poniedziałek, 24 listopada 2014

Mary-Lou Manizer = wyjątkowe rozświetlenie czy przereklamowany zachwyt?

Kosmetyk, któremu dzisiaj zawdzięczamy ten wpis znam już od dawna, więc nie jest to żadne moje najnowsze odkrycie. Zastanawiam się jednak, dlaczego wcześniej Wam o nim nie wspominałam?

O rozświetlaczu z theBalm słyszała już zapewne każda z Was, a przynajmniej większość. Obok pięknej Mary-Lou nie da się bowiem przejść obojętnie, przeskakując ze strony na stronę. Kosmetyk kultowy, zbierający w blogosferze niezliczone ilości pochwał i zachwytów. Czy aby na pewno słusznie?



Z opakowania zalotnie spogląda na nas urocza blondynka. Jak widać, łatwo dla niej stracić głowę i jest to całkowicie uzasadnione szaleństwo. Wszystko, począwszy od kartonika czy samego opakowania z lusterkiem, wygląda schludnie, porządnie i co tu dużo gadać, nadzwyczajnie zachęca. ;) Pamiętam, że wzdychałam do niej miesiącami. Raz gotowa byłam na jej zakup, innym razem przemawiał przeze mnie "rozsądek" (albo skąpstwo :D ). Moje wahania nie wynikały jednak z wątpliwości, nie bałam się, że może okazać się przereklamowana, wręcz przeciwnie. Powodem, dla którego tak długo zwlekałam było po prostu to, że wcześniej nie używałam rozświetlaczy. Albo nie, wróć. Próbowałam używać, jednak niewiele (jeśli w ogóle jakiekolwiek) mogłabym nazwać rozświetlaczami z prawdziwego zdarzenia. A to niestety zniechęca, powodując mniejsze lub większe uprzedzenia do tego typu kosmetyków kolorowych. Mary-Lou jednak z pewnością należy do tych "lepszych", bo od kiedy jesteśmy razem ani myślę o jakiejkolwiek zdradzie. ;)



Jego pojemność (8,5 g) jest naprawdę ogromna. Biorąc pod uwagę to, jak niewielkie ilości potrzebne są do aplikacji, "obawiam się", że starczy mi on na wieki. ;) Rozświetlacz jest bowiem bardzo dobrze napigmentowany. Wystarczy dosłownie jedno delikatne dotknięcie pędzla, a efekt, jaki uzyskamy będzie idealny. Tworzy na skórze przepiękny efekt połyskującej tafli, cudownie odbijając przy tym światło. Pozbawiony jest wielkich drobin czy tandetnego, taniego brokatu. To klasa sama w sobie. Jak dla mnie powinien nosić miano produktu idealnego, jest dopracowany w każdym szczególe. Co więcej, to właśnie dzięki niemu zaczęłam regularnie stosować rozświetlacze w swoich makijażach. Wcześniej wydawało mi się to zbędne, bałam się tego używać. Teraz nie wyobrażam już sobie żeby nie dodać odrobiny blasku na kościach policzkowych. To taka moja mała kropka nad 'i', idealne dopełnienie... wszystkiego.


Mary-Lou ma przepiękny, szampańsko-złotawy odcień, który w moim odczuciu dopasuje się do większości z nas. Myślę jednak, że najlepiej będzie prezentował się u dziewczyn o ciepłej karnacji.



Ważne jest też, że przeznaczenie Mary-Lou jest naprawdę szerokie. Możemy używać jej głównie (lub wyłącznie) do podkreślenia szczytu kości policzkowych, ale możemy także rozświetlać nią łuk kupidyna, dekolt, czy nawet ramiona (fajna opcja na Sylwestra). Świetnie sprawdza się też w roli najzwyklejszego cienia do powiek czy do podkreślenia okolicy pod łukiem brwiowym. Idealnie łączy się ze wszystkimi wcześniej nałożonymi na twarz kosmetykami. To z pewnością zasługa wykończenia i bardzo przyjemnej konsystencji. Miękkiej, jedwabistej, jakby odrobinę "mokrej", co szczególnie odczuwalne jest pod opuszkami palców. Warto też wspomnieć, że rozświetlacz nie pyli, nie osypuje się i łatwo "przyczepia się" do skóry. Trwałość także zasługuje na medal. Utrzymuje się u mnie praktycznie przez cały dzień bez żadnych poprawek.



Poniżej swatche na palcu (nałożona większa ilość żebyście zobaczyły co i jak)


Na skórze.

