sobota, 26 września 2015

L'Oreal Paris, podkład True Match (nowa wersja); jak spisuje się uwielbiany przez miliony kobiet podkład, po zmianie jego formuły? Efekty i moje wrażenia

Jak znaleźć i dobrać podkład doskonały? Czy taki w ogóle istnieje? Jeśli tak, najpewniej jest on przeznaczony dla innej cery, niż nasza, co dodatkowo zepsuje nam humor. Czasem jednak, przez zupełny przypadek, można trafić w dziesiątkę. Tak było w moim przypadku. Kiedy dostałam propozycję przetestowania nowej wersji słynnego już podkładu True Match od L'Oreal Paris, zgodziłam się. Nie miałam jednak jakichś wielkich oczekiwań, czy nadziei względem niego. Postanowiłam, że tym razem nie będę się już na nic nastawiać, nie będę czytać innych opinii i po prostu go wypróbuję. Jak pewnie widzicie po tytule i zdjęciach, podkład True Match od L'Oreal Paris został zmieniony - zarówno jeśli chodzi o jego formułę, jak również samą buteleczkę.

Nie miałam wersji poprzedniej, a zatem nie jestem w stanie porównać czy pod względem zmiany formuły jest bardziej na plus czy na minus, ale jeśli o opakowanie chodzi, uważam, że poszli w lepszą stronę. Jeśli ciekawi Was natomiast, co sądzę o samym podkładzie, tym jak wygląda i zachowuje się na skórze, zapraszam Was dalej. Zapewniam, że warto. :)


Do przetestowania zostały mi - tak jak innym dziewczynom - przesłane trzy odcienie odpowiednio dopasowane do mojej cery. Ulotka dołączona do podkładów informowała, że podkłady te zostały wzbogacone trzema nowymi hybrydowymi pigmentami, które dzięki swoim właściwościom jeszcze lepiej mają dopasowywać się do naturalnego odcienia skóry. Dzięki ich rozdrobnieniu cera ma mieć zagwarantowany efekt nieskazitelności i naturalnego wykończenia.

Kolejną ważną informacją jest to, że podkład wzbogacony został w 4 olejki eteryczne, które mają ułatwiać i uprzyjemniać aplikację podkładu, zapewniając jego równomierne rozkładanie. Ostatnim sekretem nowej kremowej formuły jest nawilżenie dzięki obecności witaminy E, B5 i gliceryny. Skóra ma pozostać gładka i miękka w dotyku.

Poniżej możecie podejrzeć rozpiskę wszystkich dostępnych odcieni. Myślę, że to fajna "ściąga", dzięki której być może łatwiej będzie Wam znaleźć swój idealny kolor. Podzielone zostały one odpowiednio na chłodne, neutralne i ciepłe odcienie, jak i poszczególne karnacje.


Wiem, że ekipa L'Oreal Paris zawsze przykłada się do przesyłek dla blogerek, ja uczestniczę w tym dopiero pierwszy raz, ale byłam po raz kolejny pod wrażeniem "formy podania" owych podkładów. Umieszczone w białym, uroczym kartoniku, ułożone według kolorów od najjaśniejszego do najciemniejszego, ze spersonalizowanym liścikiem i życzeniami przyjemnego testowania. To było miłe. Dziękuję! :)




A zatem zaczynamy....


BUTELKA

Już na pierwszy rzut oka widać, że opakowanie zostało całkowicie zmienione. Zamiast nieco "grubszej" buteleczki, jaką mogliśmy spotkać w starszej wersji, tym razem L'Oreal Paris serwuje nam jej dłuugą, niezwykle smukłą siostrę. ;) Butelka jest szklana i naprawdę estetycznie się prezentuje. Dobrze przy tym leży w dłoni, jest funkcjonalna, pompka się nie zacina, wypuszczając jednocześnie odpowiednią ilość produktu. Wystarczą mi jej 2-3 naciśnięcia, by na twarzy uzyskać dokładnie taki efekt, jakiego oczekuję.



POJEMNOŚĆ / CENA

Standardowo, jedna buteleczka mieści w sobie 30 ml podkładu. Kosztuje ok. 60 zł, ale zapewne często będzie go można złapać o wiele taniej, np. podczas kolejnej promocji -40% w Rossmannie. ;) Podobno teraz też jest za 47 zł, także polujcie! Słyszałam też, że w Super-Pharmie mają go -25% taniej, ale nie wiem, do kiedy.




