wtorek, 18 czerwca 2013

Dziewczyny lubią brąz ?

...brąz-ąz-ąz-ąz! Tak samo jak nie lubię tej piosenki, takie same odczucia mam wobec produktu, o którym dzisiaj będzie mowa. Skusiłam się na niego nieco zbyt łapczywie, przyznaję. Zaślepiła mnie wizja naturalności, niesamowitych recenzji no i co najważniejsze - z racji tego, że jest to tak jakby produkt 2w1 - wizja szybkich, oszałamiająco pięknych efektów. Cena jak gdyby zeszła na dalszy plan, co od czasów blogowania zdarza mi się aż nazbyt często, ale to akurat dobrze, że pozbyłam się uprzedzeń pod tym względem, bo można przez to przegapić wiele naprawdę fantastycznych kosmetyków. Mimo tej recenzji nadal uważam, że Pat&Rub to najlepsza marka w moich zbiorach kosmetycznych, uwielbiam ich kosmetyki i ten jeden niewypał tego nie zmienia (póki co). Mam jednak nadzieję, że więcej się nie powtórzy :/

No ale.. która z nas nie kocha pięknej, złocistej brązowej/czekoladowej opalenizny? Która z nas (białych albinosek :D ) nie marzy o tym, aby w końcu móc uzyskać taki efekt? Ja marzyłam o tym od zawsze, ale nigdy mi się to nie udawało. Zresztą o moich doświadczeniach mogłyście przeczytać w tej notce (klik,klik), gdzie pokazywałam Wam mój produkt-ideał ostatnich wielu miesięcy. Kiedy zatem zobaczyłam, że Pat&Rub ma w swojej ofercie balsam do ciała samoopalający plus bronzer (2w1) z linii Sun Fun, pomyślałam, że jestem w niebie i że to na pewno będzie strzał w dziesiątkę. Czy tak było? Nie, naturalnie, że nie. Tym razem intuicja mnie zawiodła, ale pocieszam się tym, że nie przydarza mi się to zbyt często.


Balsam samoopalający plus bronzer otrzymujemy w smukłej, brązowej 200 ml butelce. Jeśli chodzi o design - myślę, że przykuwa wzrok - inaczej pewnie nie zwróciłabym na niego uwagi. Nie wiem czemu, ale chyba mam w sobie jakąś wewnętrzną miłość do czekolady, bo jestem w stanie kupić/zdobyć wszystko, co mi ją przypomina - wyglądem, kolorem lub zapachem, a najlepiej wszystkim po kolei :D Co do samej butelki - podoba mi się to, że jest smukła i zajmuje mało miejsca w łazience. Wygodnie się ją także trzyma i nie sprawia najmniejszego problemu w trakcie użytkowania. Jedyne, co mnie w niej irytuje to wieczko. Po jego otworzeniu, późniejszym zamknięciu  i wciśnięciu w odpowiednie miejsce, czuję się jak po walce z najcięższym zawodnikiem sumo. Jeśli chodzi o pompkę - tutaj też szału nie ma - wg mnie ciężko chodzi i mając ręce ubrudzone tym balsamem wszystko się ślizga i lepi, a brąz-ąz-ąz pozostaje wszędzie tam, gdzie nie powinien był pozostać. Czyszczenie tego za każdym razem jest irytujące, ale ze mnie też niecierpliwe dziewczę, więc nie ma czemu się dziwić.


A teraz najgorsze... Nie powiem, z czym brzydkim mi się to kolorystycznie kojarzy (chociaż kształtem też?! :O ), ale chyba NIE MUSZĘ. (?) Na dłoni, do dzisiejszych zdjęć i tak postanowiłam oszczędzić Wam brzydkiego widoku, jaki otrzymuję na moich nogach, a wierzcie mi, że jest milion razy gorszy. Chyba jedyne, co jest przyjemne to konsystencja. Delikatna, wg mnie bardziej kremowa niż typowa dla balsamów.


