziej miękkie i gładkie. Naprawia wewnętrzną strukturę włosów, pozostawiając je nawilżone i pełne blasku. Dzięki temu włosy zachowują swój zdrowy wygląd na dłużej.



5/ NOBLE HEALTH PREMIUM WELNESS, GET SLIM DAYTIME, SLIM LINE, SUPLEMENT DIETY - 30 saszetek

Zielona kawa + zielona herbata + tauryna  + żeń szeń + guarana. Utrzymuje prawidłowy poziom glukozy we krwi. Dodaje energii i pomaga kontrolować masę ciała. Preparat budzi metabolizm każdego dnia, przyspieszając redukcję masy ciała.


Jeśli chodzi o pudełko U.R.O.K. przyznam, że zawartość nie zrobiła na mnie jakiegoś spektakularnego wrażenia, choć nie uważam też, by była zła. Na pewno przyda mi się odżywka z Dove, która jak zawsze pięknie pachnie. :) Ciekawa jestem także tuszu z Astora, bo bardzo lubię próbować nowych maskar. Eliksir Schwarzkopf pewnie podaruję mamie, bo nie farbuję swoich włosów. Dość kontrowersyjne wydaje mi się umieszczenie w pudełku opaski na oczy, ale w końcu jeśli coś miało kryć się pod hasłem: Kobiecość, to gadżet pewnie i trafiony. :D Ciekawi mnie ten specyfik na odchudzanie, bo jestem obecnie w trakcie ćwiczeń. Pamiętam, że kiedyś rozpuszczałam w wodzie coś podobnego i chyba jakieś efekty dawało. Obawiam się jednak efektu jojo, ale kartonik 30 saszetek powinien starczyć na 2 tygodnie, więc może za dużych szkód bym sobie nie narobiła? ;) Dajcie znać, czy któraś z Was już je stosowała? Widzicie u siebie jakieś pozytywne efekty? Ogółem pudełko na 4-. Bywały lepsze, ale gorsze również. :)


Sierpień 2016 przywitał nas z kolei pudełkiem ShinyBox LIKE A DREAM. To pudełko, w którym znaleźć mamy piękno, harmonie i spełnienie. Dzięki temu, mamy podarować sobie odrobinę luksusu i czas pełen przyjemności. ShinyBox Like a Dream prezentuje się następująco:



Poniżej pełna zawartość dwóch pudełek (pominęłam rzeczy, które się zdublowały, jak tabletki, żel, czy krem). Miałam to szczęście, że udało się trafić w dwie różne wersje pudełek, w związku z czym posiadam teraz każdy dostępny wariant. ;)



1/ MINCER PHARMA, VITA-C-INFUSION 601, INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCY KREM NA DZIEŃ - produkt pełnowymiarowy -30 zł / 50 ml

Intensywnie nawilżona, wypoczęta, zdrowo wyglądająca, promienna i pełna energii skóra. Przebarwienia zredukowane, drobne linie i zmarszczki wygładzone. Przy regularnym stosowaniu wygląd skóry ulega wyraźnej poprawie.


Ponieważ krem mi się zdublował, jeden oddam koleżance, a drugi zostawię dla siebie. Kompletnie nie znam tej marki, nie miałam z nią wcześniej do czynienia, ale krem prezentuje się naprawdę ładnie. Umieszczony w dosyć ciężkim, szklanym pojemniczku. Wygląda estetycznie, bardzo ładnie pachnie, jest lekki i szybko się wchłania. Producent zapewnia, że nadaje się także pod makijaż. Jestem bardzo ciekawa. Wśród składników aktywnych znajdziemy tutaj np. ekstrakt camu-camu, olej z rokitnika czy kwas hialuronowy. Myślę, że się polubimy. Na pewno pojawi się jego recenzja, bo bardzo mnie zainteresował.



2/ ELFA PHARM, O'HERBAL, SZAMPON (lub) ODŻYWKA DO WŁOSÓW - Travel size - 5 zł / 75 ml

Marka O’HERBAL powstała z myślą o osobach pragnących żyć w zgodzie z naturą. Jej misją jest tworzenie kosmetyków pomagających utrzymać włosy w doskonałej kondycji. Dlatego cała seria bazuje na składnikach pochodzenia roślinnego, których dobroczynne właściwości znane są ludzkości od wieków. W zestawie znajdują się wymiennie szampon lub odżywka.


