poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Top of the top, czyli mój kosmetyczno-makijażowy niezbędnik :)

W blogosferze ostatnio bardzo popularne i - z tego co widzę - chętnie czytane są wpisy typu 'top ileśtam ulubionych róży/maskar itp...' Sama ostatnio łapię się na tym, że chętnie na takie wpisy zaglądam. Pytałam Was na moim facebooku, czy także je lubicie i zdecydowanie padła odpowiedź, że tak. :)

Na rozgrzewkę zatem
pokażę Wam mój kosmetyczny niezbędnik, czyli moje ukochane produkty, które praktycznie zawsze pojawiają się w każdym moim makijażu. Są to kosmetyki już dawno przeze mnie sprawdzone i absolutnie niezawodne. Po prostu takie moje małe 'the best of the best'. ;) Jeśli jesteście ciekawe, co od lat czy też miesięcy skrada moje serce co dnia, zapraszam do dalszej części wpisu :)


1/ W każdym moim makijażu niezbędna jest przede wszystkim baza pod cienie. Mam powieki naprawdę tłuste, do tego są one opadające, więc każdy makijaż bez użycia bazy rozjeżdża mi się we wszystkie strony świata lub po prostu 'magicznie znika' z powiek. Problem ten przestał być jednak dla mnie tak uciążliwy od kiedy poznałam bazę pod cienie z ArtDeco. To już moje drugie opakowanie, a każde z nich spokojnie wystarcza mi na rok. Koszt koło 29 zł. Absolutnie niezawodna, świetnie podbija cienie, ale przede wszystkim utrzymuje makijaż moich oczu w jednym miejscu przez wiele godzin, co bez jej użycia psuje się już po trzydziestu minutach. Absolutny must have, choć marzy mi się jeszcze baza z UD. ;)


2/ Żelowy eyeliner Long Wear Gel Eyeliner z Bobbi Brown w odcieniu Black Ink 1 (czarny). Udało mi się go odkupić od jednej z nas za 60 zł (w 98% była to nówka). Pomyślałam 'aaa co mi tam, spróbuję, w końcu to niezła okazja cenowa'. Kupiłam i się nie zawiodłam. To najlepszy eyeliner, jaki kiedykolwiek miałam. Idealnie czarny, robi perfekcyjne kreski, jest niesamowicie wydajny, do tego w pięknym, szklanym słoiczku. Jest przy tym niesamowicie trwały i dobrze współpracuje z każdym pędzelkiem. Cudo nad cudami i na pewno jeszcze nie raz będzie mój. :) Jego normalna cena to ok. 100 zł.



3/ Jeśli szukacie idealnie czarnej kredki do oczu, która nie dosyć, że będzie miękka, kremowa, łatwa do rozcierania, a przy tym bardzo trwała i nadająca się także (a może przede wszystkim! jak w moim przypadku) do malowania nią linii wodnej, to kredka marki M.A.C. Chromatic Pencil jest do tego idealna. Przetestowałam mnóstwo kredek i w każdej coś było nie tak. Tutaj nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Jest odcieniu Black Black. Cena to ok. 74 zł. Uwielbiam ją!



4/ Tuszy do rzęs również miałam sporo. W zasadzie biłam się z myślami, które (i ile z nich) Wam pokazać, ale staram się, by były tu tylko produkty ulubione. Czuję duży niedosyt, ale mimo to pokażę Wam tylko (aż?) dwie moje ukochane maskary, które nigdy mnie nie zawiodły. Nie umiałam wybrać tylko jednej, bo obie kocham w równym stopniu. Resztę pokażę przy okazji 'top ileśtam ulubionych maskar', żeby uspokoić me sumienie. :) Zacznijmy może od maskary z Max Factor - Masterpiece Max. Kupiłam ją wiele miesięcy temu pod wpływem bardzo dobrych recenzji i zostałam stuprocentowo oczarowana. Maskara jest wspaniała, idealnie czarna, ma szczoteczkę, którą uwielbiam, nie skleja rzęs, a perfekcyjnie je rozdziela i wydłuża. Nadaje oczom takiego kociego wyrazu i wcale nie trzeba mieć do tego długich rzęs. Wygląda elegancko i sama z siebie zachęca do tego, by jej z przyjemnością używać  :) Jeśli tylko macie okazję ją kupić lub zastanawiacie się, czy to zrobić - gorąco polecam. Koszt ok. 30-60 zł, w zależności od tego czy kupujecie stacjonarnie czy przez internet.