PLUSY:
+ konsystencja - przyjemna, delikatna
+ opakowanie - plastikowa, smukła butelka, bardzo wygodna i praktyczna
+ skład - jak na Pat&Rub przystało :) - zawiera wyłącznie składniki pochodzenia roślinnego
+ dzięki przeźroczystemu plastikowi widzimy ile produktu ubyło, a ile jeszcze zostało - zawsze to doceniam
+/- bardzo wydajny - chociaż w tej sytuacji to bardziej wada, niż zaleta... nie wyobrażam sobie, jak można go zużyć w przeciągu 6 miesięcy - chyba, że smarowałaby się nim cała, wieloosobowa rodzina ;)

MINUSY:
- brudzi ubrania - zawsze, niezależnie od tego po jakim czasie od aplikacji się ubierzecie :) (love it!)
- ciężko rozprowadza się go po skórze i za każdym razem pozostawia smugi - próbowałam tysiące razy, raz cieniuteńkie warstewki, raz grube, w każdej możliwej kombinacji ruchów - i nic. za każdym razem pozostawiał potworne smugi, wyglądałam jakbym się nie myła, zarosła rzepą i jak na złość została odcięta od wody na wiele tygodni
- zamiast efektu ładnej opalenizny otrzymywałam efekt niemytej skóry od wielu tygodni, byłam brązowo-żółto-pomarańczowa, ze smugami
- długo się wchłania
- koniecznie musicie umyć ręce po aplikacji, bo nawet nie chcę sobie wyobrażać jak można nim wyglądać :)
- zapach - roślinno-gorzki, a przy zmywaniu balsamu z nóg miałam wrażenie, że to zapach starego siana ^^
- źle domykające się wieczko (?) - żeby je otworzyć a później zamknąć idzie się 'trochę' namęczyć ;]
- pompka - jak dla mnie chodziła dosyć ciężko, zwłaszcza kiedy już miałam wysmarowane dłonie tym balsamem samoopalającym i chciałam wycisnąć coś jeszcze
- mimo regularnego używania zgodnie z zaleceniami producenta nie widziałam żadnych późniejszych efektów, poza brudnymi nogami - na pewno nie miało to nic wspólnego z piękną, naturalną opalenizną
- balsam wchodzi w każde możliwe załamania, osadza się w miejscach po wydepilowanych włoskach - wygląda to KOSZMARNIE (do teraz się wzdrygam na to wspomnienie)
- cena - 95 zł - gdybym otrzymała efekt, który by mnie zadowolił (jak TUTAJ), nie miałabym z nią większego problemu, bo wiedziałabym, że warto. Tutaj niestety jestem w szoku.

1+/6


"Moja wina, moja bardzo wielka wina..."
- powinnam była pewnie najpierw zacząć od tego drugiego balsamu samoopalającego od Pat&Rub, jest jaśniejszy i zapewne przez to nie powodowałby u mnie tylu negatywnych odczuć, głównie pod względem wizualnym. No ale mój błąd. Może sprawdzi się lepiej u mulatek ;)

Jeśli traficie na jakieś próbki czy coś to możecie spróbować, ale ja nie polecam. Czuję się bardzo rozczarowana. Szybciej i drożej nie zawsze znaczy lepiej. Powinnam była spróbować czegoś jaśniejszego, nawet, jeśli miałabym dłużej czekać na efekty. Na szczęście Pat&Rub ma dużo innych, znacznie ciekawszych propozycji do wyboru. Cieszę się, że miałam okazję wypróbować innych pozycji, bo gdybym zaczęła tylko od tego balsamu samoopalającego pewnie nigdy więcej nie chciałabym wracać do tej marki, a to byłby błąd ;) Zatem... czy dziewczyny na pewno lubią brąz? ;) Możliwe, ale na pewno nie taki.


