piątek, 4 grudnia 2015

L'OREAL PARIS, VOLUME MILLION LASHES SO COUTURE, CZY ZNALAZŁAM TUSZ IDEALNY?

Przy okazji poprzedniego wpisu, w którym prezentowałam Wam moich ulubieńców ostatnich miesięcy (KLIK do notki), wspomniałam o maskarze Volume Million Lashes So Couture z L'Oreal Paris, która ostatnimi czasy całkowicie skradła moje serce. Najwyższy czas chyba, aby wspomnieć o niej więcej i więcej. Jeśli ciekawi Was, co o niej sądzę i jakie daje efekty na moich rzęsach, zapraszam Was do dalszej części tego wpisu. Poznajcie moją aktualną kosmetyczną "przyjaciółkę"! :)



Zacznę od tego, że jest to moja pierwsza styczność z maskarą tej marki. Oczywiście ciekawiły mnie od baaaardzo, bardzo dawna, ale jednak gdy przychodziło do zakupu, czy wybrania sobie czegoś w ramach współpracy z różnymi sklepami, które miały je w swoim asortymencie, zawsze wybierałam coś innego. Właściwie sama nie wiem, dlaczego. Tak po prostu wychodziło. Tego lata jednak postanowiłam spróbować i przekonać się, czy jest tak dobra, jak o niej piszą i mówią. I jest, a jakżeby inaczej! ;)


POJEMNOŚĆ / CENA

Maskara o pojemności 9,5 ml, dostępna stacjonarnie kosztuje koło 60 zł, polecam jednak polować na nią w drogeriach internetowych, gdzie jej cena wcale nie musi być wyższa niż 30 zł.


DOSTĘPNOŚĆ

Drogerie stacjonarne i internetowe. Moja sztuka pochodzi akurat ze sklepu www.cocolita.pl - znajdziecie ją dokładnie TUTAJ w cenie 32,90 zł.



OPAKOWANIE

Jak możecie zobaczyć, jest bardzo gustowne i eleganckie w złoto-fioletowych barwach. Wiem, że to być może lekkie zboczenie, ale lubię na nią nawet patrzeć. :D


TRWAŁOŚĆ

Pod względem trwałości z całą pewnością jest jedną z najlepszych maskar, jakie kiedykolwiek miałam. Można w niej płakać, chodzić w ulewie, zmoczyć się jak kura, a maskara z rzęs ani drgnie. Jest to odrobinę uciążliwe podczas demakijażu (bowiem nawet wtedy ciężko ją "ruszyć" z miejsca), ale to chyba tylko dowodzi temu, jak bardzo jest trwała.


SZCZOTECZKA

Jedno słowo? Idealna! Silikonowa, czyli taka, jakie w maskarach wybieram i cenię od kilku ładnych lat. Włoski są króciutkie, nie kłują w oczy, jeszcze nie zdarzyło mi się, by zrobić sobie nią krzywdę, czy niechcący "dziabnąć" się w oko. A miałam już kilka takich historii :D Jedną z najbardziej drapiących i "bolących" szczoteczek była dla mnie szczotka w maskarze Maybelline New York - One by One. Tusz, którego efekt na swoich rzęsach uwielbiałam, ale pamiętam, że trochę białek sobie razem podrażniłyśmy, hahah.. :D


ZA MOKRY?

Przeglądając opinie na jej temat, często trafiałam na stwierdzenia, że tusz jest za mokry i że wielu osobom to przeszkadza, bo łatwo wtedy o efekt pandy. Rzeczywiście, tusz z początku może wydawać się mokry, ale po zakupie wystarczy ją otworzyć i zostawić na jakiś czas. Powinno pomóc. Ja używałam jej jednak od razu po otwarciu, bo zupełnie mi to nie przeszkadzało. Miałam już tusze, które były zdecydowanie gorsze we współpracy, bo nawet gdy bardzo się starałam, odbijały się na powiekach. Tutaj bardzo na to zwracałam uwagę, ale nie odnotowałam żadnych problemów. Polubiliśmy się niesamowicie i dzisiaj, po 5 miesiącach jej używania, mogę śmiało powiedzieć, że nawet tęsknię za tym, jaka była na początku. Nie lubię zbyt suchych maskar, a żywot tej (po tak częstym używaniu) powoli dobiega końca...