Kolejna nieznana mi dotąd marka, tak się cudownie trafiło, że w jednym pudełeczku znalazłam wersję z szamponem do włosów kręconych (z chmielem), a w drugim pudełku była odżywka wzmacniająca włosy z tatarakiem. Małe pojemności przydadzą się w sam raz na wyjazd. Nie wiem, czy też tak macie, że lubicie miniaturowe opakowania? Ja mam do nich słabość. :D



3/ VITOTAL, ZESTAW WITAMIN I MINERAŁÓW - produkt pełnowymiarowy - 23 zł / op. (30 tabl.)

Opracowany dla kobiet zestaw witamin i minerałów wzbogacony luteiną, L-cysteiną, L-metioniną likopenem, hydrolizatem białek kolagenowych oraz wyciągami z ziela skrzypu polnego i z nasion winogron. W każdym opakowaniu znajduje się kod, który umożliwi bezpłatne pobranie audiobooka.

Zazwyczaj nie łykam żadnych suplementów, ale ostatnio jestem bardzo niezadowolona ze stanu moich włosów, a z tego, co udało mi się doczytać, tabletki te mają przyczynić się m.in. do poprawy ich wyglądu. Może to dobra okazja, żeby spróbować? Stosowałyście może? :) Poniżej składniki: ekstrakt z ziela skrzypu polnego, wyciąg z nasion winogron, L-cysteina, L-metionina, hydrolizat białek kolagenowych, likopen, wit.A, beta-karoten, luteina, wit.E, wit.C, wit.K, tiamina (wit.B1), ryboflawina (wit.B2), wit.B6, wit.B12, wit.D, biotyna (wit.B7), kwas foliowy, niacyna (wit.B3), kwas pantotenowy (wit.B5), fosfor, magnez, żelazo, jod, miedź, mangan, chrom, molibden, selen oraz cynk.



4/ STENDERS, ŻURAWINOWY (lub) BORÓWKOWY KREM DO RĄK - produkt pełnowymiarowy - 23 zł / 25 ml

Ochronny krem będzie szczególnie dbał o skórę Twoich dłoni dzień po dniu. Formuła z naturalnym masłem shea hojnie odżywi skórę, podczas gdy alantoina, ekstrakt z owoców i olejek eteryczny z jałowca pozostawią Twoje dłonie aksamitnie delikatne i miękkie. Szybko wchłaniany przez skórę krem otoczy Twoje dłonie orzeźwiającym zapachem natury. Zapewnia codzienną ochronę, pozostawiając skórę miękką i aksamitną w dotyku. Linia żurawinowa oraz borówkowa to bestseller w 27 krajach na całym świecie.


BARDZO ucieszyła mnie obecność tej marki w pudełku. Od lat bardzo lubię Stenders i mam do nich słabość. Po raz kolejny udało mi się trafić w dwie różne wersje pudełek, a co za tym idzie - kremów. Mam teraz wersję borówkową i żurawinową. Obie pachnące cudownie, ale zostawię je sobie na okres jesienno-zimowy, bo tylko wtedy borykam się ze strasznie suchymi dłońmi. Jeśli także lubicie Stenders, albo po prostu chciałybyście kupić ich produkty za niższą cenę, to możecie skorzystać z 30% rabatu na obie te linie zapachowe.


30% na wybrane produkty z linii: żurawinowej, borówkowej i porzeczkowej w terminie do końca września 2016 r. 
KOD RABATOWY: BERRY


oraz ze zniżki 30% na cała linię Wild Rose (rabat ważny w dniach od 1 do 31.08.2016)
KOD RABATOWY: WILDROSE



5/ BIAŁY JELEŃ, KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC - produkt pełnowymiarowy -10 zł / 250 ml

Zawierają naturalne i łagodne składniki myjące, które skutecznie oczyszczają skórę i chronią ją przed wysuszaniem. Kremowa formuła oparta na delikatnych surowcach optymalnie nawilża, pozostawiając skórę miękką i gładką w dotyku. Posiada pH przyjazne dla skóry. Przebadane dermatologicznie wśród osób ze skórą szczególnie wrażliwą, skłonną do alergii i atopii. Nie zawierają parabenów, barwników i SLES-u. Mix rodzajów.



W zależności od wersji pudełka można było trafić na dwa produkty Joanny. (6a i 6b)

6a/ JOANNA, OLEJE ŚWIATA, BALSAM NA SUCHE MIEJSCA, 3 w 1 - produkt pełnowymiarowy - 7 zł / 10 g

Balsamiki 3 w 1 do ust, łokci i paznokci, przeznaczone są do specyficznych i wymagających miejsc na skórze. Dzięki specjalnej recepturze opartej o naturalne składniki, takie jak masła, oleje i witaminy, cudownie odżywią, zregenerują i nawilżą Twój naskórek. Produkt występuje wymiennie z odżywką do włosów Sweet Fantasy marki Joanna.



