piątek, 20 listopada 2015

#1 ULUBIEŃCY OSTATNICH MIESIĘCY

W ciągu ostatnich kilku miesięcy wiele się działo, przez co chęci na blogowanie miałam mniej. Pewnie zauważyliście, że ostatnio wpisów było tyle, co nic i nie były one takie, jakie chciałam, aby były. Także... wracam, a na początek pokażę Wam ulubieńców ostatnich kilku miesięcy. Nie wiem, czy o wszystkich z nich miałabym czas napisać osobną, dłuższą recenzję, a naprawdę szkoda byłoby o nich nie wspomnieć. Dodam tylko, że to, że pojawiają się tutaj, w żadnym razie nie wyklucza ich późniejszych dłuższej recenzji. :)


OCZY

Miejsce pierwsze bezkonkurencyjnie należy się, ex aequo, maskarze z L'Oreal i odżywce do rzęs Realash. Czasami się zastanawiam, jak kiedyś mogło ich braknąć w mojej kosmetyczce?

L'Oreal Paris, maskara Volume Milion Lashes So Couture:
Tusz legenda. Choć nie jest najstarszym tuszem, jaki wyszedł spod skrzydeł L'Oreala, to jednak zanim trafił do mnie z Cocolity (KLIK), naczytałam się o nim mnóstwa zachwytów i bardzo byłam ciekawa, czy - i na ile - są one prawdziwe. Dziś z ręką na sercu mogę powiedzieć, że SĄ. Od lipca nie użyłam jakiegokolwiek innego tuszu. Nie czuję nawet takiej potrzeby, gdyż ten spełnia wszystkie moje wymagania, a tym samym umiejscowił się w czołówce ulubionych maskar. Na pewno jeszcze do siebie wrócimy. Uwielbiam jego silikonową szczoteczkę. Sam tusz świetnie wydłuża i pogrubia. Czerń jest niesamowita, nie blaknie w ciągu dnia, nie osypuje się. Jego wodoodporność rzuca na kolana. Sprawia to co prawda drobny problem podczas demakijażu, ale za to płakać można w nim do woli. Choć oczywiście nikomu nie życzę, by pod tym kątem to sprawdzał. :) Z rzeczy mniej istotnych, ale wciąż ważnych, dodam też, że pięknie i elegancko się prezentuje, a w dodatku pachnie czekoladką! Nr 1!

Realash, odżywka do rzęs:
Przyznam, że przed jej stosowaniem trochę się obawiałam tego, jak to będzie. Czy mnie nie podrażni, czy będą jakiekolwiek efekty.. Po miesiącu widziałam pozytywną zmianę, ale gdzieś po cichu chyba spodziewałam się, że będzie trochę większa. Nawet nie wiem kiedy, ale pewnego dnia w lusterku z zaskoczeniem stwierdziłam, że... wooow, ja naprawdę mam rzęsy :D I rzeczywiście, urosły nawet nie wiem kiedy, bez cienia podrażnień. W połączeniu z powyższą maskarą tworzą duet idealny. Recenzję po pierwszym miesiącu stosowania możecie podejrzeć TUTAJ. Kolejna, już po dłuższym czasie, się tworzy. ;)




TWARZ

L'Oreal Paris, podkład True Match:
Nie będę się za wiele rozpisywać, gdyż jego obszerną recenzję i swatche podejrzycie TUTAJ. Powiem tylko: strzał w dziesiątkę! Dla suchej cery podkład idealny. Świetnie dopasowuje się do odcienia skóry, nie podkreśla suchych skórek, jest rozświetlający, więc sprawi, że Wasza buzia "ożyje". Jego wykończenie jest lekko satynowe, a trwałość zasługuje na 6 z plusem. Nie znika, nie ciemnieje i nie ściera się w ciągu dnia. Zużyłam już połowę tej eleganckiej butelki, a w przypadku podkładów naprawdę rzadko mi się to zdarza. Mój wymarzony odcień to 1N.

