niedziela, 14 lipca 2013

odrobina Francji (i nie tylko) w moim małym domku.

Przez sesję strasznie długo nie pisałam recenzji i przyznaję, że wyszłam nieco z wprawy. Jeśli jakieś zdanie tutaj nie będzie miało sensu - przymknijcie na to oko :D Muszę się wbić w swój rytm, a potem już pójdzie z górki ;)

Są produkty, które albo się lubi, albo nie. Są też takie, które paradoksalnie lubi się pomimo wielu (lub kilku istotnych) wad. To samo dzieje się z zapachami. Należę do osób, które nienawidzą zapachu lawendy - wręcz się nim duszą. Kojarzy mi się z latami, kiedy moja mama bez przerwy znosiła to do domu, wkładała do mojej szafy i wszystko przy otwarciu szafy rozsypywało się w drobny mak, robiąc mi w pokoju wielki bałagan. Nie jestem w stanie do dzisiaj strawić tego zapachu i kiedy tylko mogę - uciekam od niego jak najdalej. Kiedy zatem otrzymałam dwa cacuszka - jedno francuskiej marki La Petit Olivier (z którą wcześniej nie miałam styczności), a drugie włoskiej marki Saponificio Artiginale Fiorentino od sklepu merlin.pl - początkowo bardzo się ucieszyłam, wszakże uwielbiam poznawać nowe, nieznane mi dotąd marki. Mój zapał jednak nieco ostygł, kiedy zobaczyłam, że oba... pachną lawendą. W pierwszej chwili w ogóle nie chciałam dać im szansy. Pierwsze powąchanie zakończyło się kiepsko, bo od razu schowałam je w najciemniejszy kąt, aby poczekały aż stanę się nieco mniej dzika w tym temacie. Jesteście ciekawe, czy mnie "oswoiły"? O tym za chwilę.


Zacznijmy od włoskiej marki Saponificio Artiginale Fiorentino i ich tłoczonego mydełka o zapachu... lawendy.

Mimo, że nie lubię tego zapachu i w ogóle nie podoba mi się wygląd lawendy, to musiałam przyznać, że opakowanie tego mydła, jak i samo mydło, prezentowały się luksusowo. Czysto, schludnie, bez zbędnych udziwnień, a zarazem na swój lawendowy sposób kolorowo. 100 g mydło owinięte było białym, eleganckim papierem, przez co (stety-niestety) zapach po jego rozwinięciu był mocniejszy, intensywniejszy i... po prostu lawendowy, co będzie ogromnym plusem dla wielbicielek tego zapachu. Samo mydło miało lekko 'przybrudzony' kremowy odcień (nie mylić z tym, że było brudne - nie, nie! :)) i piękne tłoczenia. Być może wydziwiam i zachwycam się niepotrzebnie, ale zawsze wszelkiego rodzaju tłoczenia, czy to w kosmetykach pielęgnacyjnych, czy kolorowych mnie zachwycały. Uwielbiam przesuwać palcami po tych wgłębieniach czy wybrzuszeniach i zachwycam się wtedy podwójnie :> A może to skutek uboczny blogowania? :D Nieważne, tłoczenia od razu podbiły moje serce. Cena: 14,90zł /100 g (tutaj) lub 31,90 zł / 300 g (tutaj). W całej ofercie sklepu (klik) znajdziecie też mydełka tej marki o zapachu róży, konwalii, pomarańczy, a także cytryny.