6b/ JOANNA, SWEET FANTASY, EKSPRESOWA ODŻYWKA DO WŁOSÓW O ZAPACHU KOKOSA - produkt pełnowymiarowy - 7 zł / 150 g

Idealne połączenie zabiegu pielęgnacji włosów ze słodką ucztą dla Twoich zmysłów. Preparat poprawia kondycję włosów i sprawia, że stają się jedwabiście gładkie i lśniące. Odżywka doskonale zadba o włosy i sprawi, że ich pielęgnacja stanie się bardzo przyjemna. Produkt występuje wymiennie z balsamem do ust Oleje Świata na suche miejsca marki Joanna.


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z sierpniowego pudełka Like a dream. Zawartość bardzo przypadła mi do gustu. Jeśli Wam również, możecie zamówić je TUTAJ.


Jestem ogromnie ciekawa, jak podobają Wam się zawartości obu pudełek? Którą oceniacie lepiej? :)

piątek, 19 sierpnia 2016

#5 Nowinki kosmetyczne w Drogerii Natura! Sensique, KOBO, My Secret

Cześć dziewczyny! :) Pędzę, by zaprezentować Wam obecne i najbliższe nowości kosmetyczne, jakich możecie spodziewać się w Drogerii Natura.



Zacznijmy może od marki Sensique, która wprowadziła do oferty kilka nowych, owocowych zmywaczy do paznokci. Zmywacze są już dostępne w Drogeriach Natura, możemy wybierać spośród następujących zapachów: kiwi, mango, winogrona, orchidea oraz magnolia.W ofercie pojawił się także przełomowy produkt do zmywania lakieru hybrydowego, który niezwykle mnie ciekawi! Zmywacze wzbogacone są o składniki odżywcze, m.in. o prowitaminę B5 czy wyciąg z aloesu, podobno z łatwością poradzą sobie z usunięciem letnich stylizacji manicure i pedicure.










Ale to nie koniec! Swoją ofertę powiększają także marki My Secret i KOBO Professional. W sprzedaży pojawiły się nowe lakiery do ust o intensywnych barwach marki My Secret, oraz linia podkładów  do twarzy z ochroną przeciwsłoneczną KOBO Professional. Wszystkie produkty są dostępne w drogeriach stacjonarnych w całej Polsce oraz na www.drogerienatura.pl


Do szaf makijażowych My Secret i Kobo Professional trafiły właśnie następujące produkty:

KOBO Professional SMOOTHING MAKE UP

Dwa nowe odcienie wygładzającego podkładu z ochroną SPF 10. Produkt wyrównuje naturalny koloryt cery, przywraca jej blask i witalność. Delikatnie napina skórę i pozostawia ją satynową, wygładzając zmarszczki. Nie tworzy efektu maski i nie blokuje porów, pozwala skórze oddychać. Cena: 21,99 zł / 30 ml
Dostępne odcienie: 501 NUDE BEIGE, 502 LIGHT BEIGE, 503 MEDIUM BEIGE oraz dwa nowe: 506 CHILLY BEIGE, 507 PASTEL BEIGE.




MY SECRET,  SHOCKING LIP LACQUER

Kolekcja lakierów do ust o intensywnych odcieniach, gwarantujących głęboki kolor i połysk na powierzchni ust. Lekka żelowa konsystencja zapewnia łatwą aplikację. Dostępne w jedenastu kolorach. Cena: 11,99 zł / 7 ml





Dajcie proszę znać, czy wpadło Wam coś w oko? :) A może już odwiedziliście Naturę? :)

środa, 17 sierpnia 2016

Przemyślenia i efekty po miesiącu ćwiczeń (2016)

Ciekawi mnie, czy moi stali czytelnicy po przeczytaniu tytułu tego wpisu nie mają przypadkiem małego deja vu? Pamiętacie moją walkę z utratą zbędnych kilogramów, o której pisałam na blogu równe 3 lata temu? Trzy długie lata, podczas których tyyyyle się wydarzyło! "Zjojowałam", przypadkiem schudłam 2x tyle, a potem znowu przytyłam. Fajnie, prawda? W efekcie ogarnęła mnie frustracja i jeszcze większe przekonanie, że ćwiczenia i diety po prostu nie są dla mnie, bo im bardziej się staram, tym więcej tyję. Im bardziej mam wylane na to, co jem i czy w ogóle się ruszam, tym szybciej chudnę. :D Tak było przez dłuższy czas i chyba nadal byłabym w stanie podtrzymać tę teorię, choć wiem, że jest śmieszna. Ale mniejsza o to. Wszystko Wam opowiem. W końcu gdzie, jak nie tu, na moim własnym blogu mogę się wyżalić? Kto lepiej od Was mnie zrozumie, doradzi i zmotywuje? No absolutnie nikt. Dlatego witajcie i czytajcie, jeśli tylko macie ochotę! ;) Na pewno nie ja jedna borykam się z wątpliwościami i chwilowym kryzysem w kwestii ćwiczeń, więc przybijmy sobie piątkę, trochę ponarzekajmy, a potem spinajmy poślady i ćwiczmy dalej!