Na zdjęciach ciężko oddać jej prawdziwe piękno, jednak możecie mi wierzyć, że na żywo efekt ten jest spotęgowany do granic możliwości. ;) Zachwyty otoczenia gwarantowane. Nałożyłam trochę więcej, byście zobaczyły jakikolwiek efekt. To, ile produktu nałożycie na policzki zależy głównie od Was. Efekt można stopniować, od delikatnego, subtelnego, naprawdę jednolitego odbicia tafli (który zalecam najbardziej), przez efekt mocno przesadzony, bo i taki również można osiągnąć. Jak ze wszystkim można przedobrzyć, ale przyjemność z aplikacji tego produktu jest tak duża, że na pewno szybko dojdziecie do wprawy. :) Ja najbardziej lubię nakładać ją pędzlami: Hakuro H14, Hakuro H22 lub Real Techniques Blush brush. Przy czym przyjemniej robi mi się to "hakurkami". :)


Podsumowując, jeśli szukacie jakiegoś naprawdę dobrego rozświetlacza, to myślę, że Mary-Lou, pomimo swojej dość wysokiej ceny (ok. 60-65 zł), jest jedyną królową zasługującą na zaszczytne pierwsze miejsce pośród wszystkich innych. :) Zbliżają się Mikołajki, później święta... na pewno w międzyczasie ktoś będzie obchodził urodziny, czy imieniny... Byłabym bardzo szczęśliwa dostając taki prezent, więc jeśli znacie kogoś, kto ma aktualnie podobne potrzeby to pomysł na prezent macie z głowy. :D


Na chwilę obecną znalazłabym jeszcze kilka produktów z theBalm, których jestem ciekawa. Między innymi oczywiście Cindy-Lou Manizer (chyba nikogo to nie zdziwi :D ), czy ich paletek cieni. Niektóre propozycje wyglądają pięknie i z tego co widzę, ich swatche też są obiecujące. Może kiedyś. Polecacie coś? :)



Jestem niezwykle ciekawa Waszych odczuć co do Mary-Lou z theBalm. Podoba Wam się, czy raczej szukacie jakichś innych produktów? ;) A może już ją macie?

67 komentarzy:

  1. Chyba się skuszę na ten rozświetlacz. Myślę o nim już od jakiegoś czasu, ale chyba w końcu się zdecydowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja właśnie rozświetlacza w ogóle nie używam, ale może już powinnam

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam ale ciągle wzdycham do niego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jest do czego! :) w takim razie życzę spełnienia tego kosmetycznego marzenia :*

      Usuń
  4. Uwielbiam Mary-Lou, najczęściej stosuje oczywiście jako rozświetlacz ale zdarzało mi się również używać jako cień :) Wydajność niesamowita, po ponad pół roku ledwo widać zużycie a stosuję dosyć często :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nawet bym się skusiła, ale mam trzy inne i nie kończą się:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego typu produkty chyba mają to do siebie :D

      Usuń
  6. Kolor ma naprawdę piękny, chociaż ja nie przywiązuję dużej wagi do rozświetlaczy i nie wiem czy bym sobie akurat ten zafundowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozumiem ;) kiedyś myślałam podobnie, że są zbędne i że na pewno będzie u mnie leżała, chociaż nigdy nie wątpiłam w jej jakość ;) tymczasem była to miłość od pierwszego użycia :)

      Usuń
  7. ja sobie obiecałam, że jak skończę te co mam to na pewno będzie moja maryśka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko żeby potem nie było, że tamte się nie skończą! :D bo one się chyba nie kończą :D

      Usuń
  8. ja Top Model nie oglądam i zajrzałam ) mój ulubiony rozświetlacz to ostatnio spiekany od JOKO - bardzo podobny do Mary Lou

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo widzisz, zaraz sobie obczaję u wujka gugla :D

      Usuń
  9. ja już mam o wiele za dużo rozświetlaczy, nie byłabym w stanie zużyć ich aż do późnej starości :D Mary Lou mnie ominęła, kupiłam kiedyś na przecenach w Marionnaud, jak się zamyka, siostrę Betty, ale ta dla jasnej blondynki już nie taka idealna. Mary wygląda zjawiskowo, nie chce być inaczej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo to są chyba właśnie takie produkty "niezużywalne" haha :D chyba sobie nie wyobrażam zdenkować rozświetlacza, no chyba że po 5 latach.... :D Oj tak, Betty pewnie wypada zbyt ciemno ;) a myślałaś o Cindy?

      Usuń
  10. mam od niedawna i też się zachwycam :) w ogóle sama firma mnie tak zauroczyła, że dokupiłam róż Hot Mama (mój pierwszy róż :D) i paletkę Balmsai (mam nadzieję, że już jutro do mnie dotrze):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na Hot Mamę też miałam od zawsze mega ochotę :D koniecznie pokaż potem swatche paletki! :)

      Usuń
  11. Niestety nie uzywam tego typu kosmetykow, ale wizualnie opakowanie jest obledne!