Catrice, Liquid Camouflage Concealer, korektor w płynie:
Podobnie jak powyżej, jego pełną recenzję i swatche dwóch odcieni znajdziecie TUTAJ. Podbił moje serce o wiele bardziej, aniżeli jego pierwotna wersja w słoiczku, która w konsystencji była dla mnie zdecydowanie zbyt "tępawa". Wersja z aplikatorem jest o wiele lżejsza, nie zbiera się w załamaniach, nie waży... Świetnie radzi sobie z tuszowaniem niedoskonałości czy cieni pod oczami. Jest przy tym lekki, nie wysusza skóry i wygodny w użyciu, dzięki swojemu aplikatorowi. Mój odcień to 010 Porcellain.



DEMAKIJAŻ

... czyli coś, za czym taaaaak bardzo nie przepadam :D

Sylveco, lipowy płyn micelarny:
Mam spory sentyment do tej marki. Pierwszą butelkę tego płynu poznałam dzięki ShinyBox i od razu zapałaliśmy do siebie sympatią. Aktualnie zużywam kolejną i jestem tak samo zadowolona, jak wcześniej. Płyn nie podrażnia i w 100% spełnia swoje zadanie. Jest skuteczny i łagodny. Radzi sobie z usuwaniem nawet ciemniejszego makijażu, bez konieczności żadnego mocnego tarcia. Przy okazji koi zaczerwienienia, łagodzi i uspokaja skórę. Jak wspominałam w recenzji, to chyba pierwszy taki micel, po którego użyciu czuję, że moja skóra jest tak dobrze oczyszczona, a po makijażu nie ma śladu. Dodajmy jeszcze do tego przyjemny skład, to jesteśmy w siódmym niebie. ;)  Pełna recenzja TUTAJ. Marudziłam wtedy, że coś mi nie pasuje w butelce, więc teraz to odszczekam. Jest okej. :)


Resibo, olejek do demakijażu:
Absolutny hit! Nie będę się rozpisywać, bo pragnę o nim zrobić obszerniejszą recenzję i wciąż się do tego zbieram. Powiem tylko, że jest to ostatnio mój must-have jeśli chodzi o demakijaż. Przepiękne opakowanie, jeszcze lepsze działanie... no i ten skład. Dla mnie bomba! Resibo to dla mnie odkrycie powoli mijającego już 2015 roku. (niech on się już skończy :/ ) Do olejku dołączona jest też ściereczka z mikrofibry. Razem tworzą bardzo udany duet. :)


Garnier, płyn micelarny 3w1, dla skóry wrażliwej:
Mój ulubieniec, niezmiennie przez dobre 1,5 roku. Swoim działaniem nie odbiega zupełnie od uwielbianej przeze mnie Biodermy. Jest za to o wiele tańszy, a w działaniu praktycznie identyczny. Nie zliczę ilości butelek, jakie już zużyłam. Powracam do niego stale. Kiedy nie wiem co wybrać, sięgam po Garniera. Skuteczny, sprawdzony, niezawodny. Co prawda nie uświadczymy tutaj żadnego dodatkowego pielęgnacyjnego działania, jak np. w przypadku olejku Resibo, ale za to radzi sobie z każdym, nawet najbardziej wodoodpornym kosmetykiem. Przykładem jest chociażby pierwszy tusz z L'Oreal. Jego mini recenzję znajdziecie TUTAJ. Pokazywałam tam top 6 ulubionych wtedy produktów do demakijażu. Do listy ze spokojem dołączyć może kolejna dwójka.



Biolaven Organic, nawilżająco-odświeżający żel myjący do twarzy:
Żel myjący to mój pierwszy i dotychczas jedyny kosmetyk tej marki, wiem jednak, że na tym jednym się nie skończy. Jestem nim tak bardzo oczarowana, że wciąż mam ochotę na więcej! Przepadłam na jego punkcie już od pierwszego użycia. Nie będę ściemniać i powiem wprost, totalnie zakochałam się w jego zapachu. Jest tak przepiękny, że aż brakuje mi słów. Chyba jeszcze nic (jeśli chodzi o pielęgnację twarzy) nie pachniało tak pięknie, jak to. Cudowny, słodki, winogronowy zapach. Mam ochotę go wypić, ale wiemy dobrze, że pewnie nie skończyłoby się to dobrze, więc z trudem, ale się powstrzymuję. :D Pewnie uwielbiałabym go tylko za to, że pachnie i nic więcej nie byłoby mi trzeba. Na szczęście robi więcej, dużo więcej. Genialnie oczyszcza, przy okazji dogłębnie nawilżając skórę. Pozostawia uczucie chłodu, czystości i bardzo miękkiej, wygładzonej skóry. W swojej konsystencji jest tak samo przyjemny, jak w działaniu. Właściwie sama nie wiem, co mnie w nim zachwyca najbardziej - czy ten cudowny zapach, czy fantastyczne działanie, czy może wygodna forma aplikacji? Cudeńko!