Jak wspomniałam wcześniej, w 2013 roku także pojawiały się wpisy o tej tematyce. Zawsze miałam bzika i kompleksy na punkcie swojej wagi i pewnie nigdy się to nie zmieni, nawet gdybym składała się z samych kości i wiszącej skóry. No tak już mam, zresztą chyba w większości takich przypadków problem leży "w głowie", nie zawsze w samym wyglądzie, więc na pewno wiecie o co chodzi. Dla nowych czytelników, którzy może będą ciekawi jak to wyglądało wtedy, przypomnę, gdzie możecie zerknąć na stare wpisy, przemyślenia i efekty tamtych ćwiczeń:

- po miesiącu - KLIK

- po dwóch miesiącach - KLIK

- po trzech miesiącach - KLIK


Ku mojemu zaskoczeniu do dzisiaj, nawet kiedy blog "nie żyje" są to jedne z najpoczytniejszych wpisów na blogu, bardzo często tam zaglądacie i to właśnie one generują najwięcej wejść. Nie wiem, czy wynika to z tego, że stało się to tak popularne, czy po prostu bardziej wolicie luźne wpisy z własnymi przemyśleniami, niż sztywne recenzje, ale cieszy mnie to. Choć oczywiście zdjęć "przed" wciąż "nieco" się wstydzę. Jednakże jeżeli tamte efekty kogokolwiek zmobilizowały/zmobilizują do walki nad samym sobą, to jest i będzie to dla mnie wystarczająca rekompensata i schowam na jakiś czas ten wstyd do kieszeni. :))


Trzy lata. Po końcu trzeciego miesiąca ćwiczyłam coraz mniej i mniej... byłam zadowolona ze swojego wyglądu i zwyczajnie przestałam dalej ćwiczyć. Sądziłam, że to tylko chwilowo, ale jak widać, by ponownie się do tego zabrać, potrzebowałam aż trzech lat. Do końca tamtego 2013 roku dosyć szybko przybrałam te 6 kg, które udało mi się wtedy zrzucić, choć ciało nadal wyglądało "dobrze". Pewnie nawet było ich więcej, ale szczerze mówiąc nie pamiętam. Byłam zła na siebie, ale wciąż nie umiałam zmobilizować się, by ponownie do tego wrócić. Dziwne, prawda? Co, jak nie moje własne efekty miało mnie zmobilizować i czemu tak trudno było mi do tego wrócić? Nie wiem, to pewnie z lenistwa. Może liczyłam na to, że te 3 miesiące załatwią sprawę i do końca życia będę już w miarę chuda. Zapewne tak właśnie było :D Szkoda, że tak się nie da!


W styczniu 2014 roku na uczelni złapałam jakiegoś POTWORNEGO wirusa, wymiotowałam wszystkim co tylko się dało, nawet oddychanie mnie męczyło, bo od razu biegłam do łazienki. Przez 3 dni jadłam tyle, co wróbel, a i na to nie miałam ochoty. Później, kiedy już czułam się dobrze jakoś straciłam apetyt, skurczył mi się żołądek, schudłam ponad 4 kg i ogółem jadłam nieco mniej (żadnej diety, po prostu mniejsze ilości). Z dnia na dzień rzuciłam całkowicie białe pieczywo i przerzuciłam się tylko na ciemne, razowe chleby, które naprawdę mi zasmakowały :O W ciągu trzech miesięcy (a może i mniej), schudłam 17 kg. Bez żadnych ćwiczeń. Bez żadnej diety. Do dzisiaj nie wiem, jak i dlaczego. Tylko przez to, że rzuciłam białe pieczywo? Schudnięcie zagadka. W ogóle się o to nie starałam, jadłam słodycze jak zawsze, nie miałam nic wspólnego ze sportem i ruchem, a schudłam taaaak dużo. Wyglądałam naprawdę dobrze. Baaa, nawet bardzo dobrze.