Moim drugim maskarowym ideałem jest Hypnose Doll Eyes od Lancome. To chyba była maskara, której używałam najdłużej, służyła mi dzielnie przynajmniej 9 miesięcy i paradoksalnie im dalej, tym lepsze dawała efekty. Zalety ma identyczne, co jej rywalka wyżej, więc nie będę się powtarzała. Prezentuje się nieco bardziej kobieco (MF stawia na klasykę, która również może być kobieca), pięknie pachniała i miała cudowną szczoteczkę. Koszt to ok. 145-155 zł, ale zdecydowanie warto.



5/ Pozostając w temacie oczu i okolic, zajmijmy się brwiami, o których też nie wolno zapominać. :) Z reguły wolę wypełniać swoje brwi cieniami w kolorze chłodnego brązu, mam wtedy wrażenie, że efekt jest delikatniejszy i jakoś 'psychicznie' jestem o nie bardziej spokojna. Jeśli akurat nie mam ich pod ręką, to idealnym wybawieniem jest Gimme Brow od Benefit. To nic innego jak wodoodporny żel do brwi w odcieniu medium/deep. Mając go na brwiach również nie obawiam się o to, że coś mi się odkształci czy wyblaknie, jest bowiem niesamowicie trwały i nadaje się praktycznie dla każdego. Nie trzeba mieć żadnych umiejętności podkreślania brwi, nie trzeba się nawet starać, ponieważ mając Gimme Brow wypełnienie brwi tym żelem zajmuje dosłownie kilka sekund i to od niechcenia, a efekt jest naprawdę powalający. Malutka szczoteczka dotrze w każde miejsce i poradzi sobie z nim bez najmniejszego problemu. TUTAJ możecie przeczytać jego recenzję, jak również zobaczyć efekt PRZED i PO. Koszt to 115 zł.



6/ Przechodząc tym razem do twarzy, nie sposób nie wspomnieć o podkładach. Również użyłam liczby mnogiej, ponieważ nie potrafię wybrać jednego. Od lat mam swoich dwóch ulubieńców. Niestety marka Bourjois Paris postanowiła skrzywdzić nas wszystkie, zmieniając formułę mojego ukochanego dotąd podkładu Healthy Mix na nową, ich zdaniem 'lepszą', co zupełnie nie jest prawdą. Udało mi się kupić dwie buteleczki w starej wersji 'na zapas' i tylko dlatego mogę go Wam jeszcze pokazać. Ubolewam bardzo, bo nie dosyć, że był to mój pierwszy w życiu podkład (a więc sentyment mam ogromny!), to jeszcze idealnie sprawował się na mojej suchej cerze. Przepięknie ją nawilżał, rozświetlał, zakrywał wszelkie niedoskonałości (choć ja nie potrzebuję wielkiego krycia), nigdy mnie nie zapychał, w dodatku wspaniale spisywał się nawet w upalne dni. Idealnie stapiał się z moją cerą i gdybym sama o tym nie wiedziała, nikt by nie poznał, że mam na twarzy podkład. Trwałość także była niezawodna i pod koniec dnia zawsze pozostawał nienaruszony. Żałuję bardzo, że już go nie ma, bo to nowe coś, to już nie jest to. :( Nigdy nie zrozumiem polityki firm, które ZAWSZE ulepszając coś, czym zachwyca się pół świata, za każdym razem to zepsują.. Zmiany może i są dobre, ale tylko w przypadku kosmetyków beznadziejnych.. Używałam odcienia 52. Cena ok. 50-60 zł.