Norel Dr Wilsz, peeling enzymatyczny:
Na jego temat także pojawi się obszerniejsza recenzja. Bardzo lubię peelingi enzymatyczne i właściwie od kiedy je poznałam (3 lata temu), najbardziej lubię stosować peelingi w takiej postaci. Ten zawiera złuszczające enzymy z ananasa i papai. Producent poleca go do każdego rodzaju cery i myślę, że to prawda. Ma postać delikatnego, lekkiego kremu. Łatwo się rozprowadza na twarzy, nie podrażnia, dobrze oczyszcza, złuszcza martwy naskórek i pozostawia skórę naprawdę wygładzoną. Nakładam go raz czy dwa razy w tygodniu na 5-10 minut.


Norel Dr Wilsz, hialuronowy tonik nawilżający:
Kolejna propozycja od Norel, która przypadła mi do gustu. Nie wymagam cudów od toników, ten jednak naprawdę mnie urzekł. Od rana dodaje energii, wieczorem koi zmęczoną cerę. Rzeczywiście nawilża, choć podejrzewam, że to nie tylko i wyłącznie jego zasługa. Tworzy dopełnienie dla pozostałej reszty mojej pielęgnacji. Jest bardzo wydajny, ma wygodną pompkę, dobrze leży w dłoni.



CIAŁO

Gilette, Satin Care, żel do golenia Sensitive:
Kupiłam go całkowicie przypadkowo. Nie czytałam o nim żadnych opinii, nie sprawdzałam, nikt mi go nie polecał. Weszłam do Rossmanna, Dżastin polecała mi jakiś żel z Isany, trochę się wahałam, ale to właśnie ten wpadł mi w oko. Wzięłam na próbę i jestem z niego baaaaardzo zadowolona. Ładnie pachnie, jest wydajny, skuteczny, nie podrażnia, a przy okazji fajnie się prezentuje. :) W końcu trafiłam na coś dobrego i myślę, że zostaniemy ze sobą na dłużej.



WŁOSY

Orientana, ajurwedyjska terapia do włosów:
To jeden z moich ulubionych olejków, odkrytych w tym roku. Zapomniałam jeszcze do zdjęcia ustawić oleju lnianego z Mokosha! Uwielbiam jego zapach, działanie, fantastyczny skład, to że jest taki wydajny, choć wydaje się być taki niepozorny.. To też pierwszy olejek, po którego regularnym stosowaniu zauważyłam u siebie mnóstwo baby hair. Pełną recenzję znajdziecie TUTAJ. Naprawdę polecam. Orientana to także marka, której w tym roku było u mnie sporo.


Equilibra, aloesowy szampon do włosów:
Szampon wielokrotnie polecany przez naszą włosową, blogową guru, czyli Anwen. Niezwykle delikatny, łagodny. Zużyłam już "tysiące" jego opakowań i wciąż do niego wracam. Chociaż nie lubię stosować go całkowicie solo, to świetnie sprawdza się przy pierwszym myciu po olejowaniu włosów. Świetnie radzi sobie z ich zmywaniem, nie podrażniając i nie powodując łupieżu. Dobrze się pieni, pięknie pachnie... Jedyny minus, to jego dostępność. Zawsze mam z tym problem. :(


Paul Mitchell, szampon i odżywka do włosów, linia Curls:
Ten duet stosuję od kilku miesięcy i muszę powiedzieć, że chociaż wcześniej przerzuciłam się głównie na te naturalniejsze szampony, to od czasu do czasu taka zmiana też się przyda. Moje włosy ostatnio były w gorszej kondycji. Dzięki temu duetowi na powrót wyglądają ładnie, dobrze się układają, są mięciutkie, bardziej lśniące, a ich dodatkowym atutem jest przyjemny zapach obu produktów. Jeśli dodać do tego wydajność (choć dosyć wysoką cenę), to mamy bardzo przyjemne połączenie.