Mijały tygodnie, miesiące.... I znowu przytyłam ok. 6-7 kg, choć bardzo powoli i pewnie wcześniej należało zareagować. Próbowałam się zmuszać, poćwiczyć, za każdym razem mówiłam sobie, że teraz na pewno wytrwam, że zacznę od jutra i... jak się nie trudno domyślić "jutro" wciąż do niedawna było dla mnie dosyć odległym terminem. Myślę, że to przez stres, bo przez ostatnie 2 lata miałam go sporo, do tego doszła zmiana szkoły na taką, której szczerze nienawidzę i brakuje mi stabilizacji. A kiedy się stresuję, zajadam. Kocham słodycze, niestety. Choć jem ich dużo mniej niż kiedyś i potrafiłabym ich sobie odmówić gdybym się mocno uparła, to jednak wciąż bardzo je lubię. Skubnę batonika, jakiegoś chipsa, zrobię placek (to ostatnio moje nowe hobby - odkryłam moje nowe powołanie :D )

źródło

W każdym razie, przytyłam i zaczęłam czuć się źle. Nie od razu, nie tak strasznie jak kiedyś, ale ostatnimi czasy waga zaczęła pokazywać dużo za dużo. Postanowiłam, że w tym roku na pewno spróbuję, na pewno będę walczyć, ALE... nie wiedziałam, skąd wziąć do tego kopa. Wierzycie w to, że czasem się spotyka pewnych ludzi w odpowiednim czasie? :) Ja bardzo i kiedyś Wam temat rozwinę, jeśli chcecie, w każdym razie teraz też tak było. Zaczęłam rozmawiać z dawną koleżanką (pozdrawiamy, Angie :D) iiiii.... z racji tego, że sama ćwiczy, jakimiś magicznymi czarami sprawiła, że 10 lipca 2016 r., też zaczęłam i ćwiczyłyśmy w podobnych godzinach. :) Najpierw dosyć niechętnie, wciąż byłam z siebie niezadowolona, ale Angie mówiła, że nie ważne jak długo, ważne że w ogóle ćwiczę. I tak powoli pchała mnie tym do przodu. Po 2 tygodniach już się wkręciłam i liczyłam na super efekty, jak 3 lata temu. Jestem niecierpliwa, więc wciąż się ważyłam. Waga szła jeszcze bardziej do przodu, ale zbytnio się tym nie zmartwiłam, bo to podobno mięśnie. Podobno po miesiącu miało się to trochę unormować... Podobno.


Wiedziałam jednak, że waga to nie wszystko i pomyślałam, że w takim razie "pocieszę się" miarą. I szlag jasny mnie trafiał. Dzień po dniu. Angie jest świadkiem :)) Centymetry zamiast spadać, lub w najgorszym razie stać w miejscu, wciąż rosły!!! 3 lata temu już po miesiącu straciłam mnóstwo cm, tym razem spodziewałam się, że będzie podobnie. Może nie aż tak bardzo spektakularnie, ale chociaż podobnie. A tu klops. W niektórych partiach jeszcze więcej... Od razu zaznaczę, że tylko sobie ćwiczę i dylam po pokoju. Nie mam żadnej diety, bo w żadnej bym nie wytrwała, prawie niczego nie lubię jeść. Nie trudno się domyślić, że mój zapał i wiara w to, że schudnę "lekko" podupadły? :( Niezbyt chętnie teraz zabieram się za ćwiczenia, ale.... próbuję. Chciałabym dać sobie czas do końca roku, więc trzymajcie mocno kciuki! W końcu to dopiero miesiąc, a nie od razu Rzym zbudowano... :)


Najgorsze jest chyba to, że porównuję te efekty z tymi sprzed trzech lat i chyba to frustruje mnie jeszcze bardziej. Nie lubię tego. Ale żeby nie było aż tak bardzo pesymistycznie, to powiem Wam, że jestem z siebie bardzo dumna, że tym razem nie ma wymówek, że się w końcu za to wzięłam, że wytrwałam już miesiąc i że jakieś tam cm spadają. :) Mogło być dużo lepiej i pewnie z dietą albo profesjonalnym trenerem osiągnęłabym dużo więcej, ale na razie muszę się zadowolić tym, co mam. :) A że w tym miesiącu sporo miałam okazji do robienia placków i podjadania słodyczy, to domyślam się, że miało to znaczny wpływ na to, że efekty są dużo wolniejsze, niż wtedy. Chciałabym nie musieć żyć jak "pod rygorem", z ciągłym liczeniem kalorii i wpadaniem w panikę, kiedy okaże się, że zjadłam ich nieco za dużo. Chcę tak normalnie, zwyczajnie, jeść to, co lubię (ale bez objadania się) i łączyć to z ćwiczeniami. Dla lepszego samopoczucia i poprawy formy. Tak po prostu :)


