poniedziałek, 13 kwietnia 2015

#3 Na luzie - 8 najpiękniejszych nałogów z mojego dzieciństwa, cz.2

Czeeeeść! Zapraszam Was dzisiaj na drugą część wspomnień z mojego dzieciństwa i związanych z nim "uzależnień". Jeśli macie ochotę się pośmiać lub/i powspominać ze mną stare fajne czasy, zapraszam do dalszego czytania! :) Podobnie jak poprzednim razem, pisanie tego wpisu sprawiło mi dużo frajdy. Przypomnę, że pierwszą część tej serii możecie zobaczyć TUTAJ. :)


1/ KOLOROWANKI, RYSUNKI



Żadne gotowe kolorowanki chyba się u mnie nie zachowały. Nie zmienia to jednak faktu, że kochałam kolorować! Babcia z mamą na przemian kupowały mi po kilkanaście książeczek z kolorowankami, a ja kładłam się na dywanie w pokoju i rysowałam, śpiewając pod nosem. Miałam sporo kredek, najbardziej kochałam oczywiście te świecowe. Za każdym razem zastanawiałam się jednak, do czego służy biała kredka i do dzisiaj niestety nie jestem w stanie tego pojąć. Pamiętam tylko, że strasznie jej nie lubiłam, ale mimo to za każdym razem po nią sięgałam, mając nadzieję, że może tym razem akurat wydobędę z niej jakiś odcień :D Oprócz gotowych kolorowanek, lubiłam też sama tworzyć coś od podstaw. Kredki były okej, ale farbki to dopiero było coś! :D Zawsze miałam po kilka kubków z wodą umorusanych wszelkimi możliwymi odcieniami farb akwarelowych, upaćkane obrusy, gazety, ubrania, ręce, a nierzadko nawet i nos.. :D To, co widzicie powyżej, to oczywiście moje dzieła, a jakże! :D I proszę mi się tam nie śmiać! Są słoneczka? Są! Więc pani w klasie 1 - 3 musiała uznać, że jest dobrze. Co Wy tam możecie wiedzieć o takim talencie jak mój?! :D Pomijam już fakt, że rybki nieszczególnie przypominają rybki, domek wygląda jakby się uśmiechał, jego drzwi są 3 razy mniejsze od psa, a co dopiero od jego (jak domniemam) właścicielki. :D Ba, pominę nawet to, że buda dla psa przypomina mi nieco świnię, a babeczka wygląda jak lunatyczka w pidżamie ^^ Swoją drogą, znalazłam dużo swoich starych rysunków (gorsze i lepsze :D ). Zastanawiałam się, czy ich tu nie pokazać, ale obawiam się o Wasze późniejsze zdrowie psychiczne. :D Dajcie znać, czy chciałybyście zobaczyć resztę. :D Pewnie gdybym wystawiła je na licytację, poszłyby za grube miliony, a co! A tak serio, nie obdarzyła mnie Bozia talentem, oj nie. :D


2/ DOM Z PODUSZEK

Uwielbiałam zabawę w dom z poduszek (schron). Mieliśmy w pokoju gościnnym sporą kanapę. Za każdym razem znosiłam taborety i krzesła, ustawiałam je przy obu jej końcach, na ziemi rozkładałam koce, a krzesła i taborety przykrywałam jeszcze większymi kocami lub po prostu kołdrą. Mama dostawała szału, pamiętam, że strasznie tego nie lubiła, bo nie dosyć, że pokój był mały, to jeszcze ja automatycznie go zmniejszałam. :D W środku mojego "domku" było niewiele miejsca, panował klimatyczny półmrok, a ja wciąż znosiłam tam sobie moje ulubione poduszki (jaśki), kilka "niezbędnych" zabawek i przesiadywałam, bawiąc się w samotności. :D Czasem brałam też książki, latarkę i... zwyczajnie czytałam. To było takie fajne!