Drugim (teraz już w zasadzie jedynym) ulubieńcem jest podkład marki Rimmel - Wake Me Up w odcieniu 100 Ivory. Zakochałam się w nim bez pamięci (podobnie jak w żelowym Match Perfection, który jednak bardzo mnie zapychał), kryje nieco mocniej niż Healthy Mix z Bourjois, aczkolwiek wciąż jest bardzo lekkim i przyjemnym podkładem. Jeśli ktoś nie ma zbyt wielu rzeczy do zakrywania to na pewno sprawdzi się idealnie. Super nadaje się do suchych cer, a wiem, że to bardzo wielka zmora znaleźć dla nas jakiś fajny, nawilżający podkład :) Kocham, kocham, kocham! Rimmelku, proszę, tylko nigdy nie wpadnijcie na pomysł 'udoskonalenia' go! Jest doskonały, niczego więcej mu nie trzeba! Stwórzcie kopię "Wake Me Up 2" i tam sobie coś pozmieniajcie, ale ten jest kompletny! :) Również nawilża i pięknie rozświetla, nie mam mu nic do zarzucenia. Zużyłam już 6 opakowań, a oprócz Healthy Mix nigdy dotąd nie zdarzyło mi się kupić dwa razy tego samego podkładu. Z Rimmelem biję rekordy ;) Cena ok. 30-40 zł



7/ Raczej nie mam problemów ze świeceniem się cery, jednak latem bywają takie momenty, moja cera wtedy nieco szaleje. Wówczas idealnie spisuje się u mnie transparentny puder utrwalający Vichy Dermablend. Pięknie matuje i utrzymuje makijaż na swoim miejscu. Bardzo wydajny, wystarczy odrobina, a on chyba nigdy się kończy ;) Cena ok. 90-100 zł.



8/ Pomadka ochronna z SPF 20 od Neutrogeny to mój codzienny niezbędnik. Używam jej zawsze, zabieram ją ze sobą gdzie tylko się da. Jest niezastąpiona i po masakrze, jaką zrobiła mi na ustach Nivea, jako jedyna naprawdę działa i przynosi ukojenie moim ustom. Często używam ją też pod błyszczyk czy pod pomadkę. Zużyłam ich już chyba tonę ;) Koszt ok. 10-14 zł.



9/ Błyszczyk do ust Benefit Ultra Plush w odcieniu Fauxmance to również mój ulubieniec. Niezwykle delikatny odcień, nadaje się do każdego makijażu, nie skleja ust, jest po prostu prześliczny. Ze wszystkich błyszczyków obecnie jest to mój numer 1.
Zapomniałam też dodać zdjęcie pomadki z M.A.C'a - Outrageously fun. Od miesięcy to mój faworyt, nie wiem jak mogłam o niej zapomnieć, robiąc dzisiaj zdjęcia, wybaczcie! ;)




10/ Rozpędziłam się z ustami, a zapomniałam o najważniejszym! Konturowanie twarzy i dodawanie jej blasku! ;) Z rozświetlaczy moim numerem 1 jest Mary-Lou Manizer z The Balm. Podchodziłam do niej trochę jak pies do jeża, ale w końcu nauczyłam się z nią współpracować i daje naprawdę piękne efekty. Cudownie podkreśla szczyty kości policzkowych i inne wybrane partie twarzy, które wymagają rozświetlenia. Jest przy tym szalenie trwała i wydajna. Czego chcieć więcej? :) Teraz to chyba jedynie jej siostry, czyli Cindy-Lou Manizer. Moje kolejne marzenie <3 Koszt ok. 60 zł.



11/ Róże do policzków uwielbiam. Każdy jeden jest dla mnie wyjątkowy i naprawdę mam ich sporo, a wciąż chcę więcej. Mimo tego jednak nie miałam problemu z tym, by wybrać ten najpiękniejszy, ponieważ używam go od lat i kocham z dnia na dzień coraz mocniej. Hervana, niebiański róż do policzków, to produkt, który każda z nas powinna mieć. Polecam zwłaszcza bladzioszkom, bo daje przepiękny, subtelny i nienachalny efekt, którym po prostu żadna z nas nie jest w stanie zrobić sobie krzywdy. Trzyma się cały dzień, pięknie pachnie, nawet pędzelek dołączony do środka jest zachwycający i to właśnie nim najlepiej aplikuje mi się Hervanę. Jak wspomniałam wcześniej, używam jej od kiedy tylko pojawiła się w sprzedaży, a jak możecie zobaczyć, zużycie jest naprawdę minimalne. Szalenie wydajny produkt. Koszt to ok. 140 zł.