Efekty po miesiącu ćwiczeń:

Biodra: - 2 cm
Brzuch: - 2 cm
Biust: + 2 cm :((
Uda: + 2 cm :(( :((
Kolana: - 2 cm
Łydka: - 4 cm
Kostka: - 2 cm
Ręka (w bicepsie): +/- 0 (bez zmian)


Taaak, sprawdzam też kolana, kostki i łydki :D Są najbardziej baleroniaste i w sumie zdziwiłam się, że tak ładnie z nich zeszło, choć jakoś znacząco tego na żywo nie widzę, hmm.. :) Niepokoi mnie przyrost w biuście i udach. Jeśli chodzi o uda, to właśnie z nich najbardziej chciałam schudnąć i ćwiczyłam dużo ćwiczeń właśnie na "szczupłe uda". Tymczasem chodzi mi się teraz jeszcze gorzej, niż przed ćwiczeniami, bo uda ocierają się o siebie i bardzo mnie to drażni. 3 lata temu po miesiącu z samych ud zleciały mi 3 cm, a teraz nie dosyć, że nic nie spadło, to jeszcze przybrały raz tyle. :/ Fakt faktem, że ciało robi się smuklejsze i nogi też są bardziej "twarde", już nie taka galaretka jak przedtem, ale mimo wszystko martwi mnie to. Jestem niecierpliwa. Wyobrażałam sobie, że będę Wam się mogła pokazać i będziemy się razem motywowały do dalszej walki, ale na to muszę jeszcze trochę zapracować. Choć brzmi to wszystko dość pesymistycznie i choć sama nie jestem nadal przekonana, czy dam radę, to zachęcam Was mocno do tego, żeby zacząć od dzisiaj. Rzucić wszystko i poświęcić chociaż te 15-20 minut dla siebie. Prędzej czy później przyniesie to mniejsze lub większe efekty. Jedni chudną szybciej, bo mają więcej do zrzucenia, innym zajmuje to więcej czasu.... Tak już jest.... Niestety :)


Jestem jednak zadowolona z reszty wyników i liczę, że za miesiąc będzie jeszcze lepiej. Obym tylko wytrwała! :) Co do samych ćwiczeń, to w tym miesiącu głównie stawiałam na ćwiczenia na dolne partie ciała - uda i pośladki + cardio. Tradycyjnie Mel B, XHIT Daily oraz Fitness Blender. Uwielbiam ich. :) Dajcie znać, z kim Wy ćwiczycie? :) Może są jakieś fajne kanały na YT, które przeoczyłam? Zastanawiam się nad wykupieniem diety od Chodakowskiej, ale nieco się boję, że jak zobaczę w niej 3/4 rzeczy, których nie lubię (a to więcej, niż pewne, bo prawie niczego nie lubię jeść :D ) to że będzie to tylko strata kasy. Może któraś z Was kupowała? Warto? Pytają tam o preferencje czy rzucają gotowymi dietami? Ten, kto ułożyłby dietę dla mnie, taką którą bym polubiła i faktycznie jadła, musiałby chyba dostać jakieś specjalne odznaczenie Super Człowieka Cierpliwości, serio. xD Może znacie takiego? :)



To chyba na tyle. Wpis na szybko i pewnie nieco nieprzemyślany (jakby co, pytajcie w komentarzach), ale musiałam sobie trochę ponarzekać, ale też trochę się pochwalić. :) Mam nadzieję, że za miesiąc będzie dużo lepiej i że wtedy będę już mogła wstawić jakieś porównawcze zdjęcie. Proszę Was o kopa do działania, trochę motywacji i trzymanie za mnie kciuków. :) A ja trzymam je za Was, jeśli też walczycie! :* Czasem początki są trudne. Radość jest dopiero na końcu, ale warto po nią sięgać. Dlatego kończę wpis, spinam poślady i uciekam walczyć dalej o tę swoją przyszłą radość. Buziaki! :*

piątek, 15 lipca 2016

IntimateBox, garść prowokacji ze szczyptą humoru?

Kobiety z reguły lubią niespodzianki. Jeśli są one dodatkowo dobrze przemyślane i niebanalne, kochają je jeszcze bardziej. Kilka miesięcy temu dostałam maila z propozycją współpracy z portalem kobiecość.info (klik). Zgodziłam się i cierpliwie oczekiwałam na paczkę. Mijały tygodnie, a paczki jak nie było, tak nie było. Właściwie założyłam już z góry, że raczej się jej już nie doczekam. Oooch, jakże się pomyliłam! Jak obiecano w pierwszym mailu, paczka miała być niespodzianką i taka też była, kiedy w czerwcu niespodziewanie wręczył mi ją kurier. Z tego, co pamiętam, nie czekałam wtedy na nic innego, kompletnie nie kojarzyłam nadawcy, nie mogłam sobie w ogóle przypomnieć, od kogo mogła być ta intrygująca przesyłka.