ZAPACH

Spokojnie, weź głębszy oddech. Dobrze widzisz, w tej chwili "porozmawiamy" o zapachu tej maskary! :D Volume Million Lashes So Couture pachnie! To była chyba jedna z pierwszych (w moim odczuciu) zalet, które zwróciły moją uwagę w jej kierunku. Właściwie nie bardzo nawet wiem, dlaczego, przecież w żadnym stopniu nie czuć jej na rzęsach. :D Teoretycznie powinna pachnieć czekoladą. W rzeczywistości zbliżona jest bardziej do kakao, ale tak czy siak, nadal bardzo przyjemnie pachnie. :)



EFEKT



MOJE WRAŻENIA

Jak najbardziej pozytywne. Śmiało mogę przyłączyć się do ogólnych zachwytów nad tą maskarą i polecić ją dalej. Świetnie wydłuża rzęsy, nie skleja ich, jest niesamowicie trwała i co najważniejsze - nie osypuje się w ciągu dnia ani pod jego koniec. Może sprawiać "mały" problem podczas demakijażu, ale jak już być trwałą to na całego! :D Warto też wspomnieć o tym, że nie odbija się na górnej powiece, a jej formuła - choć mokrawa - bardzo mi odpowiadała już od samego początku. Z biegiem czasu tylko więcej zyskiwała. Może mogłaby nieco mocniej pogrubiać rzęsy, ale i tak jestem bardzo zadowolona z efektu, jaki mi daje. Poza tym, podoba mi się także jej design, jest elegancka, dobrze leży w dłoni, a napisy mimo tak częstego użytkowania nie starły się. Wciąż wygląda z klasą. Uwielbiam jej silikonową, dobrze wyprofilowaną szczoteczkę i delikatne, miękkie włoski, które pozwalają dotrzeć do każdej z rzęs, zwiększając ich objętość, ale nie kłując przy tym i nie drapiąc oczu. Szczoteczka nabiera odpowiednią ilość tuszu, a odpowiednio wyprofilowane włoski pozwalają uniknąć grudek. Czerń jest głęboka, czyli dokładnie taka, jaka być powinna. Cenię sobie też to, że rzęsy pomalowane Volume Million Lashes So Couture przez cały dzień pozostają miękkie i delikatne. Nie mamy uczucia sztywnych, "kłujących rzęs". Jeśli nie wiecie co to znaczy, to... cieszcie się. Naprawdę niemiłe uczucie. Używam ją już 5 miesiąc i zaczynam zauważać, że jej żywot niestety dobiega końca. Myślę jednak, że i tak wystarczyła mi na długo. Polubiłyśmy się bardzo i chętnie powtórzyłabym naszą wspólną przygodę.



Ciekawa jestem, czy miałyście już z nią do czynienia? Co o niej sądzicie? A może możecie polecić mi inne maskary tej marki? :)

47 komentarzy:

  1. Wow, tylko tyle powiem :) Efekt jest rewelacyjny :) Mam ochotę pożyczyć ją od siostry ciotecz. i się nią pobawić :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam te tusze :) Na tą chwilę nie znalazłam lepszych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jestem ciekawa kolejnych sióstr :)

      Usuń
  3. 5 miesięcy to bardzo jak na żywotność tuszu do rzęs, jeszcze nie miałam, ale z chęcią bym dorwała w swoje łapki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Efekt super:) ja z tej serii najb lubię Feline. W tej trochę mi się nie podoba szczoteczka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Feline też mnie niesamowicie kusi :) zresztą teraz to już mnie wszystkie siostry kuszą :D

      Usuń
  5. Bardzo chcę ją wypróbować, ale jednak staram się podejść zdroworozsądkowo i najpierw zminimalizować zapasy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to może być trudne, też się staram i nie wychodzi :D