KONSYSTENCJA / SWATCHE

To chyba najbardziej lejący podkład, z jakim do tej pory miałam styczność (jeśli chodzi o podkłady, których używałam na sobie). Przypomina mi nieco Affinitone z Maybelline New York, choć na szczęście nie jest aż taki rzadki, jak tamten. Bardzo lubię jego aksamitną, kremową konsystencję. Jak wspomniałam, jest dosyć rzadka i z łatwością się rozprowadza na skórze, pozostawiając ją przy tym miłą i gładką w dotyku. Już przy pierwszej aplikacji byłam zaskoczona tym, jak dobrze dopasowuje się do mojej skóry, stapiając z nią tak, że wygląda niemalże jak moja "druga skóra". Nie ma mowy o efekcie maski. Na twarzy wygląda niesamowicie naturalnie, chyba najlepiej ze wszystkich podkładów, jakie do tej pory używałam. Po raz pierwszy też zupełnie nie czuję go na skórze, z czego bardzo się cieszę. Na plus zasługuje także duża gama kolorystyczna. Posiadam trzy odcienie z 9 dostępnych. Od lewej 1.N, 2.N i 3.R/3.C. Najbardziej (na mojej super bladej twarzy) sprawdza się 1.N - jakby tworzony z myślą o mnie. :D



KRYCIE / EFEKTY PRZED I PO

Jak możecie zauważyć na zdjęciu poniżej - chociaż nie mam doskonałej cery PRZED nałożeniem mejkapu - to myślę, że nie powinnam też jakoś specjalnie na nią narzekać. Prócz zaczerwienień i tej mojej okropnej żyły pod okiem, raczej nie mam jakichś większych problemów z cerą. Ciemniejsza plama na nosie, to też zasługa nosków od okularów. Okularnice wiedzą o co chodzi ;) Na co dzień wybieram więc lżejsze podkłady, których poziom krycia jest lekki w kierunku średniego lub po prostu średni. Unikam tych ciężkich podkładów i w zasadzie nigdy takowego nie miałam. Myślę, że True Match jest przeznaczony właśnie do takich osób, jak ja, które nie potrzebują bardzo mocnego krycia. Dla mnie jest ono wystarczające, ale są miejsca, w których przydadzą się jego dwie cienkie warstwy. No właśnie - podoba mi się też w nim to, że można dodawać kolejną warstwę, bez obaw o to, że pojawią się smugi czy że będzie się to jakoś nieestetycznie odznaczało od reszty. Myślę, że osobom z większymi problemami skórnymi czy trądzikiem przydałby się dobry korektor, ale to tak czysto informacyjnie. Ja jestem z niego naprawdę zadowolona. Przyznam, że ciężko było mi to oddać na zdjęciach, bo na niektórych nie było widać żadnej różnicy, choć na żywo jest ona przecież odczuwalna. Światło nie chciało ze mną kompletnie współpracować, wybrałam więc najgorsze, jakie tylko udało mi się zrobić. Za wszelkie ewentualne zawały przepraszam, ale tak jak mówiliście na fejsbuczku - w końcu nikt z nas nie jest idealny i tego się będę trzymać. :) Co do samego podkładu, to oprócz tego, że wg mnie kryje wystarczająco, to naprawdę pięknie ożywia cerę. Wydaje się być jeszcze bardziej promienna i rozświetlona. Na zdjęciach nie użyłam żadnego rozświetlacza (jedynie brązer), reszta to efekt jedynie samego podkładu. Daje nieco satynowe wykończenie na twarzy, co bardzo mi się podoba. :)



TRWAŁOŚĆ

Byłam ciekawa jak True Match wypadnie u mnie pod względem trwałości. Okazało się, że trzyma się na mojej twarzy cały dzień, nie ściera się, nie ciemnieje w ciągu dnia, ani mnie nie zapycha. Cieszy mnie też to, że nawet kiedy go nie przypudruję, nie świeci się jak szalony. Owszem, cera jest rozświetlona, ale to zasługa drobinek, które są w nim zawarte. Nie obawiajcie się jednak, że będziecie się mienić w słońcu niczym Edward ze Zmierzchu. Co to, to nie, także spokojnie! ;) Trwałość zasługuje zatem na szóstkę! Co ciekawsze, mimo tego, że na mojej twarzy w ciągu dnia jest nie do zdarcia, bardzo łatwo schodzi podczas demakijażu. Kolejny plusik!