3/ KONCERTOWANIE

Która z nas nie słuchała kiedyś Britney Spears? :D Dla mnie była wzorem piosenkarki, a jej piosenkę "Baby one more time" śpiewałam prawie bez przerwy. :D Wyczekiwałam teledysków, śpiewałam razem z nią i miałam prawie łzy w oczach ze szczęścia, że ją widzę. (jak niewiele mi było trzeba... :D ). Słuchałam wszystkiego, po fazie na "Zbuntowanego Anioła" także Natalii Oreiro, tańczyłam, śpiewałam i wyobrażałam sobie, że oglądają mnie miliony. Niestety także w tej kwestii Bozia zapomniała podarować mi choć odrobinę talentu. Potwierdzi to chociażby mój pies, bo gdy zaczynam śpiewać, ona zaczyna się bać, że ktoś robi mi krzywdę. :D Wracając jednak do śpiewania, "występowałam" w o wiele za dużych na mnie butach mojej mamy, na środku swojego pokoju. Moim mikrofonem były butelki albo dezodoranty :D Kochałam też wyśpiewywać Smerfne hity! <3 No bo jakże mogłabym o nich zapomnieć?


4/ ZABAWY W PIASKOWNICY
źródło
Wydaje mi się, że byłam bezproblemowym dzieckiem, które bawiło się dosłownie wszystkim - raz dziewczynka, raz chłopaczek. Uwielbiałam się bawić lalkami, ale przy tym zupełnie nie przeszkadzała mi zabawa samochodami, robotami czy klockami Lego. :) Pewnie dlatego wciąż chodziłam po lesie, drzewach i uwielbiałam bawić się w piaskownicy. Właściwie nie potrzebowałam do tego żadnej pięknie odpicowanej, wystarczył mi byle piasek. A najlepszy był oczywiście ten świeżo po deszczu, kiedy z łatwością mogłam "wyklepywać" w nim mury dla mojego domku lub zamku z piasku, które akurat budowałam. Prócz tego niezbędne były też jakieś "przydrożne" rowy, miałam nawet garaże dla moich samochodzików z Kinder Niespodzianek :D Nie można nie wspomnieć także o pisaniu wyznań miłosnych po ziemi pierwszym lepszym, nawet najbardziej powykrzywianym patykiem <3 W chwilach złości mogłam je po prostu zamazać i nie było sprawy. Chciałabym, żeby dzisiaj też było to takie proste.


5/ ZABAWY W SMOLE
Dobrze czytacie, w smole, a ja - wbrew wszystkim Waszym obecnym wątpliwościom - naprawdę nie zwariowałam. :D Zawsze kiedy tata z dziadkiem robili jakieś tam swoje prace i potrzebowali do tego smoły, a ja znalazłam jakiekolwiek wiaderko z jej pozostałościami, dopadałam do niego niczym do skarbu i mieszałam w niej patykami, wyobrażając sobie, że to moja magiczna zupa, które jest lekiem na wszelkie zło, a ja świetnie gotuję. (seriously?) Uwielbiałam do takiej rozgrzanej słońcem smoły wrzucać małe kamyszki (coś jak puszczanie kaczek, tyle że w smole :D ) i patrzeć jak słodko tam pluskają, tworząc wokół siebie kółeczka. Zawsze mi mówili mi "Tylko nie idź do smoły, bo się pobrudzisz". A wiecie, jak takie słowa działają na dziecko, nie? :D Jeśli myślicie, że słuchałam, jesteście w błędzie. Im bardziej mi nie kazali, tym chętniej cichaczem tam szłam. :D Nie zliczę, ile razy wracałam potem do domu z ekstremalnie zabrudzonymi rękami, twarzą, butami i ubraniami. Kiedyś mama kupiła mi nowy, piękny, czerwony dres, a ja - jak to ja - wpadłam na genialny w moim odczuciu pomysł, by właśnie w takim nowiutkim dresie iść się w niej pobawić. :D Za to w jakim stanie był później ten dres zapłaciłam słono :D Ale i tak było warto i dzisiaj zrobiłabym to samo, tylko pewnie 100 razy mocniej, bo przecież kara i tak byłaby jednakowa, a zabawa przynajmniej większa! xD Byłam łobuzem, ale za to jakim słodkim!