    OdpowiedzUsuń
  12. Zrobię sobie chyba taki prezent na Mikołaja :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ale świetny efekt na skórze! Bardzo fajnie wygląda :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Marzy mi się bardzo bardzo :) Byłby dla mnie idealny :)

    OdpowiedzUsuń
  15. wygląda świetnie, miałam puder sexy mama i jak dla mnie bez szału :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja jeszcze nie dorobiłam się ani jednego rozświetlacza w mojej kolekcji, ale wiem że jak już się zdecyduję to na 100% na niego :) Widziałam już tyle zdjęć gdzie wygląda cudnie że musze go mieć :) A z tymi ramionami na sylwestra faktycznie dobra opcja:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Opakowania kosmetyków tej firmy są wprost fenomenalne :)

    OdpowiedzUsuń
  18. mam ale nie była to miłość od pierwszego muśnięcia :P ale teraz to nie oddam nikomu :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Dziś zamówiłam ten rozświetl acz ( takie przyśpieszone Mikołajki :-)) i już nie mogę się doczekać kiedy do mnie przyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Oj tyle razy zastanawiałam się nad jego kupnem... Ale nigdy nie używałam rozświetlacza i kompletnie nie umiałabym się nim posługiwać. Zresztą wydaję mi się, że byłby elementem zbędnym w moim codziennym makijażu, na co szkoda byłoby mi wydać tyle kasy... :(




    OdpowiedzUsuń
  21. Fajny glow. Uwielbiam takie wykonczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. ładny efekt, ale jak dla mnie tylko na większe wyjścia, bo dosyć odważny :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kocham Mary i nie mam zamiaru się z nią rozstawać :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Od dawna korci mnie żeby kupić ten produkt jednak nie wiem czy będzie do mnie pasować ponieważ mam bardzo jasną cerę :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Też nie oglądałam ;) mnie mery nie kusi ;D

    OdpowiedzUsuń
  26. Ta tafla jet rewelacyjna :) ahhh cudo :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Uwielbiam Mary-Lou, to genialny rozświetlacz :) Słyszałam, że Kobo ma fajne, ale subtelniejsze na co dzień :) Cindy Lou lubię, ale nie porwała mnie aż tak bardzo :) wolę subtelne rozświetlenie w małej ilości, niż różowy błyszczący placek na policzku :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Lubię go, ale obecnie dla mojej białej cery jest zbyt ciemny :-(

    OdpowiedzUsuń
  29. muszę go w końcu kupić,bo ciągle się waham:)

    OdpowiedzUsuń
  30. wzdychałam do niego, ale jak pomacałam to mi się odechciało ;) opakowanie za to super!

    OdpowiedzUsuń
  31. Oj! ja Cię tutaj zasypię listą kosmetyków TheBalm, które warto przetestować! jeszcze zanim TheBalm pojawiło się w PL polowałam jak szalona na te mazidła na ebayu:) później pojawiły się w Marionnaud, a po pewnym czasie Mario zlikwidowali i znowu jest kiszka;) Oczywiście można je kupić przez internet, ale to już nie to samo, bo w Mario było bardzo często -50% na wszystko z TheBalm;)
    Tak więc, baza pod cienie jest bardzo dobra (u mnie przebiła UD), korektor w słoiczku oraz błyszczyk Plump your Pucker w odcieniu cocoa my coconut;) uwielbiam ich róże, zwłaszcza Down Boy:) no i Balms away, taka niby wazelina do demakijażu oczu;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Świetny produkt, też do niego wzdycham od dawna :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Mnie jeszcze z tej firmy róże kuszą ogromnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Znajduje się na mojej liście do zakupu:) Przepiękny <3

    OdpowiedzUsuń
  35. też mam w planach go zamówić oraz jeszcze bronzer bahama mama :)
    jestem pod wrażeniem pigmentacji tych kosmetyków :) jedynie szkoda, że cena nie zachwyca :(

    OdpowiedzUsuń
  36. Och och, wzdycham do niego i ja :))
    Co sobie pomyślę, że jednak nie zamawiam, to znowu pojawia się jakaś wychwalająca recenzja :P

    OdpowiedzUsuń
  37. mam podobny z Makeup Revolution,kolor prawie identyczny

    OdpowiedzUsuń
  38. Wygląda ślicznie, opakowanie też. :)

    OdpowiedzUsuń
  39. ja jej nie znam :) nigdy nie używałam typowego rozświetlacza i troszkę się tego boję :P

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam, skomentuj. :) Chętnie poznam Twoje zdanie.
(komentarze tylko o formie reklamy swojego bloga zostaną skasowane). Jeśli masz pytanie - pytaj, odpowiadam na wszystkie, niezależnie od tego kiedy i pod którym wpisem je zadasz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...