12/ Bronzery od zawsze sprawiały mi problem. Po pierwsze dlatego, że nigdy nie mogłam trafić na idealny odcień. Kiedy jednak udało mi się znaleźć w miarę odpowiedni, okazywało się, że albo źle się z nim pracuje, albo ma w sobie mnóstwo migoczących drobinek, albo znika z twarzy w tempie ekspresowym. Myślałam, że one jednak nie są dla mnie i pozostanę po prostu przy różach, które uwielbiam. Wszystko zmieniło się jednak, od kiedy używam kultowego już bronzera Hoola z Benefit. Chyba nie do końca wierzyłam tym wszystkim zachwytom na jego temat, tymczasem są one całkowicie uzasadnione. Dołączam się do wszystkich ochów i achów, bo po moim przykładzie doskonale widać, że nawet jeśli ktoś bronzerów nie lubi lub nie umie ich aplikować, to sięgając po Hoolę wszystkie te obawy z czasem po prostu znikną. Nawet nie wiem jak i kiedy to się stało, ale strasznie go polubiłam. Pięknie wygląda na twarzy, a kolor - choć początkowo wydaje się nieco ciemny - w zderzeniu z całym, kompletnym już makijażem, idealnie się w niego wtapia. To jak postawienie kropki nad 'i'. Coś pięknego! :) Koszt. ok 140 zł.


To by było na tyle. :) Moja ukochana top 12-stka, po którą sięgam codziennie, w każdym makijażu. Zastanawiałam się, czy nie umieścić tutaj też cieni do powiek, jednak stwierdziłam, że nie. Każdego dnia mam ochotę na inny makijaż. I owszem, przeważnie jest on wykonany paletkami Sleeka, ale chyba nie mam jednej ulubionej, po którą sięgam co dnia, więc cienie do oczu sobie w tym rankingu darowałam.
Uwielbiam moją dwunastkę i każdy kosmetyk z tej mojej listy gorąco Wam polecam. Może akurat jesteście na etapie szukania swoich ideałów i kto wie? Może jeden z nich, albo nawet kilka jest właśnie tutaj? ;)


Jestem niezwykle ciekawa, czy wśród moich ulubieńców znalazłyście coś, co wpadło Wam w oko? A może także macie tutaj swoje ukochane produkty? :) I pytanie najważniejsze - czy podoba Wam się ten wpis? Chciałabym wiedzieć, czy jest sens dalej kontynuować podobne serie, tym razem już konkretnie ukierunkowane na daną kategorię :) Będę wdzięczna za Wasze opinie :)

89 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. no to piąteczka! :) wspaniały jest ;)

      Usuń
  2. Strasznie mam ochotę na ten rozświetlacz! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mówisz, że ten nowy Healthy Mix to nieporozumienie? chciałam go sobie kupić, ale teraz mam poważny dylemat - może jednak Wake Me Up? sama nie wiem ;D a co do reszty, to wprost ubóstwiam pomadkę z Neutrogeny, te wszystkie reklamowane Nivea to przy niej pikuś; próbowałam też tej wersji z maliną nordycką, ale jest gorsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak, wszystkie moje koleżanki są tego samego zdania, bo właśnie też myślały, że będzie lepiej ale tradycyjnie jest gorzej :( Rozpaczam, bo był idealny. :/ Zdecydowanie bym postawiła na Wake Me Up :)