6/ BAWIENIE SIĘ W KUCHARKĘ

Kolejna z moich ukochanych zabaw z dzieciństwa! Za każdym razem brałam ze sobą jakąś szklankę, kubek lub mały garneczek, wlewałam do niego odrobinkę wody, piasku (chyba zdążyliście się już zorientować, że lubiłam błoto ^^ ) i razem z kuzynką (lub sama) dodawałam niezbędnych składników dla mojej zupy. :D Najsmaczniejsze i najodpowiedniejsze były oczywiście liście i kwiaty akacji, a także... najpiękniejsze kwiaty moich obu babć :D Czyżbym była trochę destrukcyjna, kiedy odrywałam im płatki? Ale przecież one nadawały zupie smaku, wyrazu i tego odpowiedniego charakteru! Jak mogłoby ich nie być? :D Zawsze z kuzynką skradałyśmy się cichaczem do ogródków babć i dla niepoznaki urywałyśmy tylko po kilka kwiatków z każdego, żeby babciom było ciężej się pokapować, że to nasza sprawka. No wiadomo, trzy płatki mniej wyglądają trochę bardziej kamuflująco niż sam badyl bez kwiata, nie? Przynajmniej tak nam się wtedy wydawało. :D A teraz przyznajcie się, że gdybyśmy założyły restaurację, byłybyście stałymi bywalczyniami, no już. Nie chcę tu żadnego skrępowania. Smoła, błoto, mmm... Nic, tylko pałaszować ze smakiem! Już wiem, dlaczego i w tej dziedzinie nie pozostał mi żaden talent. :D


7/ WIECZORYNKA, BAJKI

Stałym, niezmiennym i oczywiście najważniejszym punktem "obowiązków" dnia była dla mnie wieczorynka. Godzina 19:00 co dnia była dla mnie święta i nikt nie miał prawa zakłócić mi tego spokoju. :) Zresztą na ulicach o tej porze nie było nikogo, bo każdy z nas robił wtedy dokładnie to samo. Zawsze brałam te swoje Danonki, kiełbaski czy chleb z ogórkiem i z wypiekami na twarzy siadałam przed tv, by z figielkami w oczach powitać moich bajkowych przyjaciół, razem z nimi się śmiać, płakać, a nawet bać tych wszystkich czyhających na nich zagrożeń. Nie rozumiałam tylko, dlaczego nie słyszą moich ostrzeżeń? ;) Oczywiście nie potrzebowałam czekać specjalnie do 19:00 żeby obejrzeć bajkę, bo robiłam to prawie non stop. Zawsze szukałam bajek po innych kanałach, a kiedy ich nie było, włączałam wszystkie swoje, które miałam ponagrywane na kasetach. Najbardziej dumna byłam oczywiście z Króla Lwa i mam go do dzisiaj. Tylko nie bardzo mam go jak obejrzeć :D Bajki oglądałam praktycznie bez przerwy. Pamiętam, że w domu nie mogli już na to patrzeć ani tego słuchać. Mamę podobno do szału zawsze doprowadzały Myszka Miki i Woody Woodpecker, a ja z kolei chętnie oglądałam je wszystkie nawet sto razy pod rząd. :D Potrafiłam przez dwie godziny oglądać jedną bajkę, a po jej zakończeniu włączyć ją od początku i na nowo zachwycać się wszystkim tym, czym przed chwilą. Pewnie gdyby nie kazali mi przestać, nie zrobiłabym tego zbyt szybko. ;)