      Usuń
  6. cudowne zdjęcia, pięknie uchwycony efekt na rzęsach

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam go, ale twoje rzęski wyglądają obłędnie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie to po prostu istny ideał <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz co? Zakochałam się w twoich zdjęciach. Wspaniałe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojeej, dziękuję pięknie! :* cieszę się, że Ci się podobają :)

      Usuń
  10. Miałam go i bardzo sobie chwaliłam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam ją! Dla mnie to najlepsza maskara EVER! Ale nie wiedziałam, że miała pachnieć czekoladą.. Ale mnie to ani czekolada, ani kakao :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Też lubiłam efekt miękkich rzęs, jaki dawała ta maskara ale wolę inne tusze z L'Oreala z serii Volume Million Lashes: złoty i czerwony. Tamte moim zdaniem lepiej pogrubiają rzęsy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę! :) To pewnie powinnam od nich zacząć! :D

      Usuń
  13. Mój ulubiony, niezastąpiony, pachnący cudaczek :) Buziak :*

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie dawała ładny, ale jednak dość naturalny efekt, a ja lubię rzęsy typu "wow" ;) Jednak ostatnio postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę i jak już zamawiałam swojego ulubieńca (lash sensational), to wrzuciłam do koszyka jeszcze tą (kupiłam ją nawet taniej, za niecałe 29 zł na ezebrze). Najpierw poczeka w kolejce, ale potem zobaczymy, może zmienię o niej zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ładnie wygląda, chociaż ostatnio obnoszę się z zasadą, żeby nie wydawać zbyt wiele na tusze:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobry tusz to podstawa a ten własnie taki jest :0

    OdpowiedzUsuń
  17. No powiem Ci,że jak dla mnie rewelacja ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie jest zły, ale u mnie efekt nie powalił :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak dla mnie ta maskara to absolutny hit. :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Super wpis, czekam na więcej. Kom za kom? Obs na obs?
    Zerknij na mój blog http://urodaizdrowiekobiet.blogspot.com/ pokazałam tam jak zdobyć darmowe bony na kosmetyki, jeżeli jesteś aktywną blogerką. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam tego typu szczoteczki. Dają super efekt.
    A ten tusz widzę jest niesamowity. Jak skończę swoje zapasy to obowiązkowo muszę na niego zapolować!!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytam u Ciebie kolejną pozytywną recenzję tej mascary i chyba będę musiała i ja ją kupić, zdradzę ją z moim ulubionym Max Factor :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kocham ten tusz! Daje moim rzęsom to czego potrzebuję: rozczesuje, nie skleja ich, wydłuża, do tego jest bardzo trwały. Niedawno skończył mi się ale na pewno kupię kolejne opakowanie. Kupuję online bo przynajmniej wiem, że kosmetyk nie jest otwierany no i cena zdecydowanie niższa niż w drogeriach stacjonarnych.
    Pozdrawiam i zapraszam na rozdanie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Zgadzam się najlepszy tusz jaki kiedykolwiek miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. A wiesz, zawsze lubiłam Define-a-lash z MNY, bo ona właśnie miała zapach zbliżony do czekoladowego i to mi się w niej m. in. podobało. Tego tuszu jeszcze nie miałam, a ciekawa go jestem bardzo. A czym zmywasz? Jakimś dwufazowym płynem i mimo to kiepsko zmywać, czy zwykłym?

    OdpowiedzUsuń
  26. Dla mnie jest to tusz idealny. Nie osypuje się, jest długotrwały, jeśli zdarzy nam się "wzruszyć " zostaje na swoim miejscu. Super rozczesuje, wydłuża i pogrubia rzęsy. Czego można chcieć więcej? Miałam jej siostry. Nie są tak dobre jak ona.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam, skomentuj. :) Chętnie poznam Twoje zdanie.
(komentarze tylko o formie reklamy swojego bloga zostaną skasowane). Jeśli masz pytanie - pytaj, odpowiadam na wszystkie, niezależnie od tego kiedy i pod którym wpisem je zadasz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...