      Ja z Nivei to się tak załatwiłam, że masakra... pierwszą sztuką byłam zachwycona, ale już przy końcówce czułam, że coś jest nie tak z moimi ustami. Były coraz bardziej wysuszone (a na co dzień i tak mam z tym ogromny problem), mimo to kupiłam drugą i to był mega błąd. Strasznie mnie uzależniła i usta nie dosyć, że miałam suche na wiór, to jeszcze zupełnie straciły kolor, były biało-sine, a przy tym piekielnie mnie piekły! Coś obrzydliwego... z dobry rok nie mogłam przez nią dojść do ładu i tylko Neutrogena mi przynosiła ukojenie. Tak naprawdę dopiero od 5-6 miesięcy mam spokój, a tak cały czas leczyłam się z tego świństwa 'poniveowego' :( dobrze, że mówisz, że ta nordycka jest gorsza, bo z kolei ja na nią się czaiłam ;)

      Usuń
    2. przekonałaś mnie :)
      ta nordycka przede wszystkim strasznie śmierdzi, miałam też krem z tej samej serii i ona chyba ogólnie im nie wyszła, bo ani jedno, ani drugie nie robi nic i ten zapaszek; coś im się nie udało po prostu :) a z pomadkami z Nivea u mnie było podobnie, choć aż takiego kataklizmu nie miałam na ustach, tylko ta suchość, a przecież nie rozstawałam się z pomadką na krok, dała mi do myślenia :)

      Usuń
    3. uuuu, to niedobrze ;) może jakoś bym ten smród wytrzymała gdyby chociaż działała, ale w takim przypadku to raczej nie będę sobie już nią głowy zawracała ;) a z neutrogeny miałaś może obie wersje? tzn. z SPF 4 i SPF20? bo ja miałam obie ale wydaje mi się, że ta 20 jest o wiele lepsza i nie wiem czy to jakaś moja schiza czy faktycznie czymś się różnią? :D

      Usuń
    4. właściwie to nie wiem, nie zwróciłam na to uwagi, ale chyba teraz mam tą z SPF4, przynajmniej tak mi się wydaje :)

      Usuń
    5. rozumiem ;) bo w sklepach (przynajmniej ja jak kupuję np. w dwupaku z kremem) to oni zawsze 'ukrywają' te informacje o SPF i nigdy nie wiem, która jest która :D Muszę chować się za półkami i nieźle nagimnastykować, żeby zajrzeć pod taśmy i zobaczyć czy to jest SPF 4 czy jednak 20 :D

      Usuń
  4. Kolorówka mnie nie interesuje, ale taki sam wpis poproszę o włosach i pielęgnacji ogólnej :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Z Twoich ulubieńców uwielbiam Neutrogenę ;) bo reszto to albo nie moja półka cenowa, albo takich produktów nie używam ;) Miałam wersje zwykłą i z maliną, zwykła była możliwa, ale z maliną jak dla mnie była o wiele lepsza i jaszcze ten zapach :D
    Pozdrawiam po świątecznie :D Mam nadzieję że takich postów będzie więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja właśnie tej malinowej nie miałam, a często mnie kusiła i 'uśmiechała się' zza półek :)
      również cieplutko Cię pozdrawiam! :) jak się święta udały? objedzona? :)
      oczywiście, jeśli tylko będzie nimi zainteresowanie i jeśli nadal je będziecie chciały to jak najbardziej! ;)

      Usuń
    2. Święta nawet, nawet, rodzinnie i bardziej wyjazdowo niż w domu, jedzenia po uszy ;), tylko dziadkowie trochę chorują i zmartwień mam pełno na głowie :( Kończę wreszcie pisać pracę mgr, mam nadzieję że na jutro się wyrobię z 10 str jeszcze bo mam oddać ;) A u Ciebie? Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. ja też odwiedziłam dziadków i mój ukochany Dziadzio mówił mi takie słowa, że też strasznie zaczęłam się martwić o Jego zdrowie... :( także doskonale Cię rozumiem.
      a poza tym... odnawiam stare kontakty i nie wiem czy mi to na dobre wyjdzie, ale chciałam skorzystać z tej świątecznej atmosfery i nie być z nikim w niezgodzie ;)