DLA JAKIEJ CERY?

True Match to podkład zdecydowanie dla cery normalnej, suchej, bądź mieszanej w kierunku suchej! Moja skóra jest bardzo kapryśna, dzień bez suchych skórek (zwłaszcza przy nosie i brwiach) to dzień stracony. Na palcach jednej ręki pewnie mogłabym wyliczyć jej lepsze dni, kiedy takowych suchych skórek było mniej. Naprawdę ciężko jest mi znaleźć podkład, który spełni moje oczekiwania, dlatego po prostu takowych nie szukam, pozostając do tej pory przy dwóch sprawdzonych. Moje ulubione dotychczas to Bourjois Paris Healthy Mix i Rimmel Wake Me Up. True Match od L'Oreal Paris jest z nich trzech najlżejszy, choć mam wrażenie, że kryje lepiej niż Healthy Mix. Wygląda przy tym naprawdę naturalnie. Najważniejsze jest jednak to, że przyjemnie nawilża, nie podkreślając suchych skórek. Druga sprawa, że mieliśmy teraz lato i upały, więc ten problem chwilowo nie jest tak uciążliwy jak zimą... Zobaczymy, jak spisze się wtedy. :) Póki co jednak mam pewność, że na sezon wiosna/lato będzie jednym z moich ulubionych podkładów, o ile nie tym ulubionym. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie polubiłam się z nim bardziej, niż z Healthy Mix'em, który do tej pory był moim faworytem jeśli o rozświetlające podkłady chodzi.. To chyba coś znaczy. :)




MOJE WRAŻENIA

Jak wspomniałam na początku, nie miałam zbyt wielkich oczekiwań względem tego podkładu. Starałam się nie nastawiać ani zbyt pozytywnie, ani negatywnie. Teraz, po tych paru tygodniach śmiało mogę powiedzieć, że na chwilę obecną to mój ulubiony podkład! Przetrwał nawet największe upały i ani razu mnie nie zawiódł. Uwielbiam efekt rozświetlenia jaki mi daje. Twarz od razu dzięki niemu zyskuje, wyglądając przy tym wciąż naturalnie, bez efektu maski. Podoba mi się też to, że delikatnie matuje moją cerę (i to bez przypudrowywania!). Nie spodziewałam się, że można połączyć te dwa pozornie wykluczające się efekty w jednym podkładzie. Jestem zachwycona. Twarz jest ujednolicona, ale przy tym pełna blasku (nie tandetnego błysku!). W dodatku chyba po raz pierwszy w życiu udało mi się znaleźć podkład, który kolorystycznie jest dokładnie taki, jak odcień mojej skóry. Najczęściej sięgałam po 1.N, choć kiedy byłam trochę bardziej opalona, sprawdzał się także 2.N. Na jesień/zimę jednak z pewnością pozostanę przy 1.N. Jest jakby stworzony dla mnie; idealny odcień dla bladziochów. :) Na plus zasługuje też spora gama kolorystyczna, więc większość powinna tu znaleźć coś dla siebie.


Nie ściera się w ciągu dnia, nie znika z twarzy, nie ciemnieje, ani się na niej nie waży. Przyjemnie nawilża i nie podkreśla u mnie suchych skórek. Ma jedwabistą, lekką konsystencję, z którą przyjemnie się współpracuje, zarówno jeśli chodzi o palce, jak i Beauty Blender, bez obaw o żadne smugi. Twarz jest bardzo gładka i przyjemna w dotyku. Krycie można stopniować, choć z racji tego, że jest to lekki podkład, bardziej spodoba się osobom, które nie borykają się aktualnie z żadnymi większymi problemami skórnymi. Kolor rzeczywiście dopasowuje się do odcienia skóry i nie wygląda przy tym sztucznie, przeciwnie, jest bardzo naturalny. Dobrze też łączy się z innymi kosmetykami kolorowymi czy wcześniej nałożonymi kremami.


