czwartek, 16 kwietnia 2015

Sylveco, lipowy płyn micelarny i moje wrażenia

Lubicie codzienny demakijaż? Bo ja nie przepadam. O tyle, o ile fajnie jest się umalować i wyglądać później tak, by czuć się trochę lepiej ze samą sobą, o tyle wizja demakijażu, który jakoby na powrót wydobywa z nas potwora (haha! trochę koloryzuję, żeby nie było, że jestem aż tak zdesperowana :D) nie jest już taka przyjemna. A jednak pomijać tego kroku nie można, a przynajmniej się nie powinno. ;) Mam już wielu swoich ulubieńców, którzy pomagają mi skutecznie usunąć makijaż, ale zawsze chętnie testuję nowości. Tak też było z lipowym płynem micelarnym od marki Sylveco. Słyszałam o nim naprawdę wiele, w większości były to opinie pozytywne, ale tych negatywnych również nie zabrakło. Postanowiłam sama przekonać się czy rzeczywiście jest wart tego szumu. :) Jeśli ciekawi Was, czy była z tego miłość czy niekoniecznie, zapraszam dalej.


DOSTĘPNOŚĆ I CENA

Płyn ten znajdziecie pewnie w każdej drogerii internetowej, moja sztuka pochodzi akurat z Kaliny - www.kalina-sklep.pl - dokładnie TUTAJ. Cena i pojemność: 17,50 / 200 ml


WYGLĄD / OPAKOWANIE

Zanim przejdę do pozytywnych cech tegoż produktu, trochę sobie wcześniej pomarudzę. Owszem, buteleczka prezentuje się ładnie, zgrabnie, przyjemnie leży w dłoni, design nie jest specjalnie przesadzony, ale przyjemny w odbiorze... Na pierwszy rzut oka wszystko gra i mi się podoba. Natomiast kiedy już przychodzi moment samego demakijażu i wylewania płynu na wacik kosmetyczny, dostaję lekkiego "nerwa". :) Naprawdę nie lubię tego opakowania. O tyle, o ile otwór jest odpowiedniej szerokości, o tyle już współpraca z tą jakże twardą jak kamień butelką jest dla mnie uciążliwa. Pod koniec użytkowania ciężko było mi wylać produkt do końca, bez użycia dużej siły nacisku na butelkę, która uginać mimo wszystko łatwo się nie dała. A jeśli już, to rzadko. Szkoda, bo przy całych tych plusach, które wymienię później, męczyło mnie wydobywanie tego płynu. Nie lubię aż tak twardych opakowań, właśnie przez to, że już pod sam koniec użytkowania ciężko mi wydostać to, co zostało na dole. Mam już takie "nawyki", że kiedy coś - mówiąc wprost - mi "nie idzie", to uciskam wszelkie butelki, by to co wewnątrz łatwiej mogło się z nich wydostać. Tutaj miałam z tym problem już na samym początku i to jedyna wada, jaką zauważyłam w tym produkcie. Naprawdę szkoda, popracowałabym nad jej elastycznością.


WYDAJNOŚĆ

Jak dla mnie średnia w kierunku dobrej, ale na pewno nie wysoka. Ciekawe z czego to wynika. Pewnie z tych moich utrudnień przy wylewaniu go na wacik. ;)


SKŁAD

INCI: Aqua, Tilia Platyphyllos Flower Extract, Decyl Glucoside, Glycerin, Panthenol, Allantoin, Hydrolyzed Oats, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Lactic Acid, Phytic Acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid

W składzie znajdziemy między innymi ekstrakt z lipy szerokolistnej. Jak podaje producent, wykazuje ona działanie nawilżające, osłaniające, ponadto zwiększa elastyczność, sprężystość i odporność skóry na utratę wody. Prócz tego jest tutaj też gliceryna, panthenol, aloes zwyczajny, hydrolizowane proteiny owsa, kwas mlekowy czy nawet kwas fitowy. Czyli mówiąc krótko - dzieję się. ;) Bardzo przyjemnie.


ZAPACH

Czytałam sporo opinii na temat zapachu tegoż produktu i przyznać muszę, że skuszona się nie czułam. Nie zawsze przepadam za ziołowymi mieszankami, a Sylveco ma to do siebie, że rzeczywiście lubują się w tego typu woniach (dzięki świetnym naturalnym składom swoich produktów). Spodziewałam się zatem małego smrodka, a tymczasem... mocno mnie zaskoczył. Owszem, zapach jest ziołowy, ale uwielbiam go! Niezwykle naturalny, subtelny, delikatny... Jest przede wszystkim nienachalny, mimo że wyczuwalny na skórze. Bardzo lubię go używać zwłaszcza na wieczór, bo ma w sobie coś, co naprawdę koi i uspokaja. Nie tyle samą skórę, co po prostu nerwy. (choć skórę też, żeby nie było wątpliwości ;)). Ubóstwiam! Niesamowicie relaksujący zapach, a przecież nie musiałby w ogóle pachnieć. Łapie kolejnego plusika!


