niedziela, 29 października 2017

Wrześniowo-październikowe nowości ;-)

Hejo! Jak Wam mija ten paskudny pogodowo weekend? ;-) Mam nadzieję, że mimo tych wiatrów, deszczu i mrozu (tak! ja już dzisiaj dreptałam w zimowej kurtce!) znosicie to całkiem nieźle. Październik zbliża się do końca, zacznie się najpaskudniejszy w świecie listopad. Ze wszystkich miesięcy w roku to właśnie listopada nienawidzę chyba najbardziej. Grudzień jest zawsze długo wyczekiwany, więc będę dzień po dniu do niego odliczać. W mojej głowie już choinka, lampki, bombki... can't wait! ;-)  Ale zanim to nastąpi, cofniemy się trochę wstecz i pokażę Wam, na co się skusiłam w ostatnich tygodniach. Na moim instagramie pokazuję wszystko bardziej na bieżąco, niż tutaj, ale kto śledzi, ten pewnie wie. ;-)


Zdenkowałam swoje 5-te już chyba opakowanie mojej ulubionej bazy pod cienie z Artdeco, w związku z czym trzeba było uzupełnić zapasy. Ostatnia "zeszła" mi tak szybko, jakbym co najmniej codziennie smarowała nią sobie kanapki, ale to mnie akurat cieszy. ;-) Uwielbiam!




Koszmarnie brakowało mi czegoś, w czym mogłabym swobodnie przenosić pojedyncze cienie do powiek. Pomyślałam, że najlepiej będzie, jeśli ogarnę jakoś temat paletek magnetycznych, wokół których i tak od dawna już krążyłam. Ceny nie należą do najtańszych, a zależało mi, żeby weszło w nią możliwie jak najwięcej cieni. Wybór padł na polecanego GlamBoxa  od Hani i w sumie nie żałuję. Naprawdę przydatny, a ja nie muszę się już martwić o to, że zapomnę zabrać ze sobą kilka pojedynczych ulubionych cieni.

Inaczej sprawa ma się jednak z cieniami od Hani. Chyba będę jedyną osobą na świecie, ale jestem nimi trochę rozczarowana. Mokry bąbelek to moja pomyłka roku. Jeśli zrobię taki wpis na koniec roku (a planuję), to on na pewno się w nim pojawi. Dziwi mnie to, bo kolory cieni są naprawdę przepiękne, konsystencja podczas robienia swatchy idealna (moja ulubiona, lekko mokra) - w pierwszej chwili miałam ochotę piać z zachwytu. Ale na moich oczach totalnie się rozjeżdżają, blakną lub rolują. Po bąbelku po 2-3 godzinach nie ma u mnie śladu. Chyba, że liczyć te tłuste bruzdy, które mi się zbierają w zakamarkach powiek... hmm ;-) Pigmenty według mnie też szału nie robią, ale są przyzwoite. W każdym razie na kolejne się już nie skuszę.




Brakowało mi jakiejś nowej, mocno błyszczącej paletki cieni do oczu w kolorach typowo jesiennych. Na grupach wizażowych dziewczyny polecały cudeńka o jeszcze piękniejszych cenach (300-400 zł wzwyż :D). Za takie póki co podziękuję. Szukałam więc dalej czegoś, co nie zabiłoby mnie widokiem swojej ceny. Na blogach mnóstwo dziewczyn polecało paletki Morphe. Wiem, że teraz popularniejsze są te kolorowe z Jaclyn Hill (moje małe marzenie!), ale ta, na którą ostatecznie się zdecydowałam też była mocno chwalona. Cena jak za tyle cieni jest naprawdę korzystna, poza tym często można trafić na promocje. To, co jest ich minusem, to to, że paletki we większości mają w sobie dużo podobnych do siebie kolorów. Szukałam wśród tych swoich upatrzonych możliwie najbardziej różnorodnej. Wydaje mi się, że Morphe 35F do takich należy, choć "powtórzeń" cieni też tu troszkę jest. ;-) Drugi minus to opakowanie - ten materiał jest totalnym niewypałem, widać na nim każde dotknięcie palcem, zabrudzenia też ciężko z niego usunąć.