Moim oczom ukazało się białe, schludne i z daleka pachnące pudełko IntimateBox, które jednak nadal nic mi nie podpowiadało.




Pięknie prezentująca się zawartość z zewnątrz, kryła jeszcze większe zaskoczenie w swoim wnętrzu i treści.




Po otworzeniu pudełka znalazłam trzy produkty - mały, biały ręczniczek, uniwersalną myjkę i uniwersalne mydło przeznaczone do higieny intymnej. Wszystko to, co znajdowało lub nadal znajduje się w większości naszych łazienek. Korzystałyśmy z tego lub nadal korzystamy.





Ręcznik idealny do wszystkich części ciała

Idealny dla wszystkich części ciała, dla całej rodziny. Wyjątkowo szorstki i twardy. Zatrzymuje wilgoć na długo. Wytrzymały. Idealny także jako ręcznik plażowy. Ręcznik należy powiesić w miejscu dostępnym dla innych domowników, również dla gości (!). Osuszać nim całe ciało - szczególnie okolice intymne. Po użyciu ręcznik odwiesić na haczyk, nie rozwieszać do wyschnięcia. Prać należy po zobaczeniu wyraźnych zabrudzeń.



Myjka uniwersalna

Skutecznie zatrzymująca wilgoć, odporna na wysychanie. Łatwo gromadzi zabrudzenia i bakterie. Jest wyjątkowo wytrzymała, nie trzeba jej wymieniać przez dłuuugi czas. Myjkę należy położyć w miejscu dostępnym dla innych domowników, również dla gości. Używać do pielęgnacji całego ciała, szczególnie okolic intymnych. Po zakończeniu kąpieli odłożyć w ciemne miejsce, tak aby nie wyschła.




Mydło uniwersalne

Perfekcyjnie wysusza, zmienia pH pochwy. Zawiera barwniki i konserwanty. Bogate w środki zapachowe. Obficie się pieni. Skutecznie blokuje wszelkie pory. Sprawdzone właściwości uczulające. Gwarantowany brak właściwości nawilżających. Mydło należy położyć w miejscu dostępnym dla innych domowników, jak również dla gości. Używać do pielęgnacji całego ciała, a szczególnie okolic intymnych!



STOP !
Coś tu chyba jednak jest nie tak?!


W pierwszej chwili po przeczytaniu tego, nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać. Chwyciłam się za głowę i zastanawiałam, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z tajemniczą osobą, która wysłała mi tę paczkę. Nic nie trzymało się kupy, myślałam, że ktoś zwyczajnie sobie ze mnie zażartował. Już miałam zapakować wszystko to do paczki i gdzieś schować, kiedy moim oczom ukazało się drugie dno. Kiedy za nie pociągnęłam, uśmiechnęłam się szeroko. Prawie dałam się wkręcić! A Ty? Wejdź na www.intimatebox.pl i odkryj drugie dno pielęgnacji intymnej, dołączając tym samym do grona świadomych kobiet.




W drugim dnie pudełka, wraz z liścikiem odkryłam kolorowy ręczniczek oraz emulsję do higieny intymnej Provag. Bez paranenów, bez konserwantów, bez mydła czy drażniących detergentów, takich jak SLS i SLES.


Miałam już kiedyś okazję, by stosować tę emulsję i byłam z niej bardzo zadowolona. To specjalistyczny kosmetyk, który jest przeznaczony do codziennej pielęgnacji i higieny okolic intymnych. Delikatnie myje, pielęgnuje i eliminuje nieprzyjemne zapachy. Nawilża, koi i łagodzi podrażnienia. Może być stosowany nawet przez kobiety w ciąży. Jest hipoalergiczny, szczególnie polecany do skóry wrażliwej, atopowej, skłonnej do podrażnień. W swoim składzie zawiera między innymi:

  • metabolity bakterii z rodzaju Lactobacillus, są one nieodłącznym składnikiem prawidłowej mikroflory pochwy i stanowią naturalną barierę ochronną okolic intymnych. Działają przeciwdrobnoustrojowo, pomagają zapobiegać rozwojowi niekorzystnych mikroorganizmów.
  • ekstrakt z aloesu, wspomaga naturalne procesy regeneracyjne skóry, odżywia ją i nawilża
  • pantenol i alantoinę, które skutecznie łagodzą podrażnienia i przyspieszają procesy regeneracji
  • glikol kaprylowy, nawilżający i zmiękczający skórę
  • glicerynę, wykazującą doskonały efekt nawilżenia, niwelujący dyskomfort związany z suchością
  • kwas mlekowy, który pomaga utrzymać fizjologiczne, kwaśne pH, zapewnia naturalną ochronę okolic intymnych przed rozwojem niekorzystnej flory bakteryjnej
  • substancje myjące o delikatnym działaniu, nie podrażniające skóry




Wróćmy jednak do początku, czyli do pierwszej części przesyłki.


Uniwersalna myjka, uniwersalne mydło i ręcznik.... Z pozoru zwykłe i niewinne, a mogą wyrządzić naprawdę wiele niepotrzebnych infekcji!

Czy naprawdę uważasz, że w ten sposób odpowiednio zadbasz o swoją higienę intymną?

Czy uważasz, że używając brudnych ręczników użytkowanych przez kilku domowników (i - olaboga - także przez gości) do okolic intymnych ominie Cię infekcja okolic intymnych?

Niestety NIE. Nie ominie Cię.

Wprost przeciwnie.

 Ale możesz zadbać o swoje zdrowie zwiększając swoją świadomość na ten temat.


Wchodząc na www.intimatebox.pl (klik) możemy dowiedzieć się sporo na temat tego, jak prawidłowo dbać o higienę intymną, jak również jakie zagrożenia niesie za sobą stosowanie wysuszających mydeł, brudnych ręczników i myjek. Głęboko wierzę w to, że przy obecnej świadomości kobiet osób postępujących w ten sposób jest coraz mniej. Niestety, nie można chyba powiedzieć, że problem ten został całkowicie wyeliminowany, dlatego warto o tym rozmawiać, bez traktowania tego jak temat tabu. Bo przecież najważniejsze, to dbać o swoje zdrowie. Również w ten sposób.


Wróg numer jeden: MYDŁO
Wykazuje silne właściwości wysuszające, podczas gdy w okolicach intymnych wskazane jest zachowanie określonej wilgotności. Zaburza naturalne kwaśne pH kobiecej pochwy i zmienia je na zasadowe, niwelując tym samym skutecznie ochronę przed bakteriami. Ponadto, kolorowe mydło w swoim składzie zawiera mnóstwo barwników, konserwantów, a mydło pachnące - substancji zapachowych, które podrażniają i wywołują uczulenia. Mydło przechowuje się swobodnie na umywalce czy wannie, a to grozi osiadaniem drobinek kurzu i bakterii, które z łatwością przenosimy w okolice intymne. A stąd już niewielka droga do infekcji.


Wróg numer dwa: RĘCZNIK
Kryje w swoich zakamarkach resztki mydeł, płynów kąpielowych i balsamów. Po przedostaniu się w okolice intymne mogą one wywoływać uczulenia i alergie. Szorstka struktura ręcznika prowadzić może do otarć, podrażnień i uszkodzeń mechanicznych. Na długo zachowuje wilgoć, co sprzyja wnikaniu w niego bakterii i grzybów i ułatwia przenoszenie patogenów w okolice intymne.


Wróg numer trzy: MYJKA
Skutecznie zatrzymuje wilgoć, która jest doskonałym siedliskiem do rozwoju bakterii i grzybów. Odpowiednio produkowane gąbki oraz kąpielowe myjki z nylonu zachowują trwałość przez długi czas, co sprzyja zapominaniu o ich regularnej wymianie. Leży w miejscu dostępnym dla wszystkich domowników, przez to nie mamy pewności, do czego jest używane. Wilgotność oraz zaciemnienie panujące w łazience utrudniają jej wysuszenie przed użyciem, co sprzyja przenoszeniu patogenów w okolice intymne.




Ciekawa jestem, co myślicie o akcji, jaką zafundowali nam twórcy IntimateBox? Podoba Wam się taka inicjatywa? Ja zdecydowanie jestem na TAK! Uważam, że takie akcje są potrzebne. A jeśli dodatkowo są przedstawione w tak niebanalny i lekko żartobliwy sposób, można wyciągnąć z nich jeszcze więcej informacji i wskazówek. O tyle, o ile sposób rozmowy o tym problemie wydaje się być zabawny, o tyle już problemy ze zdrowiem zdecydowanie takie nie są i nie będą. Dlatego warto zwiększyć swoją świadomość w tym temacie i dbać o siebie. Lepiej teraz, niż później.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...