8/ SMERFNE HITY
źródło
Skoro już jesteśmy przy bajkach, przy których spędzałam niezliczone ilości czasu (i które do dzisiaj mogłabym oglądać całymi dniami), nie pominę także Smerfów i słynnych Smerfnych Hitów, które w tamtych czasach powstawały. TO BYŁO COŚ! Tata przynosił mi płyty z większością części, które chciałam, a całą resztę słuchałam zawsze u kuzyna, z którym też nie jedno razem zbroiliśmy, hyhy. :D Pozdrawiam, Mati, choć wiem, że mnie nie czytasz. <3 "On ma hart", "Serce Pik Pik", "To nasz cudowny świat", "Brawo Smerfy, Brawo" i "Loczek blond" to jedne z tych, które pamiętam do dzisiaj i kocham najmocniej, jak tylko się da. Przy czym na moją miłość do On ma hart i Loczka Blond nawet nie ma skali. Mogłabym w każdym miejscu i czasie zacząć je śpiewać. ;) Kiedy przyjeżdżała do mnie kuzynka, pogłaśniałam muzykę i razem wszystkich śpiewałyśmy. Jak najweselej i jak najgłośniej się dało. Do dzisiaj mam straszny sentyment! Uwielbiam Smerfne Hity! Chciałam być smerfem. Dlaczego się nie udało? :( Pamiętacie? :D
"Hej brawo Smerfy Brawo, hej uciekajmy żwawo - to Gargamel - już nie złaaaapie naaas :D Brawo, brawo Smerfy, brawo - życie jest zabawą tu i tam, tylko dzięki naaaam." Jak można było tego nie kochać? <3


Zobacz także:
#2 Na luzie - 8 najpiękniejszych nałogów z mojego dzieciństwa - cz.1
#1 Na luzie - 10 ulubionych seriali


Hyhy. <3 Druga część za nami, a ja powiem Wam, że przypomniało mi się jeszcze nie jedno, więc z powodzeniem mogłaby powstać kolejna część :D To jest takie fajne wracać do tych wspomnień! Aż uśmiech sam ciśnie się na twarz. Najlepsze jest jednak to, że do każdego z tych moich małych uzależnień z przyjemnością wróciłabym nawet w tej chwili. Jestem bardzo ciekawa czy również tym razem którykolwiek z moich powyższych nałogów należał także do Was? :)

35 komentarzy:

  1. Rewelacyjny post! :) Każdy z nas im starszy tym przyjemniej i ze wzruszeniem wspomina dziecięce lata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heheh, dziękuję :D to prawda, im jestem starsza tym bardziej chciałabym wrócić do tamtych czasów :)

      Usuń
  2. I znowu mamy wiele wspólnego :D
    Ja też uwielbiałam kolorować i rysować, nawet zdawałam do klasy plastycznej w liceum ;)
    Budowanie domu, oczywiście z braćmi ciotecznymi i przy tym zawsze śpiewaliśmy piosenkę "Budujemy nowy dom" ;) Domki były ogromne i miały wiele udogodnień, oczywiście zawsze robiliśmy sobie tam piknik ;)
    W piaskownicy spędziłam większą część swojego dzieciństwa, oczywiście połączone były z zabawą w kuchnię. Woda ciężko dostępna, bo kran na dworze ciężko się odkręcał, a jak się już odkręcił to całe nogi miałam oblane. Moją specjalnością było ciasto z czerwonymi porzeczkami oraz kotlet z mchu ;) Jeszcze bawiłam się z bratem ciotecznym w archeologa. Zakopywaliśmy w piasku zabawki i po kilku dniach odkopywaliśmy. Albo chcieliśmy się dokopać do wody ;D w ogóle nasza piaskownica to był jeden wielki dół :D
    Ja też bawiłam się w smole, może nie tak jak Ty, bo u dziadków stało dziurawe wiadro smoły z którego latem zawsze trochę się lało i ja zawsze lepiłam z niej jakieś figurki ;)
    Wieczorynki uwielbiałam prawie wszystkie :) i bajki Disneya oglądam do dzisiaj :D
    Smerfne hity pamiętam miałam chyba dwie kasety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, czekałam właśnie na Twój komentarz, bo czułam, że jesteś jedną z moich zaginionych sióstr! :D
      oooj, ja uwielbiałam się wciąż czymś brudzić, ale talentu niestety nie miałam żadnego! ale to absolutnie żadnego! :D zawsze podziwiałam ludzi, którzy umieją coś pięknego stworzyć ze zwykłej białej kartki, więc podziwiam! :D masz jeszcze jakieś swoje stare rysunki? :)
      hehehheeh :D ja kochałam się paćkać we wodzie, jak mieliśmy na ogrodzie zraszacz i był włączony to zawsze pod niego podchodziłam, wciąż chodziłam na boso (mama z babcią zawsze za to na mnie krzyczały, a ja do dzisiaj nie lubię chodzić w butach :D) i biegałam po takiej mokrej trawie :D wciąż miałam paluchy pobrudzone a ubrania mokre :D to było takie fajne! :D hahhaha kotlet z mchu, śmieję się w głos! że też ja na to nigdy nie wpadłam! :D musisz mnie poczęstować :D do wody to i ja zawsze chciałam się dokopać! :D albo do żółtego piasku, który zawsze był tak głęboko! :D
      Figurki też lepiłam! Ale to już z takiej bardziej gęstej smoły :D Przeważnie mieliśmy taką wodnistą i rzadką, bo stała zawsze w jakimś słonecznym miejscu i lubiłam się w niej chlapać :D jak coś wrzucałam to zawsze się rozpryskiwała na boki, brudząc mnie! aaaa! :D moja ukochana zabawa ever! nawet teraz bym poszła!
      Bajki to dla mnie temat nie do wyczerpania <3 :D