Mydełko było grube, ciężkawe, solidnie wykonane i bardzo kremowe już w samym dotyku, czyli coś, co lubię. Prezentowało się nadzwyczaj artystycznie jak na - można powiedzieć - "zwykłe" mydło. Producent określa je mianem 'małego dzieła sztuki' i ciężko jest temu zaprzeczać. Mydła tej marki produkowane są na bazie organicznego oleju palmowego oraz organicznego oleju  kokosowego, w dodatku wytwarzane są ręcznie, co widać i czuć. Zaskoczyła mnie jego spora wydajność, nie używałam go sama a starczyło na naprawdę długi czas - koło miesiąca lub nawet nieco dłużej. Moje dłonie były po nim dobrze oczyszczone, nigdy nie pozostały wysuszone, zapach utrzymywał się przez kilkanaście minut jeszcze po umyciu. Delikatna, kremowa pianka, jaka wytwarzała się podczas mycia wprawiała mnie za każdym razem w dobry nastrój, dochodziło nawet do tego, że myłam ręce po prostu dla czystej przyjemności z jego używania, a nie (jak zwykle) tylko z konieczności. Pewnie najbardziej ciekawi Was zapach - oczywiście, że czuć w nim lawendę - nie ma co do tego żadnych wątpliwości, natomiast jest to zapach bardzo naturalny, nienachalny, subtelny, a zarazem w jakiś sposób intensywny, wypełniający całą łazienkę. Mam wrażenie, że czułam w nim coś jeszcze, czego nie umiem do końca sprecyzować. Wydaje mi się, że była to nuta delikatnych cytrusów, ale bez wątpienia dominował aromat lawendy, który w nim... polubiłam. Co więcej, mimo tego, że bardzo chciałabym sama sobie zaprzeczyć i nie pisać tego, co za chwilę napiszę (wiecie jak to jest, honor musi być :D ) - to jednak jestem zmuszona Was nie oszukiwać i przyznać, że 'najgorsze' w nim było to, że... za nim tęsknię. I tak... za zapachem również, co wprawia mnie w osłupienie po dziś dzień. Ale takie chyba są właśnie kobiety ;) Czy kupiłabym ponownie? Tak, wybrałabym na pewno wersję różaną, ale z racji mojej tęsknoty za tym zapachem, nie wykluczę tego, że pojawi się u mnie raz jeszcze. Póki co muszę zużyć swoje mydlane zapasy i... z którymś na pewno spotkamy się ponownie ;)


Po Włoszech przyszedł czas na... Francję. Tym razem swoim lawendowym aromatem przywitała mnie maseczka z zielonej glinki z ekstraktem z mięty i lawendy francuskiej marki La Petit Olivier.

Maseczka zamknięta jest w 75 ml tubce, zabezpieczona sreberkiem przed otwarciem, zatem mamy pewność, że nikt wcześniej jej nie używał i jest absolutnie nowa. Kiedyś mnie to denerwowało, ale w obecnych sytuacjach, kiedy każdy w drogerii wsadza palce nie w to, w co trzeba (a przecież w ogóle nie trzeba!) bardzo to doceniam. Opakowanie jest miękkie, plastyczne, nie sprawia problemów przy wydobywaniu z niego maseczki. Jeśli chodzi o design - jest w porządku, ale też nie zachwyca. Przeważnie w każdych opakowaniach doszukuję się plusów, bo uwielbiam różnorodność i sprawia mi przyjemność patrzenie na wszystkie tak różne od siebie tubki, słoiczki, butelki, pojemniczki itd., a tutaj nieco przeciwnie. W każdym razie to moje osobiste odczucia, nijak mające się do działania produktu, a to jest przecież najistotniejsze. :) Cena: 32,90 zł / 75 ml ale obecnie trwa promocja i możecie kupić je za 24,67 zł.


Jej głównym celem jest oczyszczenie cery i pod tym kątem sprawdza się doskonale. Nie przesusza mojej cery, ale i tak profilaktycznie zawsze dbam o to, by była nawilżona. Dzięki zawartości ekstraktu z mięty i lawendy czuję się po niej odprężona i zrelaksowana. Bardzo lubię ten miętowy zapach, ale nie w każdych kosmetykach jest on naturalny i nie męczy. Tutaj jest doskonały. Wg producenta maseczka reguluje wydzielanie sebum, ja nigdy nie miałam z tym zbyt dużych problemów, więc nie widzę większej różnicy. Maseczka daje przyjemne uczucie odświeżenia, czyli coś, co bardzo lubię w tego typu produktach do twarzy. Mam wrażenie, że jestem wtedy najczystszą istotą na ziemi :P Lekko chłodzi, co sprawdza się u mnie wieczorami w upalne dni. Cóż, odmłodzenia nie zauważyłam, ale też nie czuję się (ani chyba nie wyglądam xD ) jakoś staro, więc... to nieistotne ;) W każdym razie maseczka nie zrobiła mi krzywdy, nie podrażniła, nie spowodowała żadnego uczucia dyskomfortu a wręcz ukoiła moją cerę przy regularnym stosowaniu i za każdym razem pozostawiła ją gładką niczym pupcia niemowlaka. ;) (może stąd to obiecywane odmłodzenie? :P). Grzechem byłoby też nie wspomnieć o wysokiej wydajności. Chętnie poznałabym inne maseczki z tej serii, bowiem do wyboru mamy jeszcze: maseczkę z zielonej glinki z ekstraktem z miodu i drzewa różanego, naturalną zieloną glinkę, maseczkę z zielonej glinki z ekstraktem z drzewa herbacianego oraz maseczkę z zielonej glinki z ekstraktem z pomarańczy.