MOJE WRAŻENIA

Przechodzimy do mojej ulubionej części, czyli do samego działania! :)  Mam wrażenie, że to najlepszy micel, jaki kiedykolwiek stosowałam, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestię oczyszczania twarzy. Po zmyciu się nim mam uczucie naprawdę oczyszczonej i odświeżonej cery. Jestem pewna, że już nic niepożądanego na niej nie pozostało. Mega! Czytywałam, że średnio radzi sobie z mocnym makijażem (a ja przeważnie takie noszę). Okazało się jednak, że radzi sobie z nim bez żadnego problemu. Zmywa wszystko w tempie ekspresowym, nawet najciemniejszy makijaż bez grama pieczenia, a oczy mam bardzo wrażliwe. W dodatku usuwa cały ten makijaż bez żadnego mocnego tarcia. Szybko, łatwo, bezboleśnie. Już samo to zasługuje na pochwałę, ale na tym nie zakończę. Muszę też wspomnieć, że nie pozostawia na skórze żadnego tłustego filmu, nie klei się, a przede wszystkim nie wysusza mojej i tak już suchej skóry. Co prawda jakiegoś znaczącego nawilżenia także nie odnotowałam, ale... od tego mam kremy. :) W swoim działaniu jest skuteczny, a zarazem łagodny. Koi wszelkie zaczerwienienia, uspokaja i łagodzi skórę. Często stosowałam go po prostu jako tonik, bo przyjemnie odświeżał. I do tego ma świetny skład. Czego chcieć więcej? No może zmiany tej nieszczęsnej elastyczności butelki, a właściwie jej braku... ;) Ale nie czepiam się już tak bardzo, bo działaniem jestem zachwycona (a przecież to ono jest tutaj najważniejsze), co tu się dużo rozgadywać. Jeśli macie możliwość, kupujcie w ciemno. Jest super!


Na rynku jest ogromny wybór produktów do demakijażu. Tak chętnie je próbuję, że rzadko kiedy mam możliwość powracać do tych starych, bo wciąż na horyzoncie jest coś nowego. Wciąż coś się dzieje, wciąż ktoś wpada na fajny pomysł i tworzy nowe cuda. Dzięki blogowi (głównie) poznałam już tyle wspaniałych produktów do demakijażu - czy to mleczek, czy płynów, czy dwufazówek czy typowych olejków - że naprawdę aż nie wiem, co powiedzieć. Cieszy mnie taka różnorodność, bo dzięki temu wiem, że kiedy ktoś postanowi wycofać jeden z nich, rynek zaoferuje mi jeszcze wiele innych możliwości. To jest w tym wszystkim chyba najlepsze. ;) Micelek z Sylveco ląduje na mojej długiej liście demakijażowych ulubieńców. Rozejrzyjcie się za nim, bo naprawdę warto.


Dajcie znać czy miałyście ten płyn i co o nim myślicie? :)

58 komentarzy:

  1. Uwielbiam ten płyn, świetnie zmywa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja już teeeeż ;) ale kolejne opakowania przeleję do innej butelki... z tą już dłużej nie wytrzymam :P

      Usuń
    2. Mnie ona nie przeszkadzała. Moim zdaniem gorsze butelki ma Tołpa, te z tym taki wyskakującym dzióbkiem.

      Usuń
    3. nie miałam Tołpy :) a warto?

      Usuń
  2. Mam go w planach ale na razie mam kilka Loreal w zapasie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z Loreal też lubię, ale ten zdecydowanie bije go na głowę :)

      Usuń
  3. miałam, używałam i byłam bardzo zadowolona, płyn jest naprawdę fajny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bezsprzecznie najlepszy micel na rynku, kupuję go w ilościach hurtowych i póki co, nic mu nawet w połowie nie dorównało;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jeszcze nie miałam nic z sylveco :-) a co do micela, to ja jestem zadowolona z garniera, ale juz powoli się kończy i będzie trzeba uzupełnić braki niedługo ale może wypróbuję coś innego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie ostatnio przybywa Sylveco, właściwie sama nie wiem skąd :D większość zdecydowanie dzięki ShinyBoxowi, a teraz też dzięki Kalinie :)
      ten micel z Garniera też jest super! tyle tylko, że on jedynie zmywa, a Sylveco faktycznie daje ukojenie i ma super skład :) a cenowo chyba podobnie wypadają

      Usuń
  6. Dorzucę go kiedyś do zamówienia, bo to nie pierwsza pozytywna opinia, którą czytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Całkiem przyzwoity produkt :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam go na swojej liście i muszę wypróbować :) Ps. Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  9. Sylveco ciągle mi się marzy i ten płyn też:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. płyn z całą odpowiedzialnością polecam :)