      Usuń
  3. Malowanie <3 Zostało mi do dziś ;) Powiem ci że prace są bardzo ładne a trochę się na tym znam jako pani magister pedagogiki (bez pracy ;)). A druga praca jest naprawdę świetna :) Ja bardzo żałuję że wyrzuciłam wszystkie swoje rysunki z dzieciństwa i najprawdopodobniej nie zachowało się nic ;( Taki okres buntu miałam ;)
    Woody Woodpecker <3 Jezz kochałam go :D Ja jeszcze uwielbiałam oglądać anime (wtedy nie wiedziałam że tak to się nazywa): Kapitana Jastrzębia/Tsubasę, Czarodziejkę z księżyca, czarodziejkę sally, zaczarowane lustereczko i wiele wiele innych, o Tattamana ;D
    My akurat piaskowinicę mieliśmy na podwórku przy domu, gdzie bawiłam sie ja i mój młodszy brat. jak gotowałam, on budował tory wyścigowe i zamki ;)
    Ze mnie była raczej dziewczynka bo uwielbiałam sukienki i spódniczki z koła kiedy się kręciły wraz ze mną ;) ale autkami brata też się bawiłam ;) woziłam nimi swoje lalki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooooo dziękuję! jak mi miło! :D mi się dzisiaj chce z nich śmiać, ale to pewnie przez to, że nie obcuję z podobnymi "dziełami" na co dzień i nie mam kompletnie porównania :) ja też żałuję, chętnie bym podejrzała Twoje rysunki! :) musiały być śliczne :D
      Woody to był mój przyjaciel z dzieciństwa! do dzisiaj pamiętam jego boski śmiech hahaha :D <3 zawsze śmiałam się razem z nim i mama już nie mogła tego słuchać w pewnym momencie :D Anime też oglądałam, chociaż dzisiaj już mnie do tego nie ciągnie. :D
      hahha jakie to słodkie i tak się miło to czyta! :D ja we wózku woziłam moje lalki i psa... :D i małe kociaki jak miałam :D miałam taką pierzynkę i to były moje dzieci :D (ale żeby nie było - nie robiłam im krzywdy, bo bardzo je kochałam i kocham do dzisiaj :) ). Ja kiedyś nosiłam sukienki i spódniczki (mama mnie ubierała), a teraz jestem raczej taką chłopczycą, bo nie lubię swojego dużego ciała. Ale ogółem są strasznie kobiece i zazdroszczę dziewczynom, które tak pięknie i zwiewnie w nich wyglądają. :)

      Usuń
    2. E tam ja mam "duże" nogi :D i nosze nadal spódniczki choć w spodniach wygodniej ;)
      Ja też bawiłam się w nauczycielką :D I tak mi zostało ;) Moim uczniem zawsze był mój młodszy brat ;D
      Ja anime uwielbiam do tej pory, a taki ze mnie czasami dzieciak ;)
      Psa mieliśmy ale na podwórku do którego bałam się podejść...w sumie on nikogo innego niż mojego taty nie tolerował ;)