Maseczka ma lekko oliwkowy odcień. Jej konsystencja jest dosyć zbita i gęsta, nie przecieka przez palce, jest stała, nic się nie rozwarstwia, nie ucieka, nie spływa. Jest tam, gdzie ją pozostawimy. Mimo to rozprowadzenie jej na skórze nie sprawia najmniejszego problemu. Po upływie przeznaczonego czasu lekko zasycha. Zapach jest przyjemny. Lawenda jest w nim znacznie mniej wyczuwalna niż w mydełku, jak dla mnie przebija się tu orzeźwiający zapach mięty, dlatego zaprzyjaźniliśmy się od razu i to dzięki niemu dałam szansę powyższemu mydełku. Czy kupiłabym ponownie? Możliwe, ale ciekawią mnie teraz inne wersje.


Zastanawiam się jak to możliwe, że zapach, którego całe życie nienawidziłam, teraz sprawiał mi przyjemność? Nigdy bym się tego nie spodziewała - nie po lawendzie. Wszystko inne byłam w stanie znieść, ale nie tego. Może w życiu każdej z nas przychodzi taki okres (zabrzmiało trochę patetycznie xD ), bo ostatnio drażnią mnie niektóre słodkie zapachy, które jeszcze do niedawna uwielbiałam. Może jestem chora? :P W każdym razie te i inne kosmetyki, zarówno z części pielęgnacyjnej, kolorowej jak i zapachy znajdziecie w dziale MerlinBeauty.pl


Dajcie znać, czy znacie którąś z tych marek? Miałyście styczność z ich produktami? Co o nich sądzicie? Francja czy Włochy - co byłoby Wam bliższe? ;)

77 komentarzy:

  1. Nie znam tej firmy, ale wydaje się ciekawa:)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie znałam i w sumie nie słyszałam o żadnej marce
    pora się rozejrzeć
    ja niestety nie lubię lawendy,jakoś mdlący zapach dla mnie więc ja jestem pewna,że bym nie polubiła się z nimi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie ja też nie ;D jakby ktoś szukał osoby najbardziej anty-lawendowej to zajęłabym pierwsze miejsce :D a teraz przez nie... nie wiem - chyba muszę kupic coś lawendowego żeby się przekonac, czy tylko te miały taki wyjątkowy zapach czy zdziwaczałam i ją polubiłam :D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. bardzo! ;) spisywało się zdecydowanie jakby z wyższej półki :)

      Usuń
  4. śliczne opakowanie ma to mydełko :) ja lubię francuskie kosmetyki Phyto i Lierac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze ich nie próbowałam - co polecasz? :)

      Usuń
  5. Ja za lawendą też nie przepadam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. więc podejrzewam, że też by Cię miło zaskoczył ten zapach ;) mówi Ci to największy wróg lawendy :D

      Usuń
  6. Uwielbiam mydła w kostce - bez wyjątku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja również ;) w płynie miałam tylko raz w życiu i niewypał :D