Z góry nastawiłam się na to, że cienie przyjdą dużo dużo bledsze, bo tak to przeważnie bywa w rzeczywistości. Faktycznie tak było, choć obawiałam się chyba, że będą jeszcze jaśniejsze. ;-) Tymczasem prezentują się świetnie, niektóre maziane palcami są imponujące. Mimo to i tutaj mam póki co mocno mieszane uczucia... Znikają przy blendowaniu, muszę często dokładać aplikowanego cienia i nie trzymają się u mnie cały dzień. Robią to lepiej, niż Glamshadows, ale trochę się będę czepiać. Nakładanie ich zwykłym pędzelkiem do oczu u mnie kończy się katastrofą, bo głębia koloru w ogóle nie jest oddana... jedynie po nałożeniu ich pacynką efekty są świetne. Tylko co z tego, skoro po rozblendowaniu większej ilości kolorów i tak znikną? Muszę się nią jeszcze pobawić i spróbować jej użyć na mniej wymagających powiekach, niż moje, dlatego nie traktujcie tego jeszcze jako recenzję, a jedynie wstępne obserwacje.






Ostatnia promocja w Rossmannie na kolorówkę prawie jak zawsze (z wyboru) mnie ominęła, za to weszłam po parę drobiazgów. Dla mamy kupiłam farbę do włosów (zapomniałam do zdjęcia) i antyperspirant z Dove, a dla siebie żel pod prysznic z Isany o zapachu wiśni i lukrecji oraz słynny i znany chyba wszystkim olejek pod prysznic z Isany. Docelowo, olejek chciałam używać oczywiście do mycia pędzli i mojego Beautyblendera. Z pędzlami jeszcze nie próbowałam, bo jest tłustawy i słyszałam od dziewczyn, że trochę im zatłuścił włosie, ale z myciem Beautyblendera radzi sobie naprawdę dobrze! Jestem zaskoczona ;-) Gdyby jeszcze tylko swoim zapachem tak mocno nie przypominał mokrego psa... 😂




Jak co roku bawię się w halloweenowe charakteryzacje, ale nie zliczę nawet, ile fajnych pomadek i błyszczyków "zniszczyłam" sobie żeby jakkolwiek przypominały one krew :D Od dawna szukałam jakiejś sztucznej krwi, no ale jak już brać to od mistrzów. Postawiłam na sztuczną krew F/X Blood od Kryolan. Capnęłam też białą tłustą farbę do twarzy Supracolor Clown White i małą wersję płynnego latexu. Farbka jest genialna! Z krwi także jestem zadowolona, ogromne ułatwienie i nie muszę w końcu myśleć o tym, czy za dużo jej zmarnuję (jak w przypadku błyszczyków/pomadek). Jedyne, co mi przeszkadza, to że troszkę za szybko zastyga i robi się skorupka. Bardziej zależało mi na takich mokrych glutkach (krwiaczkach) lub innej realistycznej, która spływa i nie zastyga w tak szybkim tempie. Polecicie coś?




Pierwszy raz po dłuuuuugiej, długiej przerwie capnęłam też dwie książki moich ulubionych autorów, czyli Nicholasa Sparksa - We dwoje oraz Guillaume Musso - Dziewczyna z Brooklynu. Od kiedy kilka lat temu pokochałam ich twórczość, to nigdy nawet nie czytam opisów, tylko w ciemno wrzucam do koszyka. Tym razem jednak pewnie będę ostrożniejsza, bo jeden i drugi mnie zawiódł w swoich poprzednich najnowszych książkach. Poprawcie się, Panowie, bo będzie źle, a ja jestem do bólu pamiętliwa! 😜 Choć może moje niezadowolenie z poprzednich nowości wynika z tego, że mocno zmienił mi się charakter i wszystko, co tylko mogło się zmienić :D


Były jeszcze planszówki, ale o nich innym razem ;-) Także co... to chyba na tyle ;-)

Dajcie znać, czy któraś z moich zaprezentowanych tutaj nowości zagościła też w Waszym domu? ;-) Z czego jesteście zadowolone, a co okazało się być dla Was totalnym niewypałem?