Love2Mix Organic, szampon do włosów suchych z jagodami acai i proteinami pereł:
Ogarnia mnie "czarna rozpacz" (prawie tak czarna jak butelka) na myśl o tym szamponie. Kiedy wspominałam Wam ostatnio, że ciężko było mi go zakupić, mówiliście, że został wycofany. Ja nie wiem, naprawdę, czy wszystko to, co polubię musi być wycofywane ze sprzedaży? Używałam go dobre 2 lata, cały czas będąc z niego niesamowicie zadowoloną. Nie plątał mi włosów, świetnie je nawilżał, nie podrażniał, bardzo dobrze się pienił, był wydajny... z przyjemnym składem... W końcu byłam zadowolona, że nie muszę szukać niczego nowego, a tymczasem okazuje się, że zbyt przyjemnie w życiu być nie może i nawet taka pierdoła jak szampon do włosów musi mi teraz sprawiać "problemy"... Bardzo żałuję, że butelka, którą obecnie wykańczam będzie tą ostatnią. Ogółem lubiłam całą serię, oprócz papryczki.


Jestem ciekawa, czy taka forma wpisów Wam się podoba, czy jednak wolicie pojedyncze, dłuższe recenzje? Koniecznie dajcie znać. ;)


Tymczasem ciekawi mnie, czy moi ulubieńcy w jakimkolwiek stopniu pokrywają się z Waszymi? ;)

34 komentarze:

  1. Bardzo chętnie czytam takie wpisy, gdzie informacje podane są w pigułce, wszystko to, co najważniejsze i bez ściemy :) Ja również nie piszę o ulubieńcach co miesiąc, wg mija się to z celem, ponieważ kosmetyki powtarzałby się :)
    Z prezentowanych przez Ciebie znam i bardzo lubię maskarę L'Oreal, lipowy płyn micelarny oraz żel do mycia twarzy Biolaven. Właśnie przygotowuję recenzję, też mam ochotę go wypić, ale płyn micelarny z tej samej serii niestety nie pachnie winogronkami, tylko lawendą, więc ja zdecydowanie wybieram lipowy.
    Polubiłam się też z olejkiem do demakijażu, ale GoCranerry, Resibio mimo, że zbiera wiele pozytywnych recenzji, jeszcze nia miałam okazji poznać :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam jedynie Garniera i również należy do moich ulubieńców.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie nowy True Match się nie sprawdził :( Mam mieszaną skórę w kierunku tłustej, a tak mnie wysuszył, że miałam straszną skorupę na twarzy :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Micel Sylveco też bardzo lubię, ten żel z Biolaven średnio mi się spodobał ze względu na bardzo rzadką konsystencję - miałam wrażenie, że przecieka mi między palcami i że jest strasznie wodnisty. Tusz So Couture bardzo mi się osypywał, ale może trafił mi się jakiś felerny egzemplarz, bo większość dziewczyn go chwali...

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam płyny micelarne Sylveco i Garniera, nie wysuszają mi skóry i nie podrażniają oczu. produktów do włosów jakie pokazałaś nie znam, muszę poczytać jeszcze o nich. Tusze L'Oreal są świetne, ja mam tradycyjny Volume Million Lashes. Markę Norel znam i kocham miłością absolutną :-) Kosmetyków Biolaven nie mogę używać, bo żel do mycia twarzy wysuszał mi cerę. Kamuflaż Catrice mam i jestem z niego bardzo zadowolona. Resibo nie znam ale kuszą mnie te kosmetyki :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Garniera dzisiaj kupiła, tyle że wersję zieloną. Ciekawi mnie, jak się u mnie sprawdzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam żadnego z pokazanych przez Ciebie kosmetyków, jednak bardzo zaciekawiłaś mnie kilkoma :) Fascynuje mnie ten olejek do demakijażu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sylveco i Biolaven uwielbiam ;))

    OdpowiedzUsuń
  9. Najlepsza ta mascara z L'oreal i płyn micelarny od Garnier. :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziwne, nie miałam nic z Twoich ulubiencow ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Podbijam Garniera - aktualnie mam zieloną wersję i również jestem z niej zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mam nic z twojej listy, widać znalazłam innych ulubieńców :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Znam micel z Garniera. Używałam wersji zielonej i muszę przyznać, że spisywał się całkiem nieźle. Do tego ta wielka butelka. Wystarczy na długo.