      Usuń
  10. Też nie przepadam za demakijażem oczu, zdecydowanie bardziej wolę się po prostu malować! :D
    Tego płynu nie używałam, zresztą - pierwszy raz go widzę na oczy. Zaciekawiłaś mnie tą recenzją! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha ;D no widzisz, piąteczka! :D szkoda, że on się sam nie zmywa :D
      dziękuję, cieszę się :) wypróbuj jak tylko będziesz miała okazję ;)

      Usuń
  11. Aaa.. a właśnie go kupiłam, ale jeszcze nie miałam okazji testować :D super,. że się sprawdza :) już niedługo zacznę testy i ja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo ciekawa jestem zatem Twojej opinii! :)

      Usuń
  12. Planuję go kupić jak zużyję to co mam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniecznie ;) myślę, że będziesz zadowolona :) a czego teraz używasz? :)

      Usuń
    2. Wykańczam Organic Therapy i Mixę, a na swoją kolej czeka Garnier :)

      Usuń
    3. Nie miałam w takim razie :) Jak się spisywały? :) (bo Garniera lubię)

      Usuń
    4. Organic Therapy jest fajny, ale tylko dla osób preferujących delikatny makijaż, niedawno na moim blogu była recenzja. Mixa spisuje się bardzo dobrze i pewnie będę do niej wracać :)

      Usuń
    5. oj, to jak dla delikatnych to pewnie poczułabym się zawiedziona. Ale Mixa bym spróbowała :)

      Usuń
    6. U mnie właśnie też nie zdał egzaminu :( Za to Mixę polecam :)

      Usuń
  13. Ja jestem czesto leniwa jesli chodzi o makijaz, ale oczywiscie zawsze sie do niego 'zmuszam' :)).

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam wielką ochotę na ten płyn :) Muszę jeszcze potestować jeden kosmetyk, który aktualnie zalega na mojej półce i jeśli potwierdzą się moje obawy, droga do Sylveco stoi przede mną otworem :) Już się nie mogę doczekać!
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się :) myślę, że nie byłabyś zawiedziona, bo w działaniu jest genialny :) jaki teraz testujesz? :) pozdrawiam także!

      Usuń
    2. Zielony Garnier. Na początku mocno przestraszyłam się alkoholu w składzie, ale o dziwo moja skóra nie zareagowała na niego jakoś wyjątkowo źle. Dla okolicy pod oczami mógłby być delikatniejszy, ale to chyba mój jedyny zarzut póki co.

      Usuń
  15. Hmmm to to jest płyn, czy żel? Jeśli płyn to powinien być wodnisty i nie powinno być problemu z wylaniem go?!
    Nie mniej niestety z firmą nadal nie miałam przyjemności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. płyn :) no niestety albo mam jakąś ferelną sztukę albo nie wiem co, ale dostaję nerwicy kiedy mam go wylewać na wacik :D

      Usuń
  16. Czuję się na niego skuszona :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam go w zapasach i niedługo już wpadnie w używanie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wczoraj się za nim rozglądałam w sieci. Muszę kliknąć niedługo ;) póki co denkuję 4 inne zaczęte...

    OdpowiedzUsuń
  19. Miałam kilka kosmetyków z SYLVECO,ale nie jest to firma,której kosmetyki są moimi MUST HAVE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie powiem Ci, Kochana, że też różnie. Wszyscy wpadają w zachwyt, a dla mnie to dopiero pierwszy kosmetyk wart uwagi, do tej pory takie sobie ;)

      Usuń
  20. jeszcze go nie mam z naciskiem na jeszcze:)

    OdpowiedzUsuń
  21. płyn widnieje już na mojej liście :) a znalazł się tam po tym jak miałam okazję używać ich toniku hibiskusowego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tonik czeka na mnie w kolejce do wypróbowania :)

      Usuń
  22. Miałam w planach zakup tego płynu i fart chciał, że zamiast lipowego kupiłam lawendowo-winogronowy Biolaven, też od Sylveco. I szczerze przyznam, że nie wiem, czy będę chciała teraz wymienić ten płyn na inny :-)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dużo czuć w nim lawendy? :) Biovalen też mnie kusi :)

      Usuń
  23. wow, chyba go kupię, jak zużyję część zapasów :)

    OdpowiedzUsuń
  24. poszukuję dobrego micela i może się na niego skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam, skomentuj. :) Chętnie poznam Twoje zdanie.
(komentarze tylko o formie reklamy swojego bloga zostaną skasowane). Jeśli masz pytanie - pytaj, odpowiadam na wszystkie, niezależnie od tego kiedy i pod którym wpisem je zadasz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...