      Usuń
    4. Kiedy dziadkowie są po 80ce niestety człowiek zaczyna się o nich martwić :( Na pewno na dobre Ci wyjdzie, ja lubię spotykać starych znajomych i powspominać, ale mam też tak że szybko tracę z ludźmi kontakt, np. kiedy kończy się szkoła.
      Zastanawiam się teraz nad kupnem zachwalanego przez Ciebie tuszu z Max Factora, jeżeli jest oczywiście dostępny w Rossmannie ;) na takiej promocji żal nie spróbować czegoś nowego ;)

      Usuń
  6. Świetny post i kosmetyki. Lubię bazę Art Deco. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) A baza jest niezawodna, choć kiedy mam makijaż od rana do wieczora to wieczorem już czasami nie daje rady ;) Ale na szczęście przeważnie wytrzymuje tyle, ile powinna i 'psuje się' dopiero gdy wracam do domu :D

      Usuń
  7. Ach, Mary-Lou... Również ją uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawi mnie jak bardzo różni się od niej Cindy-Lou :D

      Usuń
  8. miałam tylko neutrogene, której wyjątkowo nie lubię : p ale bronzer za mną chodzi cały czas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z jakim miałaś SPF ? :P Bo ta z SPF4 wydawała mi się być lekko tępawa :P 20 jest zdecydowanie lepsza i daje lepszy poślizg. A bronzer konieeeeecznie musisz mieć :D

      Usuń
  9. Uwielbiam kosmetyki bobbi brown i zastawiam się nad podkładem z rimmela i posiadam neutrogenę i chwalę sobie ;)
    Odwiedź i mnie czasem :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podkład z rimmela bardzo polecam ;) zresztą wszystko stąd jest idealne ;)

      Usuń
  10. Mi generalnie w oko wpadło.. wszystko :-) P.S. Bardzo fajne, wiosenne zdjęcia :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, Kochana :) Bardzo mnie to cieszy :)

      Usuń
  11. Mery mam i wielbie:). Z HM lubie wersje serum i ja dzis zakupie:D

    OdpowiedzUsuń
  12. widzę, że mój niezbędnik pokrywa się w 9/12 z twoim :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A te 3 zbędne to które? :D

      Usuń
    2. 1. róż - mam naturalne rumieńce (których nie mogę się pozbyć)
      2. kredka do oczu - preferuję żelowe linery, a jeśli już używam kredki, to białej
      3. rozświetlacz - jeszcze go nie posiadam :D

      Usuń
    3. w związku z promocjami w Rossmanie i Naturze planuję zakup mojego pierwszego rozświetlacza :D

      Usuń
  13. od dawna duża część twojego Must Have jest też na mojej liście :) pieniądze już się odkładają na Mary Lou i liner z Bobbi Brown, ale to idzie mi powoli ^^' na razie korzystam z tego co mam - a dzisiaj idę na pierwszą część zakupów do Rossmana, bo kończy mi się podkład, a muszę jakiś bladziutki lepiej kryjący sobie kupić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i co masz na oku z podkładów? :)

      Usuń
    2. w sumie jeszcze nic pewnego nie mam na oku, muszę dokładnie przejrzeć wszystkie dostępne i może się wtedy zdecyduję :)

      Usuń
    3. w takim razie powodzenia w szukaniu ;*

      Usuń
    4. dzięki :) mam nadzieję, że uda mi się znaleźć odpowiednio jasny podkład - a z tym mam zawsze problem ^^

      Usuń
  14. Żadnego z tych produktów nie używałam, nie które znam ze słyszenia. Najbardziej spodobał mi się Lancome Hypnose Doll Eyes cudne opakowanie :) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj, tak, opakowanie ma prześliczne :)