      Usuń
  7. moją lawendą jest kokos. tylko w moim przypadku jeszcze ani trochę go nie polubiłam. mam z nim dokładnie tak, jak opisujesz na początku odczucia względem lawendy. jak czuję w jakimś kosmetyku kokos, aż mnie mdli. zresztą mam tak również z napojami/perfumami/jedzeniem. może i mi kiedyś przejdzie? swoją drogą, za lawendą też jakoś specjalnie nie przepadam;)
    mydełko mnie nie kusi, raczej nie zapłaciłabym za niego takiej ceny, chociaż tłoczenia ma prześliczne, to fakt! i od razu kojarzy mi się z jakąś bogatą prowincją:D ale zaciekawiłaś mnie bardzo tą maseczkę, wpisałam ją na potencjalną listę zakupów, i jak pomniejszę nieco swoje maseczkowe zapasy, to prędzej czy później wpadnie w moje łapki. a jak nie będzie mi robiła na twarzy pupy niemowlaka, to zwalę to na Ciebie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ohhh :P ja kokosa uwielbiam, ale właśnie bardzo rzadko można trafic na kosmetyki pachnące prawdziwym kokosem. Dla mnie największą torturą było mleczko kokosowe do kąpieli (albo płyn?) z Ziaji (Ziai?). Istna katorga, sama chemia :/ więc można się zrazic nawet do ulubionych zapachów, jeśli są źle 'zrobione'. Więc może to też działa w drugą stronę, że można się przekonac do tych znienawidzonych? :D temat na dłuższe dyskusje albo i na referaty! :D

      hahha ja lubię jak mi coś na twarzy robi pupę (lol), więc spoko! będziesz zadowolona! :D

      Usuń
    2. z pewnością na ten temat można by akurat napisać elaborat:D miałam to mleczko w posiadaniu, gdyż cała rodzina poza mną koks uwielbia, i zostawiał bardzo chemiczny zapach w łazience. natomiast z Ziaji (Ziai, też w sumie nie wiem jak to się poprawnie odmienia, what a shame!) całkiem przyjemnie pachniało masło do ciała kokosowe; nawet mi nieco podeszło, chociaż osobiście bym się nie posmarowała:D ale jak już zdobędę tę maseczkę, to może i do lawendy się przekonam całkowicie, kto wie:D


      brzmi to nieco komicznie, ale też ten efekt bardzo lubię:D

      Usuń
    3. koks? :D haha :* uwielbiam takie literówki! :D no no, ładnych rzeczy się tu o Twojej rodzinie dowiaduję! :D koks w domu, no no! :D I nie masz pojęcia jak mnie irytuje to, że nie wiem jak się odmienia nazwę tej firmy!! aaaa! :P w ogóle jakoś nie przepadam za tą Ziają, raz mi wypaliło oczy, raz buzię, potem ten smrodek a teraz mnie wysuszyła ich wazelina do ust - chociaż nie wiem czy to w ogóle możliwe, Boże moje usta są straszne! :P A co do lawendy :D no skoro JA się do niej przekonałam to stał się cud nad Wartą :D

      oj tak :D brzmi bardzo komicznie :D

      Usuń
  8. i mydełka i maseczka są bardzo kuszące :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja za mydłem tak tęsknię, że o mamo! :D

      Usuń
  9. Ja za zapachem lawendy nie przepadam, ale kiedyś zrobiłam sobie kule zapachowe właśnie z jej dodatkiem i o dziwo, pachniały ładnie :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o widzisz, to może po prostu tutaj tak zgrabnie to wszystko połączyli i dopasowali, że mi pasuje ten zapach, a ogólnie nadal będzie mi przeszkadzac? ;) chyba muszę się o tym przekonac na czymś innym lawendowym, bo nie da mi to spokoju :P

      Usuń
  10. Jeśli chodzi o zapachy to lawenda lawendzie nierówna, czasem aż mnie od niej mdli, a czasem pachnie wręcz obłędnie. Zależy od stężenia i innych dodatków zapachowych, ale nie wiem, czy wybrałabym kosmetyk o tym zapachu ;) wersja różana brzmi ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo widzisz, to nawet nie wiedziałam ;) zawsze unikałam tych zapachów jak ognia, więc się nie wgłębiałam w temat, a tu proszę :) to może po prostu tutaj ten zapach jest taki wyjątkowy :)

      Usuń
    2. z ciekawości pewnie prędzej czy później kupię coś lawendowego i zobaczę, czy nadal mi się będzie podobało, czy tylko do tych produktów warto wrócic :)

      Usuń
  11. Ja za zapachem lawendy nie przepadam raczej :) Nie mówiłam Ci jeszcze, ale starsznie podobają mi się Twoje zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mi się czasami podobają, ale często mam z nimi problem, bo moim największym problemem jest tło. Mam kilka fajnych rzeczy w domu, ale bez dobrego światła wychodzi to marnie i tak szukam bezskutecznie czegoś fajnego. W każdym razie bardzo mi miło i dziękuję! :) Mam nadzieję, że z notki na notkę będą jeszcze lepsze i lepiej odbierane :)