Pozostaje na twarzy cały dzień, jest trwały, ale przy tym bezproblemowy podczas demakijażu. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie to, że zupełnie nie czuć go na skórze. Odczułam to zwłaszcza teraz, latem. Dotychczas raczej unikałam nakładania podkładów w takie upały, bo - nie oszukujmy się - czuć, że "katujemy" nimi swoje twarze, zwłaszcza kiedy żar się leje z nieba. Tymczasem True Match'a zupełnie na niej nie czuję. Widzę, ale nie czuję. Podoba mi się też nowe, udoskonalone opakowanie i jego zgrabna, estetyczna i higieniczna szklana butelka. Jedyny jej minus, jaki dostrzegłam jest taki, że numer podkładu na górze się ściera, więc jeśli nie jest to jakiś podstawowy łatwy odcień do zapamiętania (typu 1.N czy 2.N) to warto go sobie gdzieś zapisać. No i uważać, żeby butelka się nie stłukła. ;) 30 mililitrowe małe cudeńko! Nie wiem, jaka była poprzednia wersja, ale nowa formuła jak najbardziej trafia w moje potrzeby i z całym przekonaniem mogę go Wam polecić.


Cieszę się, że miałam przyjemność go wypróbować, bo jak zwykle, całkowicie przypadkowo odkryłam kolejnego ulubieńca, z którym od tygodni już się nie rozstaję. :) Jeśli jeszcze ktoś się waha, czy kupić go czy nie, serdecznie polecam. Zwłaszcza posiadaczkom cer suchych, mieszanych w kierunku suchej czy normalnej, bo na cerach tłustych z tego co słyszałam spisuje się gorzej. Zresztą, posiadaczki cer tłustych raczej z reguły omijają rozświetlające podkłady. ;)


Jestem ciekawa, co myślicie o nowej wersji podkładu True Match od L'Oreal Paris? Oczarował Was tak samo jak mnie, czy macie inne wrażenia? A może dopiero planujecie go kupić?

55 komentarzy:

  1. Poprzednia wersja była i nadal jest moim ulubieńcem wśród podkładów. Chociaż ostatnio polubiłam też podkład marki Bell,o którym pisałam niedawno. Nową wersję przetestuję w październiku jak mama przywiezie mi moją paczkę i mam nadzieję,że również będę zadowolona :)
    pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się :) myślę, że z nowej wersji też będziesz zadowolona :)
      a tak z ciekawości, jaką masz cerę? :)

      Usuń
    2. Mieszaną,ze skłonnością do przetłuszczania się :)

      Usuń
    3. Mieszaną,ze skłonnością do przetłuszczania się :)

      Usuń
  2. Przekonałas mnie ; ) skuszę się na pewno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest świetny <3 ja jestem w nim zakochana :D

      Usuń
  3. Chętnie wypróbuję nową wersję. Buteleczka wygląda luksusowo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnie go przetestuję za jakiś czas. Lubię mieć w zanadrzu podkład tego typu, kiedy mam niewiele niedoskonałości na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jaki do tej pory był Twój ulubiony? :)

      Usuń
  5. Nie sięgnęłam nigdy po ten podkład. Jakoś tak patrzyłam, ale przecież mam jasną skórę, więc pewnie będzie ciemniał i się odcinał. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mam bardzo jasny odcień naturalnie i przy nr 1.N nic takiego się nie dzieje :)

      Usuń
  6. Ja na razie jestem w fazie testowania, ale nie jest źle ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czy dopasowałabym do siebie jakiś podkład, bo mam bardzo żółta cere :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przejdź się do drogerii i zobacz sobie testerki :)

      Usuń
  8. Bardzo porządna recenzja, naprawdę zachęcasz do kupna. Fajnie, że nie czuć go na twarzy. Nie lubię podkładów w których czuję się jakbym miała maskę na sobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) cieszę się :)
      ja również nie przepadam za takimi podkładami. I mimo, że na co dzień i tak zawsze używam tych lekkich, to i tak je zawsze czułam na skórze. Z tym jest zupełnie inaczej :)

      Usuń
  9. Na twarzy wygląda naprawdę świetnie! ale ja mam skórę tłustą, więc zdecydowanie nie jest dla mnie , a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  10. Poprzednia wersja mi nie pasowała. Była za ciężka, podkreślała suche skórki i załamania. No i to wykończenie...Ta jest znacznie ciekawsza i na pewno jej spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  11. chyba przejdę się zobaczyć na żywo ten odcień 1N, bo mimo żem bladolica istota nie wszystkie neutralne odcienie u mnie pasują - zazwyczaj mają jednak tą odrobinę żółtości za dużo, niestety ale moja cera kieruje się jednak bardziej w różowe tony :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Ostatnio w drogerii zastanawiałam się nad nim i rimmel wake me up i wybrałam ten drugi,bo jakoś po nałożeniu na rękę mi nie odpowiadał, ale zaciekawiłaś mnie i chyba go przetestuję