      Usuń
  15. Jak ja uwielbiam takie posty, od razu chce się wszystko kupić! :)
    Miałam healthy tylko w tym starym opakowaniu i też go lubiłam, mimo że skórę mam mieszaną. Mary-lou nie da się nie uwielbiać ;)
    Ale za to baza z ArtDeco u mnie się nie sprawdziła, za słaba dla moich powiek.
    A resztę to chętnie bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba, trochę się namachałam nad tym postem, hehe :)
      No u mnie ta baza z artdeco nie jest ideałem jeśli chodzi o jakieś ekstremalne sytuacje, ale dotąd nie znalazłam żadnej takiej i wśród tej sterty niepowodzeń mimo wszystko była najlepsza. Choć nie ma szans, żeby makijaż utrzymał się na moich powiekach od rana do wieczora.. :( pod wieczór już się rozjeżdża, ale i tak ją doceniam, bo bez jej użycia już po 30 minutach mi się wszystko waży, roluje i spływa :(

      Usuń
  16. Ja mam eyeliner BOBBIego tyle, że ciemny fiolet i również jestem bardzooo zadowolona!

    OdpowiedzUsuń
  17. Miałam bazę pod cienie z ArtDeco i uwielbiałam ją, ale w tej chwili używam bazy z Avon i bardzo ją lubię. Doskonale sobie radzi, choć nie podbija koloru cieni.
    Mam też Dermablend, jednak nie skradł mojego serca.
    Chodzi za mną straszliwie Hervana, bo jej kolor jest powalający. Kupiłam też wreszcie swój Louminizer, ale nie miałam jeszcze okazji go wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci powiem, że mi sie Hervana jako tako w opakowaniu nie podoba, bo po prostu nie widać jej piękna. Dopiero po zmiksowaniu wszystkich kolorów i nałożeniu ich na policzki twarz wygląda pięknie. :)

      Usuń
  18. Super kosmetyki :) rozswietlacz mnie kusi od dawna :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Też uwielbiam tą bazę pod cienie;)

    OdpowiedzUsuń
  20. No u Ciebie widzę produkty z górnych półek :) Jeśli chodzi o żelowy eyeliner, to moim ulubieńcem jest Maybelline, polecam! :D
    Pomadkę Neutrogeny miałam kiedyś, ale jakoś wcale taka super nie była. Jak dla mnie lepsza jest Alterra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten z Maybelline też niedawno kupiłam i chyba go w końcu rozdziewiczę, bo jestem strasznie ciekawa ;) z niższych półek też używam, spokoooojnie! :) tutaj po prostu wymieniłam te ulubione ;)

      Usuń
  21. Ja z HEALTHY MIX mam korektor i bardzo go sobie chwalę :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Hervana od dawna wpadła mi w oko, ale w ciemno przecież nie kupię. Szczególnie, że na mnie to mało co mi sie podoba.. Tak poza nią, to chyba z dermablendem bym się mogła polubić i oczywiście żelem do brwi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no pewnie, w ciemno nie ma co chociaż powiem Ci, że ja czasami ryzykuję :)

      Usuń
  23. Absolutnie uwielbiam ten tusz z MF:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja również :) jest feeeenomenalny :)

      Usuń
  24. Nie miałam żadnego z powyższych kosmetyków, nie moja półka ;) Ale wpis bardzo mi się podoba, więc czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, cieszę się :) troszkę się nad nim nasiedziałam :)

      Usuń
  25. Tęsknie za linerem Bobbi Brown... chyba kupię go ponownie, bo za długo już męczyłam się z innymi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszyscy chwalą ten z maybelline... miałaś może? :) ale ja też jestem zdania, że czasem warto wrócić do czegoś sprawdzonego, niż szukać nowości :)

      Usuń
  26. Bardzo lubię tego rodzaju posty :) I widzę też moich ulubieńców; ArtDeco, Lancome.