Znacie ten balsam samoopalający od Pat&Rub? Miałyście go? Co o nim myślicie? ;)

78 komentarzy:

  1. wygląda jak... no ekhm sama wiesz :D


    fuj fuj fuj :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie wiem :D ble ;D na nogach wygląda jak rozsmarowana **** :)

      Usuń
    2. Rozwaliłaś mnie :D ale..skojarzenie mam to samo :D

      Usuń
  2. Ja jestem wierna Fake Bake - najlepsze samoopalacze itp., bo nie robią smug i innych atrakcji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się póki co zakochałam w oliwce z Lancastera, 10-15 zł droższa a milion razy lepsza i jestem już tak uroczo opalona, że fju, fju, fjuuu - nigdy tak ładnie nie wyglądałam jak teraz a lato jeszcze trwa ;)

      Usuń
  3. Ooo faktycznie ciemny !
    Hmm nie miałam i pewnie mieć już nie będę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest strasznie ciemny :/ po rozsmarowaniu wygląda nieco jaśniej ale i tak za ciemno i za brzydko. zamiast dawac ładny efekt + opaleniznę to uwypukla wszystkie defekty skóry :/

      Usuń
  4. no nie wygląda to apetycznie :D chyba każda firma musi mieć jakis niewypał od czasu do czasu :) oby tylko wyciągneli z tego wnioski i stworzyli lepszy produkt :)
    pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wydaje mi się, że ten jaśniejszy samoopalacz od nich jest lepszy, na pewno kolorystycznie ;) chociaż słyszałam, że on znowuż nie zawsze działa :O

      Usuń
  5. Ten ciemny brąz mnie przeraża :P Ja aktualnie używam samoopalacza Dermedic i jestem zadowolona, choć to jeszcze nie to czego szukam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja używam wciąż oliwki z Lancastera i efekty mnie zabijają - pozytywnie :)


      http://kosmetasia.blogspot.com/2013/06/moj-ulubieniec-w-walce-o-piekna.html

      Usuń
  6. musze przyznac że zniechęcił mnie kolor, jest zdecydowanie za ciemny, a do tego te wszystkie minusy, w mojej kosmetyczce to się raczej ten pan nie znajdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeczytałam 'ZACHĘCIŁ' i aż wytrzeszczyłam oczy z niedowierzania :D ufff :D
      wydaje mi się, że nic nie stracisz nie poznając go. ;)

      Usuń
  7. wygląda okropnie,nawet nie czytając jeszcze co pisałaś to już miałam skojarzenia :P
    co rozsmarowania,bratowa kiedyś miała problem z takimi "brązami" to najpierw nakładała balsam na nogi a potem się brązowiła :D albo mieszała balsam z takim brązerem

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam tą drugą wersję tego samoopalacza, w właściwie miałam, bo właśnie go skończyłam i byłam zadowolona, więc polecam Ci go wypróbowac:) Tej wersji z bronzerem się bałam:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja właśnie założyłam, że skoro to Pat&Rub to wiadomo, że super, wiec fajnie by było jakby było jeszcze szybko i super :D dlatego skusiłam się na wersję z bronzerem i żałuję ;P tamta pewnie serio lepsza ;D

      Usuń
  9. o łee, w życiu bym się nim nawet nie posmarowała :D

    OdpowiedzUsuń
  10. o matko jaka kupa :P haha szkoda że się nie sprawdził, no ale tak to czasem bywa. ja nie stosuję tego typu kosmetyków, nie mam potrzeby wyglądać na opaloną, chyba że naturalne słońce mnie opali to okej :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie naturalne słońce SPALA, więc takie produkty są dla mnie jedyną szansą abym nie raziła innych swoją bielą bardziej, niż robi to słońce ;)
      ale póki co znalazłam ideał z Lancaster, więc nie jest źle! :)

      Usuń
    2. no to sie cieszę :) pozdrawiam :*

      Usuń
  11. Przybyłam przeczytać :D Ja jako "córka młynarza" zawsze chciałam osiągnąć opaleniznę lekkiego brązy, taką śniadą, ale nigdy mi się nie udało, a nogi zawsze białe ;/ Opalić się nie da, wiec w tym roku postanowiłam zaakceptować moją biel i skończyć z opalaniem ;)
    Rzeczywiście, fotka nasuwa jedno skojarzenie ;P I w ogóle bardzo brązowy ten bronzer, ciekawa jestem jak wygląda na nogach :D Zawsze się zastanawiałam czy takie cuś brudzi ubrania, ale chyba nie powinno ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. brudzi jak cholera :D też jestem córką młynarza! :D i zawsze jedyne, co robi mi słońce to mnie poparzy i jestem potem biała z poparzonymi plamami w najdziwniejszych miejscach ;)