      Usuń
  12. samo to, że piszesz - czas na Francję, czas na Włochy - zachęca. :D
    ja zapach lawendy bardzo lubię, więc pewnie to byłby plus tych produktów.
    mydełko wyglada faktycznie bardzo ładnie, tym bardziej jak na ręczne wykonanie.
    maseczkę używam od czasu do czasu, nie wiem czy bym się skusiła na tą. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też maseczki raczej ograniczam, jakoś zawsze każdej nowej się boję :D nie wiem czemu, bo taką paranoiczną obsesję powinnam miec przy każdym kosmetyku do twarzy, a mam tylko przy maseczkach :D

      jeśli lubisz zapach lawendy to na pewno byłabyś zadowolona z tego mydełka ;)

      Usuń
    2. ja po maseczka często mam za bardzo wysuszoną i ściągniętą skórę.. albo czerwone plamy na twarzy ;p także ostrożnie do tego podchodzę:)

      Usuń
    3. po maseczkach* coś zeżarłam literki:)

      Usuń
  13. Mydełko mnie zainteresowało, muszę sobie jakieś fajne kupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam ogromnie, wersje zapachową zawsze możesz zmienic - jestem pewna, że Cię nie zawiedzie :)

      Usuń
  14. milusie opakowania tych kosmetyków:) lawenda mnie przekonuje jednak:)

    OdpowiedzUsuń
  15. ja bym chętnie spróbowała mydełka różanego :) maska z ekstraktem z miodu i drzewa różanego też brzmi fajnie! Ach te kosmetyki kusząąą, wszystkiego bym spróbowała, złapałam się na tym że tonę w kosmetykach, końca nie widać, a niektore jeszcze leżą i czekaja na swoją kolej. Takie chomikowanie o niestety nic dobrego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zgadzam się z Tobą :) W czasach, kiedy miałam bardzo mało kosmetyków i oglądałam zbiory dziewczyn z YT, gdzie miały tego miliony, siedziałam i myślałam sobie 'woooow, ja też bym tak chciała' - teraz to mam i to naprawdę nic dobrego. Ale ja po prostu uwielbiam różnorodnośc, ciężko jest mi się skupic tylko i wyłącznie na jednym kosmetyku czy zapachu - zwłaszcza to widzę podczas kąpieli, mogłabym miec milion pootwieranych i pewnie nie widziałabym w tym nic złego, a to bardzo złe niestety :) może kiedyś mi to przejdzie, hehe ;) trzymam też za Ciebie kciuki :D

      a mydełko różane na pewno jest równie wspaniałe jak to!:)

      Usuń
  16. Dla mnie to zupełne nowości....

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetne kosmetyki mimo że ich nei uzywąłam....fajna prezentacja

    OdpowiedzUsuń
  18. Ta maska mnie bardzo ciekawi ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam :) możesz jedynie zmienic wariant zapachowy/ekstrakty jeśli nie odpowiadałaby Ci lawenda ;)

      Usuń
  19. Mydełko w kostce przypomina mi takie bardzo eleganckie mydełko hotelowe, musi przepięknie pachnieć!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciekawe produkty, niestety z żadnym się nie spotkałam, ale z chęcią bym wypróbowała :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Pierwszy raz widzę oba te produkty, mydełko nie dość, że w pięknym opakowaniu to jeszcze samo w sobie wygląda słodko i ślicznie :) Uwielbiam maseczki z glinkami, wersja z miętą i lawendą musi być świetna, czuję się mocno zaciekawiona :) Ostatnio skusiłaś mnie na zakupy Balei i Alverde (czekam na swoją paczuszkę) a teraz te cudeńka :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mydełkiem zachwycam się za każdym razem kiedy o nim wspomnę i dosłownie przeżyc nie mogę, że już mi się skończyło - na pewno do niego wrócę, bo używanie i mycie z nim rąk było mega przyjemnością. :D czuję, że z wersją różaną nigdy bym się nie rozstała ;)

      o, bardzo się cieszę ;) z chęcią do Ciebie zajrzę kiedy paczuszka już do Ciebie dotrze! sama jestem ciekawa jak zareagujesz na te kosmetyki :) ja póki co jestem niesamowicie zadowolona i z pewnością jeszcze coś zakupię! zastanowię się jednak gdzie, bo słyszałam, że już ma nie byc tam darmowych dostaw, a to mnie 'lekko' zniechęciło, więc poszukam gdzie indziej - może akurat coś znajdę. W każdym razie za Baleę ręczę, że Ci się spodoba! :)