    OdpowiedzUsuń
  13. Ostatnio w drogerii zastanawiałam się nad nim i rimmel wake me up i wybrałam ten drugi,bo jakoś po nałożeniu na rękę mi nie odpowiadał, ale zaciekawiłaś mnie i chyba go przetestuję

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawi mnie. Nie mam czasu by w drogerii sprawdzić odcień, ale z fotek zdecydowałabym się chyba na waniliowy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamiętam jak na Insta był zalew zdjęć tych podkładów, kiedy je dostałyście od marki :) Zastanawiałam się wtedy po cichu co to za cudo i jak widzę, to w istocie jest cudo! Chętnie wpiszę go sobie na listę ku pamięci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak, cudeńko :) bardzo się z nim polubiłam :)

      Usuń
  16. Ta nowa wersja kusi, oj kusi. Ma fajne, dzienne wykończenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda :) cudowny jest ten podkład :)

      Usuń
  17. Chyba jestem jedyną polską blogerką, która ich nie testowała:).

    OdpowiedzUsuń
  18. N1 to dla mnie kolorystyczny strzał w dziesiątkę :) Ale mam wątpliwości co do tego podkładu, nie do końca mi odpowiada. Mam dość tłustą cerę, a on mnie wysuszył, zwłaszcza na czole zrobił mi skorupę :( Brzydko osiada w porach i na włoskach. Ale ma bardzo wiele zalet, pewnie gdybym nie miała swoich pewniaków, to bym go używała, a tak to leży nieużywany...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie również! Super odcień :) Zawsze miałam mniejszy lub większy problem z odcieniami podkładów i nigdy tak w 100% nie potrafiłam ustrzelić swojego. Ten jest idealny! Dosłownie. :) Hmmm, to dziwne :( Ja mam suchą i meeeega problemy ze suchymi skórkami, a ten na szczęście niczego mi nie podkreśla. Nie zauważyłam też, by osiadał na włoskach, a mam dość "małpiastą", owłosioną twarz :D

      Usuń
  19. Nie miałam go jeszcze nigdy, ale przyznam, że kusi :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam starą wersję ale mam mieszane uczucia co do tych podkładów. Nieco mnie wysuszają ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stara wersja podobno tak robiła i wyglądała dość "maskowo" ;) Może spróbujesz tej?

      Usuń
  21. Kolory idealne ale boje się tych drobinek na mojej tłustej skórze :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem czy cera tłusta byłaby z niego zadowolona :(

      Usuń
  22. "Stara" wersja zupełnie mnie do siebie nie przekonała, niestety - moich oczekiwań nie spełniała i obecnie używam Bourjois HM na zmianę z Revlon CS, zależy czego w danej chwili moja skóra potrzebuje:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Muszę go kupić ;) To już kolejna pozytywna recenzja, którą czytam więc ląduje na mojej wish liscie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo się cieszę i jestem pewna, że się nie zawiedziesz!

      Usuń
  24. Dla mnie L'oreal to jeden z lepszych producentów w kategorii podkładów. :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. czy podkład true- match zawiera substancje szkodliwe? (rakotwórcze?) będę wdzięczna za odpowiedź

    OdpowiedzUsuń
  26. a ja się zastanawiam, który wybrać na zimę, bo teraz mam 4N i jest idealny :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Jestem zawiedziona tym produktem. Wysusza skórę i to znacznie. Użyłam gąbki do jego nałożenia, a i tak zmagam się z efektem maski. L'Oreal ma niestety to do siebie, że albo wypuszcza na rynek coś bardzo dobrego, albo szmirę obrobioną marketingowo i moim zdaniem ten produkt zaliczyć należy właśnie do przereklamowanych

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam, skomentuj. :) Chętnie poznam Twoje zdanie.
(komentarze tylko o formie reklamy swojego bloga zostaną skasowane). Jeśli masz pytanie - pytaj, odpowiadam na wszystkie, niezależnie od tego kiedy i pod którym wpisem je zadasz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...