      Usuń
  12. I tak bym nie kupiła, bo za drogi :)
    A od siebie mogę polecić balsam brązujący Lirene, smarowałam się dopiero 2 razy a już mam troszkę ciemniejsze nogi :) No i szybko się wchłania i nie brudzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam kiedyś jakiś z Lirene ale nie lubiłam ;)

      Usuń
  13. Kolor u mnie by się sprawdził, ale brudzenie ubrań go dyskwalifikuje :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam o nim wiele pozytywnych opinii, a tu takie rozczarowanie :/ Brudne nogi zdecydowanie zniechęcają :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam mniej wiecej takiesame odczucia wzgledem tego mazidla co Ty. Dlatego wyladowal w wyprzedazowej zakladce:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też bym go dała ale już minęło pół roku :D

      Usuń
    2. No niestety termin przydatności krótki. Ja zdecydowałam że poleci na sprzedaż tego samego dnia którego go otworzyłam... od razu wiedziałam że się nie polubimy z nim.

      Usuń
    3. ja w sumie sama nie wiem na co czekałam :/

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. to i tak łagodniejsza wersja - jakbyście zobaczyły go na moich nogach to dopiero byłby koszmarny widok ;)

      Usuń
  17. szok! jaka czekolada, miałabym obawy przed zaaplikowaniem na ciało..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja sądziłam, że będzie wyglądało lepiej i przez pierwsze minuty było lepiej ale potem tragedia ;D

      Usuń
  18. kolor tragedia...taki ciemny zupełnie nienaturalny. Dlatego własnie nie używam nic z takich rzeczy , aby uniknąć tragicznego wyglądu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja go testowałam na spotkaniu blogerek, tam nie wydawał się taki straszny,dawała nawet ładny efekt na dłoni...ale jego kolor jest paskudny. Kojarzy mi się z tym samym co tobie XD Jakbym już miała wydać tyle kasy, to bym wolała zainwestować w ich olejek ze zlocistymi drobinkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten olejek od dawna spędza mi sen z powiek :)

      Usuń
  20. Ja jednak wolę balsamy lekko brązujące :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie, nie i jeszcze raz nie - kompletnie nie ufam takim produktom. Szkoda, że tak się nacięłaś, współczuję. :(

    OdpowiedzUsuń
  22. Odpowiedzi
    1. a ja olejki przyspieszające opalanie ;)

      Usuń
  23. uuuuuuuu....ja bym się tego bała nałożyć na skórę:>

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj nie :) Ja w tym roku się nie brązuję niczym.

    OdpowiedzUsuń
  25. Mimo wszystko brakuje mi zdjęcia rozsmarowanego produktu na skórze - co to za brązowo-żółto-pomarańczowe smugi..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, zawsze się trzeba do czegoś przyczepic.

      Usuń
    2. To nie czepianie się tylko zwykła ciekawość jak ten intensywnie brązowy specyfik wygląda po rozsmarowaniu, no ale okej ;]

      Usuń
  26. A fuj! Nutellą to ja lubię smarować chleb, nie siebie! Nie, zdecydowane nie!

    OdpowiedzUsuń
  27. Miałam właśnie kupować ten produkt, ale skutecznie mnie z tego wyleczyłaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że lepiej na tym wyjdziesz, szkoda byłoby się naciąc tak jak ja :)

      Usuń
  28. uuu niespodziewalabym sie;]

    OdpowiedzUsuń
  29. nie cierpię samoopalaczy. zdecydowanie stawiam na naturalną opaleniznę :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam, skomentuj. :) Chętnie poznam Twoje zdanie.
(komentarze tylko o formie reklamy swojego bloga zostaną skasowane). Jeśli masz pytanie - pytaj, odpowiadam na wszystkie, niezależnie od tego kiedy i pod którym wpisem je zadasz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...