      Usuń
  22. Bardzo fajne opakowania komsetykow :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Śliczne mydełko, uwielbiam tego typu produkty :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Obie marki są mi kompletnie obce. Muszę przyznać, że mydełko wygląda fantastycznie, kojarzy mi się z takimi toskańskimi hotelikami (nigdy nie byłam, ale parę filmów o Toskanii obejrzałam) i naprawdę wygląda luksusowo. Maseczka też może być ciekawa, intryguje mnie aromat łączący w sobie aromat mięty i lawendy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aromat bardzo ciekawy, nie powiem, mnie również zaintrygował, po czym dosłownie uwiódł :) a co do mydełka to mogłabym tu chyba odstawiac peany pochwalne, bo jest świetne, a jego wykonanie i struktura tłoczeń zachwyciło mnie od pierwszego zerknięcia. Cieszę się, że się przełamałam i próbowałam zaakceptowac ten aromat, bo straciłabym dużo fajnych wrażeń ;)

      Usuń
  25. Pierwszy raz widzę , ale ciekawe mydełko ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Kobiety tak mają :D Coś, co wcześniej nam się nie podobało i unikałyśmy tego jak ognia, znów nas zachwyca i przyciąga... :D
    A mydełko ma genialne tłoczenie ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie, że genialne <3 bez przerwy go dotykałam <3

      Usuń
  27. Ja za to uwielbiam zapach lawendy, również w kosmetykach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. więc z pewnością byłabyś zachwycona ! :)

      Usuń
  28. Mnie lawendowy zapach nie odstrasza jeśli nie jest babciowy taki :D mydełko pieknie sie prezentuje, jednak bardziej wolałabym od niego maseczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Takie biokosmetyki to świetna sprawa. Możesz mi powiedzieć czy ta maseczka z glinki bardzo wysusza skórę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze miałam z tym problemy, więc ostatnio bardzo dbam o jej odpowiednie nawilżenie, toteż niczego takiego nie zaobserwowałam :)

      Usuń
  30. jak ja zazdroszczę Wam tej sympatii do mydełek.. ja nie umiem się polubić z tą formą i choć pachnę cudnie i wyglądają bajecznie, to leżą w szufladzie i na mnie tylko patrzą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. patrzą, bo proszą żebyś ich użyła! :) ja z kolei nie umiem się przekonac do tych w płynie, ale w sumie miałam tylko raz, bo ciocia mi kupiła w prezencie. Ale nie byłam zadowolona, głównie przez zapach :D

      Usuń
  31. Ja też właściwie za lawendą nie przepadam, ale w niektórych kosmetykach mi się nawet podoba :D Natomiast różanego zapachu nie lubię w ogóle.
    Tłoczenia na mydełku mi się podobają, chociaż ja raczej używam mydeł w płynie, bo te w kostkach wysuszają mi ręce. Może te droższe, naturalne są lepsze :D
    Ciekawi mnie ten miętowy zapach w masce, na pewno fajnie odświeża.

    OdpowiedzUsuń
  32. Mam teraz balsam i mydło w kostce o zapachu lawendy, jakieś naturalne albo w 90% naturalne i zapach jest bardzo ładny :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Jakoś za lawenda nigdy nie przepadalam, a kosmetyki Le Petit Olivier są niezle mam mydelko glicerynowe I jest genialne :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Francja elegancja powiadasz? :P mydełko urocze, chętnie bym się nim namydliła :P

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam, skomentuj. :) Chętnie poznam Twoje zdanie.
(komentarze tylko o formie reklamy swojego bloga zostaną skasowane). Jeśli masz pytanie - pytaj, odpowiadam na wszystkie, niezależnie od tego kiedy i pod którym wpisem je zadasz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...