    OdpowiedzUsuń
  27. Same smaczki :) Ja mam ochotę na rozświetlacz :) Świetne zdjęcia btw :)))

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj jak się rozpisałaś ;)) Widać, że się napracowałaś, ale efekt jest świetny, bo wspaniale się czyta ;P
    Używam innych kosmetyków, ale kiedyś miałam styczność z WAKE ME UP i rzeczywiście jest genialny :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) i tak starałam się możliwie krótko :D

      Usuń
  29. Bardzo fajnym, tańszym odpowiednikiem bazy z ArtDeco jest baza z Kobo. Mam bardzo tłuste powieki, a po jej użyciu makijaż oczu utrzymuje się rewelacyjnie :)
    Dla mnie hitem jest Rimmel wake me up. Mimo, iż mam cerę kochajacą mnie tak bardzo, ze musi się ze mna dzielić aż tak dużą ilością sebum, to po użyciu mocniejszego pudru efekt jest super i na trwałość też narzekać nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kosmetyki Kobo już od dawna mnie interesują ale mam do nich bardzo słaby dostęp ;) jednakże będę pamiętać i dziękuję Ci bardzo za polecenie :)
      cieszę się, bo Wake Me Up jest rzeczywiście niesamowity :)

      Usuń
  30. Przyjemniasta ta Twoje gromadka :) Znam i bardzo lubię Benfitową Hervanę i Hoolę. Żel do brwi lubię do ułożenia niesfornych włosków, ale do wypełnienia i tak stosuję żel. Linery Bobbikowe też super, choć wolę MACowe fluidki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio właśnie się zastanawiałam nad tymi z MACzka :)

      Usuń
  31. Pomysł świetny, bardzo chętnie zobaczę rozszerzoną wersję i pielęgnacyjną :) Ulubieniec, to w końcu ulubieniec :) Ale z podkładem Bourjoisa mnie zasmuciłaś, chciałam na lato postawić właśnie na ten podkład, dużo dobrego się o nim mówi, a nikt nie wspomina o zmianie składu :( Chciałam też korektor z tej samej serii, a teraz nie wiem, ech ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. pomysł na posta rewelacja!
    i ja uwielbiam tę bazę z Art Deco :)

    OdpowiedzUsuń
  33. O jak ja lubię takie posty :)
    Baza ArtDeco to swego czasu był i mój ulubieniec, teraz mam Dax Cashmere, ale nie wykluczam, że wrócę do ArtDeco :)
    Healthy Mix sprawował się cudownie, mimo, że mam cerę mieszaną, to u Ciebie kiedyś na fanpage dowiedziałam się, że zmienili formułę, raczej do niego nie wrócę, teraz mam swojego Colorstay i kocham go miłością ogromną :)
    A Mary-Lou już do mnie jedzie, postanowiłam zmierzyć się z legendą :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Świetne kosmetyki znalazły się w twojej top dwunastce, o tej bazie pod cienie czytałam już bardzo dużo dobrych opinii i pochwał :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Część listy z powodzeniem mogłabym zaprezentować na moim blogu :) Obecnie testuję Doll Eyes :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ależ świetny top of the top :)
    Szczerze nienawidzę Wake me up... Chociaż wykończenie dawał przepiękne. Cała reszta budzi moje ogromne zainteresowanie. Zarówno kredka z MAC, jak i pożądany przeze mnie już długi czas Mary Lou :)
    Tusz z Lancome miałam i zgadzam się z Tobą w stu procentach, że jest świetny, a im dłużej używany tym lepsze efekty :)
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
  37. Też mam bazę Artdeco, ale moim ulubieńcem jest baza Lumene (absolutna magia!). Zazdroszczę Hervany - to moje marzenie kosmetyczne :D <3

    OdpowiedzUsuń
  38. ale cudeńka,muszę się skusić na rozświetlacz:)

    OdpowiedzUsuń
  39. AAA mój ukochany puder z VICHY , jest nie do wykorzystania!!!! Używam go i używam a ciągle jest go tyle samo!!!!
    Do tego Marysia z The Blam bardzo mi wpadła w oko i Hervana z Benefitu marzy mi się ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Co mogę napisać? Prawdę powiadasz! :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Widzę kilka produktów które uwielbiam, ale też takie, które w ogóle się nie sprawdziły. Na przykład tusz Lancome - totalna porażka ;)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam, skomentuj. :) Chętnie poznam Twoje zdanie.
(komentarze tylko o formie reklamy swojego bloga zostaną skasowane). Jeśli masz pytanie - pytaj, odpowiadam na wszystkie, niezależnie od tego kiedy i pod którym wpisem je zadasz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...