Nie zapomnijcie mnie odwiedzić na insta! @kosmetasia

https://www.instagram.com/kosmetasia/


34 komentarze:

  1. Paleta morphie bardzo mi się marzy ale matowa. Jak poużywasz swoją to napisz proszę recenzje
    Jednak jest to troszkę droższa paleta ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno napiszę ;-) mi z matów się podoba ta fioletowa (tam chyba są głównie maty), ale właśnie przez to, że te kolory są tak podobne do siebie to się wstrzymałam, wolałam zacząć od czegoś, co jakoś się różni ;)

      Usuń
    2. Ja też jestem za postem i makijażem w fioletach <3

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. tak myślałam, że przyciągnie uwagę, heh ;-)

      Usuń
  3. piękna paleta cieni, mam tą bazę z Artdeco ale już mi się zestarzała i stwardniała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak długo jest otwarta to też mi twardnieje. Ja teraz często używałam, nie tylko na sobie, to zdążyłam ją wykorzystać w pełni jak jeszcze była miękka ;-)

      Usuń
    2. ja bardzo rzadko się maluję, to dlatego

      Usuń
  4. paletka naprawdę sporo możliwości daje, tyle kolorów.... wow

    OdpowiedzUsuń
  5. Extra nowości ciekawa jestem tego zapachu żelu z isany :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że cienie są lekkim rozczarowaniem. Zarówno Morphe, jak i cienie Hani od dłuższego czasu mnie kuszą, ale teraz zaczynam mieć wątpliwości czy będą dla mnie dobrym wyborem. Olejek z Isany to dla mnie ideał do mycia BB, a w przypadku pędzli też świetnie sobie radzi i u mnie nie tłuści :)

    OdpowiedzUsuń
  7. paletka ładnie sie prrezentuje olejek z isany jest swietny zel pod prysznic wzielam w innej wersji zapachowej

    OdpowiedzUsuń
  8. Paletka MORPHE jest cudowna! A KSIĄŻKĘ - DZIEWCZYNA Z BROOKLYNU mam - czekam na moment w,którym będę miała możliwość ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. paletka super! a ksiązki chętni bym przczytała :)
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta paletka od Jaclyn przepiękna <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze baza z Art Deco to jedna z moich ulubionych, a zamiast się jej trzymać to na siłę eksperymentuję z innymi.. Na cienie Hani też się czaiłam ze względu na wiele poleceń. Szkoda, że u Ciebie się nie sprawdziły. A co do olejku z Isany to chyba ja jedna nie wyczuwam u niego żadnych przykrych nut zapachowych :D Z powodzeniem piorę nim pędzle (Hakuro, Inglot, Sephora) i wszystko z włosiem ok. Trzeba po prostu dobrze olejek wypłukać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ta paletka jest świetna ma takie cudne kolorki rewelacja.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przypomniałaś mi, że miałam zamówić "Dziewczynę z Brooklynu" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Najbardziej jestem zauroczona planszówkami :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Rany, jaka ta paleta jest piękna :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zmartwiłaś mnie tymi wszystkimi cieniami, bo się nad nimi zastanawiałam :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Ach ta paleta... Wszytskich zachwyca :D

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam, skomentuj. :) Chętnie poznam Twoje zdanie.
(komentarze tylko o formie reklamy swojego bloga zostaną skasowane). Jeśli masz pytanie - pytaj, odpowiadam na wszystkie, niezależnie od tego kiedy i pod którym wpisem je zadasz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...