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę tu kilku swoich ulubieńców: tusz L'oreal, szampon Equilibra, olejek Resibo i micel Garnier :) Muszę kupić ten kamuflaż z Catrice :)

    OdpowiedzUsuń
  15. No muszę wypróbować tego korektora od Catrice :D Koniecznie! Mam L'oreala i mam nadzieję że mi też przypadnie do gustu bo jeszcze go nie otwierałam a płyn do demakijażu z Garniera mam i uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Muszę sprawdzić w końcu ten korektor z Catrice, a właściwie kamuflaż. Płyn z Garnier mi się skończył, pora zrobić zapasy!

    OdpowiedzUsuń
  17. Też mam już drugą butelkę Sylveco, natomiast pożądliwie patrzę na kosmetyki Norel :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zaciekawił mnie bardzo ten tusz od L`oreal, tym bardziej że pachnie tą czekoladą! :) Ja obecnie używam odżywki z Eveline SOS do rzęs, ale średnio pomaga póki co :/ Od dawna chcę wypróbować podkład z L`oreal Match Perfection, ale nie mogę znaleźć odpowiedniego dla swojej karnacji :/ Jeśli chodzi o ten korektor z Catrice, to póki co mam ten w pudełeczku i szczerze, jest dla mnie trochę za zbity, więc jak mi się skończy mój z L`oreal za pewne kupię ten :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Tusz z L'Oreala się u mnie nie sprawdził, wszystko byłby ok gdyby nie to, że mam bardzo długie rzęsy i produkt niemiłosiernie odbija mi się na górnych powiekach po kilku godzinach :(

    OdpowiedzUsuń
  20. Fajne zdjęcia i ciekawy post :)
    Wszystko o zakupach na Aliexpress, recencje, realne zdjecia - zapraszam - www.aliexpress-all.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Też bardzo lubię ten micel Garniera :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak się składa, że nie mam żadnego z tych produktów, jednakże ten micel bardzo mnie kusi od daawna :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Wiele słyszałam o płycie micelarnym z garniera ;) Zapraszam do mnie : http://ma--ry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Ile kosmetyków mi się spodobało... oj. Muszę wypróbować ten korektor z Catrice.

    OdpowiedzUsuń
  25. Wszyscy tak piszą o tym Resibio, że jak tylko wykończę moje opakowanie oleju kokosowego, to chyba sobie sprawię!

    OdpowiedzUsuń
  26. Mam olejek do twarzy z Orientany i bardzo dobrze mi się sprawdza, ciekawa marka :)

    OdpowiedzUsuń
  27. So Couture kocham :). Płyn z Garniera również używam.

    OdpowiedzUsuń
  28. Znalazłam tu kilka produktów, na które od jakiegoś czasu mam ochotę, jak np. lipowy płyn micelarny z Sylveco czy olejek do demakijażu Resibo :)

    OdpowiedzUsuń
  29. u mnie tusz sie kompletnie nie sprawdził moje rzęsy wyglądają jak nogi pająka.. a co do olejku Resibo chyba sie skusze boje sie jednak że mnie zapcha bo mam tendencje do zapychania przez oleje własnie, nawet po demakijażu robionym olejkami po 2-3 dniach mam pełno podskórnych gulek własnie takich jak przy zapchaniu twarzy ;( Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Muszę wypróbować ten lipowy płyn micelarny :)
    Zapraszam do mnie: http://whisperedworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. Mam tą odżywkę realash , ale jeszcze jej nie używałam. Poza nią nie mam ani nie znam nic.

    OdpowiedzUsuń
  32. Próbowałaś płyn miceralny Tołpy? Jak dla mnie jest o niebo lepszy niż wszystkie powyżej. :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam, skomentuj. :) Chętnie poznam Twoje zdanie.
(komentarze tylko o formie reklamy swojego bloga zostaną skasowane). Jeśli masz pytanie - pytaj, odpowiadam na wszystkie, niezależnie od tego kiedy i pod którym wpisem je zadasz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...