      Usuń
  4. Bardzo żałuję, że nie mam juz mojego zeszytu z rysunkami z dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też! chętnie bym podejrzała :) fajne były? :D

      Usuń
  5. Pięknie rysowałaś :) miło jest powspominać takie dziecięce czasy... i pomyśleć... kiedy to było, czas tak szybko płynie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że teraz wszystko się pozmieniało. Dzieci grają w gry na tabletach i oglądają bajki o potworach...:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TO teraz to ciężko nawet bajkami nazwać, nic nie wnoszą poza strachem, szpanem, szybkimi samochodami i morderstwami :/ a potem się ludzie dziwią, że takich psychopatów sobie "hodują" :/ dla mnie to jest coś strasznego.

      Usuń
  7. Dom z poduszek (i koca) często tworzyłam pod własnym biurkiem i to był najlepszy "domek" na świecie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. smerfy górą :) ja ogladałam moja córa tez teraz siedzi i oglada;)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie najlepsze wspomnienie to bawionki :D W każdym miejscu na podwórku zrobione półki (powbijane deseczki na płot). Słoiki z czarną ziemią, piaskiem, startą cegłą (do pieczenia ciasta) hahahahahahahahhaha U mnie mama się za to najbardziej wściekała, bo z domu znikały jajka, łyżki, widelce, przyprawy i inne potrzebne rzeczy :D Haha czarna ziemia + woda = polewa czekoladowa na ciasto :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha jak fajnie! :D jakbym ja zabierała mamie jajka to by mnie chyba rozniosła na strzępy! :D ale Babcia zawsze mi dawała garnki, kopystki, widelce, łyżki i cokolwiek tylko chciałam! :D byłam takim jakby bębniarzem, bo miałam garnki dnem do góry poustawiane i waliłam w nie wszystkimi tymi kopystkami :D hałas przeogromny, mama mi w domu nie pozwalała, ale Babcia zawsze :D
      polewa czekoladowa z czarnej ziemi! aaaaa! czemu myśmy się wcześniej nie znały?! :D byłabyś moją najlepszą przyjaciółką :D

      Usuń
  10. No przyznam, że zabawa w Smoleńsku mnie zaciekawiła hahah pozatym moje dzieciństwo w sumie niczym się nie roznilo od Twojego. Pamiętam jeszcze zabawę w nauczycielkę, zawsze miałam ze sobą dziennik i koleżankom, które nie lubiłam ciągle wstawiam jedynki hahaha Ach te piękne i beztroskie czasy :) pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heheh :D nieee no, aż tak brutalnie to bym jej nie nazwała, ale smołę kochałam nad życie :D i żywicę, bo to podobne w sumie w dotyku było :D nauczycielką też byłam! :D robiłam wieeelkie dzienniki, wpisywałam przedmioty, oceny, robiłam tabelki i albo bawiłam się tak z kuzynką albo moimi wyimaginowanymi uczniami były moje lalki :D również pozdrawiam! :D

      Usuń
  11. No przyznam, że zabawa w Smoleńsku mnie zaciekawiła hahah pozatym moje dzieciństwo w sumie niczym się nie roznilo od Twojego. Pamiętam jeszcze zabawę w nauczycielkę, zawsze miałam ze sobą dziennik i koleżankom, które nie lubiłam ciągle wstawiam jedynki hahaha Ach te piękne i beztroskie czasy :) pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  12. Zabawa w smole mnie powaliła, hahaha :D ja ze swojego dzieciństwa pamiętam dni, gdy od rana do wieczora latałam po podwórku i kompletnie się niczym nie przejmowałam. Przydałby się choć jeden taki dzień.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny post ! Ten i poprzedni post z tej wersji bardzo mi sie podoba :) Prawie wszystkie Twoje nałogi z dzieciństwa u mnie wystąpiły :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzieciństwo nas łączy, bo miałam podobnie! Może nie ze wszystkim, ale Smerfne Hity do dziś kocham i kocham swoją pracę, że mogę je śpiewać na głos, tak samo jak bawić się w piosenkarkę, czy malarkę. Wiesz co robiłam, jak bliźniaczki, którymi się opiekuję w wakacje spały po 3 godziny, a ja nie miałam co robić? Kolorowałam kolorowanki ich starszej siostry! :D Tak sobie teraz pomyślałam, że może dlatego studiuję co studiuję i zajmuje się czym się zajmuję. Ukryłam to, że nadal jestem dzieckiem i przy dzieciach nie muszę udawać dorosłej, a mogę bezkarnie bawić się w piasku, puzzlami, grami, lalkami, plasteliną, kredkami :D

    Natomiast zastanawiam się, gdzie Ci się uchowały rysunki z podstawówki? Moje były i zostały pewnie wywalone, a jak nie to przy przeprowadzce gdzieś się zawieruszyły. Wspominałam, że moje marzenie to uczyć w klasie wczesnoszkolnej? Mam nadzieję, że to marzenie się spełni.

    OdpowiedzUsuń
  15. mam jeszcze gdzieś te smerfne hity :D :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha a myślałam że to tylko ja robiłam schrony z poduszek :) Kolorowanki też uwielbiałam a Smerfne hity pamiętam i podśpiewuję do dzisiaj :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Smerfne hity! aż mi się śpiewać zachciało ;D my w domu mamy duży stół, kładliśmy na niego koc, pościel i robiłyśmy 'namiot' ;D

    OdpowiedzUsuń
  18. Schron z koców to chyba nieodłączny element każdego dzieciństwa - miałyśmy z siostrami o tyle dobrze, że miałyśmy łóżko piętrowe, to z koców robiło się przepierzenia (wtykało się brzeg koca pod deski górnego łóżka), labirynty i inne. :D Dziwne, że się nie podusiłyśmy w tym wszystkim.
    W dzieciństwie bawiłyśmy się też w bardzo prymitywne cosplay'e - czyli po obejrzeniu Sailor Moon każda wybierała sobie ulubioną bohaterkę, potem szło się na dwór, szykowało patyki/kamienie/inne "moce" i rzucało w siebie nawzajem. :D "ob jop jop" (chyba tak to mawiała główna bohaterka?)
    No i oczywiście zabawy na huśtawce (takiej na drzewie) i zjeżdżalni, razem z siostrami opracowałyśmy chyba ponad 50 różnych stylów huśtania się (np. na bąka) i zjeżdżania (np. na supermena). :) To były czasy...

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja również rysowałam jak szalona, jednak ulubioną zabawą było "gotowanie". Hitem były "ciastka" z kwiatów mniszka lekarskiego z polewą czekoladową (z błoda) i czerwoną posypką malinową (starta cegła).

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja po dziś dzień mam kolorowanki, które czekają na swój czas :) ale ciiiiii

    Kucharka, smerfne hity i wieczorynki... oj tak pamiętam.

    U nas furorę robiły jeszcze gra w klasy, skakanka i guma do skakania :)

    Czemu te czasy tak szybko minęły i nie mogą wrócić??

    OdpowiedzUsuń
  21. Chyba każdy z Nas z radością będzie wracał do czasów swojego dzieciństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Hihi, oprocz zabawy w smole, wydaje mi sie ze nasze czasy dziecinstwa byly identyczne wrecz :) JA jeszcze bym dodala gry komupterowe, czesto moj brat zmuszal mnie zebym z nim grala w jakies krwawe gry :P Natomiast dla mnie gra dziecinstwa byly Sims, a potem Sims 2 :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Gdy byłam mała to bawiłam się że jestem księdzem: D

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj tak, pamiętam, jak roztapiało się smołę na słońcu :) ale wtedy jeszcze dzieci nie miały tabletów i wychodziły na podwórko.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam, skomentuj. :) Chętnie poznam Twoje zdanie.
(komentarze tylko o formie reklamy swojego bloga zostaną skasowane). Jeśli masz pytanie - pytaj, odpowiadam na wszystkie, niezależnie od tego kiedy i pod którym wpisem je zadasz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...